 To było do przewidzenia, że temat wywoła gorącą dyskusję, spory i kłótnię. Kij został wsadzony w mrowisko za sprawą pewnej platynowej blondynki. Rzecz o Gwen Stefani, której podobizna towarzyszy reklamie najnowszej jej płyty, zamieszczonej na łamach lutowej ‘Machiny’. I zaczęło się udowadnianie , kto jest górą: brunetki czy blondynki. Rude w ogóle nie były brane pod uwagę, przynajmniej na początku gorącej dyskusji, w której aktywnie uczestniczyli słuchacze, naród na ulicy i eksperci, przede wszystkim płci męskiej. Obiektem ataków i jadu wylewanego wiadrami były głównie śliczne blondynki, które zawdzięczają kolor swoich włosów farbie. No tak, moda na blondynki jest powszechna. Ach, blondynką być... naturalną czy robioną... Te naturalne, to ponoć ginący gatunek, który powinien być pod ochroną. Nie da się ukryć, że włosy dla facetów to bardzo fascynująca u niewiast rzecz. I chociaż blondynki bardziej ich interesują, wywołują większe zaciekawienie, są częściej obiektem emocji, to mimo wszystko żenią się z brunetkami. Opinie niezależnych, męskich ekspertów potwierdziły, że brunetki są bardziej zmysłowe i bardziej namiętne, lepiej się z nimi rozmawia, mają bogatsze wnętrze, chociaż są mniej chętniej oglądane w 'Playboyu'. Pytanie ‘blondynka czy brunetka’ jest uniwersalnym, intrygującym i jak dotąd nierozwiązanym problemem, a o tym, że kwestia ta stanowi lotny temat świadczy fakt mającej odbyć się w Cambridge poważnej dyskusji wśród studentów zrzeszonych w Cambridge Union Society. Także w Antyradiu Machinie Jah Jah i Vito nie udało się rozstrzygnąć, ‘kto jest górą’. To było też do przewidzenia. A gdyby tak zmienić trochę pytanie i postawić je w następujący sposób: Kto jest górą, bruneci czy blondyni? Dla mnie odpowiedź jest prosta. Mnie jest wszystko jedno. Nieważne czy brunet, czy blondyn, aby tylko miał odrobinę szpaka na głowie. Nie do pogardzenia jest także bogate wnętrze.
|