W piątkowy wieczór studio Antyradia zostało wyraźnie zdominowane przez miłośników kina. Ledwo skończyły się ‘Alternatywy 4’, rozpoczął się seans filmowy w Antyradiu Machinie. Nie był to żaden konkretny film. Jah Jah i Vito ulegając w ten wieczór czarowi X Muzy, zainteresowali się kultowymi filmami karate i kung-fu.
Ten gatunek filmowy zawsze miał mnóstwo zwolenników, chociaż byli i są tacy, których tego rodzaju sztuka filmowa zupełnie nie interesuje, uważają ją za naiwną, często zabawną. Jednakże, ci pierwsi oglądając film, przeżywają niesamowite emocje, zachwycają się niezwykłymi scenami walki - często w scenerii chińskich pagód, zwariowaną fabułą, znakomitymi efektami specjalnymi, popisami aktorów i kaskaderów. Jeden z najbardziej kultowych filmów tego gatunku - ‘Wejście smoka’ przyciągnął swojego czasu do polskich kin tysiące widzów. Ludzie oglądali go po kilkanaście razy, a Bruce Lee - ikona kina azjatyckiego, amerykański aktor i mistrz sztuk walki pochodzenia chińskiego, stał się międzynarodową gwiazdą filmową i wzorem dla wielu aktorów obsadzanych w tego rodzaju filmach.
Można powiedzieć, że ‘Wejście smoka’ zapoczątkowało modę na wschodnie sztuki walki w Polsce. Zaczęły powstawać szkoły, w których naucza się według tradycyjnych chińskich wzorów, kształtuje ciało i ducha. Obydwa elementy są przy tym istotne. Nic dziwnego, że gościem Jah Jah i Vito w piątkowy wieczór mógł być jedynie ktoś, kto sztuki walki sam opanował i teraz uczy innych. Do studia Antyradia zawitał więc Marcin Jóźwiak, założyciel jednej ze szkół sztuk walki, a mianowicie Akademii tradycyjnego Hung Gar Kung Fu w Warszawie, szkoły chińskiej sztuki walki klasztoru Shaolin. Pan profesor wygłosił wielce interesujący wykład na temat zajęć w szkole, podstawowego treningu, stylów walki, fikcji zawartych w filmach kung-fu, legendach i mitach, jakie towarzyszą zjawisku zwanemu ‘sztuka walki’. Jednym z nich są chociażby sławetne ciosy śmierci...
Nie trzeba być moralnym, aby zacząć uczyć się sztuk walki. Moralności, dyscypliny, samozaparcia, uczciwości i wytrwałości uczeń uczy się od swojego nauczyciela, w takim samym stopniu jak zgłębia on style i techniki sztuk walki. Mistrz buduje w swoim uczniu świadomość i osobowość. A jak kształtuje się ciało? Okazuje się, że podstawą treningu jest pozycja - ustawienie nóg i położenie środka ciężkości. W szkołach walki człowiek musi nauczyć się najpierw chodzić, gdyż z nóg generuje się siłę rąk i siłę kopnięć. Potem następuje opanowanie pojedynczych technik, takich jak uderzenia i kopnięcia, wykonywane najpierw pojedynczo, a potem łączone. To wszystko przeplatane jest dużą ilością ćwiczeń wytrzymałościowo-siłowych, takich jak ‘pompki’ czy ‘brzuszki’ oraz ćwiczeń wzmacniających mięśnie.
Style walki podporządkowane są... zwierzętom, a dokładniej technikom atakowania przez poszczególne zwierzęta. Mówi się więc o stylu i technice tygrysa, smoka, węża, żurawia, modliszki. I tak na przykład, technika tygrysa – dużego, silnego zwierzęcia, który atakuje frontalnie, nie patrzy na boki, różni się zdecydowanie od techniki żurawia, który jest zwiewny, delikatny i giętki, ale uderza za to precyzyjnie swoim dziobem – jak sztyletem. Według Marcina Jóźwiaka, największą skuteczność w walce osiąga się przeciwstawiając sobie dwie antagonistyczne techniki, np. technikę tygrysa i żurawia.
Wielu widzów filmów kung-fu zastanawia się, co w nich jest prawdą, a co fikcją i po prostu trickiem. Należy przyznać, że dużą rolę przy filmie odgrywa praca kamery. Dużo zdjęć filmuje się ‘od dołu’, co przynosi niespodziewane efekty, na przykład unoszenia się w powietrzu, lotu nad górą. Specjalne efekty osiąga się także poprzez przyspieszenie lub też kręcenie scen ‘od tyłu’. Prawdziwa w filmie jest na pewno postawa mistrzów kung-fu. A jak jest z prawdziwością różnych legend i mitów, z którymi związane są filmy o sztukach walki? Trzeba przyznać, że niektóre z nich bardzo intrygują, jak chociażby mit o ciosach śmierci. Mistrz Jóźwiak wyjaśnił, że zadawane są one na różne punkty organizmu, najczęściej są to sploty nerwowe - poza splotem słonecznym, dużo jest ich na szyi i nogach, a trafne uderzenie w takie miejsce uśmierca. Takich głównych punktów na ciele człowieka jest 104, z czego 36 - niestety śmiertelnych.
Jah Jah i Vito nie byliby sobą, gdyby nie zgłębili, co na temat waleczności mają do powiedzenia mnisi w Polsce. Jak przyznał brat Roch z zakonu benedyktynów, polscy mnisi nigdy nie angażowali się bezpośrednio w walki, ale nic dziwnego. Polskie zakony nie były nigdy zakonami rycerskimi, skupiającymi templariuszy, krzyżaków czy joanitów.
Chociaż popularność filmów kung-fu bardzo spada - przynajmniej w Polsce, co potwierdzają wypożyczalnie filmów, sztuki walki są dla każdego i mogą być uprawiane przez całe życie, bez względu na wiek (sic!). Nie można też mówić o wyjątkowym predestynowaniu żółtej rasy do ich uprawiania. W przypadku Azjatów jest to raczej związane z kulturą, tradycją i zwyczajami. Vito Odrobina nie przepada za filmami kung-fu, Przemek Frankowski je uwielbia. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby obydwaj zapisali się do szkoły mistrza Jóźwiaka. Jah Jah ma już opanowane do perfekcji ‘jękokociokwikowrzaski’, pozostaje tylko kwestia opanowania jednej z technik. Może tygrysa?