Posłuchaj Antyradia: Warszawa / Kraków / Katowice Zapraszamy na AntyForum. Maj 22 2012 09:46:54
Nawigacja
Strona Główna
www.antyradio.pl
Ramówka
AntyForum
AntyGaleria
Encyklopedia
Plikownia
Redakcja
AntyPropaganda

Archiwum
Materiały specjalne
AntyFani
Antyradio
Konkursy
Recenzje płyt
Przepisy kulinarne

Antena
Koncerty Antyradia
Pobudzenie
Ostry Dyżur
Kasprologia
Odjechani
Makak
Gastrofaza
AntyWeekend
Turbo Top
Reggau
Punky Reggae Party
Wieczorne Rozmowy
Rzeźnia
El Konkursso
Losowa fotografia
Panel redaktora
Nazwa Użytkownika

Hasło



Brzytwy na talerzu
GastrofazaDla chcącego nie ma nic trudnego. Naprawdę można popróbować smakołyków z najodleglejszych zakątków świata, nawet tam nie będąc. Wystarczy zwrócić się do dzisiejszego gościa Gastrofazy.

Kto był nim w piątkowy wieczór? Ano człowiek, który smaki - przede wszystkim egzotyczne - ukochał sobie ponad wszystko i będąc zastępcą dyrektora ds. gastronomii w SaneChemie, zajmuje się ich sprowadzaniem do Polski. Firma ma w swoim repertuarze delikatesy z całego świata, w firmowym katalogu jest ich około sześciu tysięcy. Są to zarówno świeże frutti di mare, mięsa, pasty i przyprawy, napoje chłodzące i wysokoprocentowe, jak i mąki – głównie włoskie, dedykowane różnym daniom (do wypieku pizzy i pieczywa, do makaronu). Tej z amarantusa i orkiszowej, katalog firmy nie ujmuje - aczkolwiek obie bardzo modne ostatnio i bardzo zdrowe. Są po prostu polskie. Wszystko na życzenie klienta, który wymaga, płaci i ma. A płaci niemało, chociaż wiadomo, że za jakość i oryginalność trzeba zapłacić. W marketach, w których regularnie, na co dzień robi się zakupy, tych specjałów raczej się nie uświadczy, wspinając się nawet bardzo mocno na palcach. Wyjątkowo wysokopółkowe, wyszukane i nieoczywiste są bowiem to delikatesy. Ale nie o firmie miało być, tylko o jej pracowniku. Panie i panowie, Kamil Sadkowski był gościem piątkowej Gastrofazy.

Testuje, smakuje i pozyskuje – zajmując się tym zawodowo. Jeździ po Europie i na razie po tym kontynencie (chociaż w jego planach są podróże po całym świecie) w poszukiwaniu różnych trudnodostępnych dziwactw i ekstremów, czyli bardzo wyszukanych produktów delikatesowych, które następnie sprzedaje mieszkańcom kraju nad Wisłą. Okazuje się, że jest na nie zapotrzebowanie, dobrze się sprzedają, firma się rozkręca. Ludzie chcą mieć na talerzu pamiątki z zagranicznych wojaży, nic więc dziwnego, że firma sprowadza dla nich (a przy okazji dla innych) chociażby niezwykłe - w swojej oryginalności - świeże małże i inne owoce morza, które wyjątkowo zasmakowały im podczas pobytu za granicą. Tak było z ostatnim nabytkiem Kamila Sadkowskiego, z którego jest bardzo dumny – małżami ‘brzytwami’, czyli katalońskimi navajas (razors). Te ‘inne’, sprowadzane w ciągu jednego dnia z Brukseli, aczkolwiek cieszące się coraz większą popularnością w Polsce i znajdujące coraz więcej miłośników – wydają się przy navajas pospolite do bólu.

Trudno w to uwierzyć, ale amatorów bardzo wyszukanych produktów... hmm... bardzo często snobów w najczystszej postaci, u nas w kraju nie brakuje. Wzięcie ma – jak twierdzi gość – crême de la crême Sanelchemu, najdroższe mięso na świecie - polędwica wołowa z Kobe po... 400 zł za kilogram (sic!). Fakt, ta japońska wołowina znana jest z tego, że łaciata, z której ona pochodzi, tuczona jest w specyficzny sposób. Obok naturalnej paszy treściwej podaje jej się zamiast wody piwo lub jakiś inny alkoholizowany napój (chyba dla zaostrzenia apetytu), jest codziennie ręcznie masowana po całym ‘ciałku’ (w tym pod ogonem) – co podobno ma doprowadzić do odłożenia się na mięsie nieznacznej warstwy tłuszczu oraz powstania delikatnej, równomiernej marmurkowatości, puszcza się jej muzykę. Nie ma co się dziwić, iż z powodu tych wszystkich zabiegów, polędwica wołowa z Kobe jest taka droga, ale przy okazji ciśnie się na usta pytanie... Jakie wysublimowane podniebienie trzeba mieć, żeby rozróżnić, zidentyfikować, zachwycić się i wyłapać różnicę pomiędzy tą polędwicą, a polędwicą pochodzącą od polskiej krasuli po 40 zł za kilogram?

Padały różne nazwy produktów, które można zamówić w firmie gościa – trufli (wiadomo), przeróżnych herbat (w tym zielonych), sosów i past (tandori curry, jakiejś bardzo ostrej do koreańskiej sałatki kim chi), papryk i papryczek (naga jolakia), kiełbas (choriso), hinduskich placków (nana), hiszpańskiej cavy (nie będącej ‘małą czarną’, a winem musującym). Kamil Sadkowski po nieoczywistych produktach oprowadzał, a Paweł degustował napoje - z nasionami bazylii i jogurtowy (o odrażającym wyglądzie ni to pomyj, ni mydlin – jak sam przyznał) oraz koktajl jagodowy, który zawierał w sobie najprawdziwszy, stuprocentowy sok wyciśnięty ze 112 (nie mniej i nie więcej) jagód, 20 malin, pół banana, jednego jabłka, kilkunastu winogron i 11 czerwonych porzeczek, pogryzając przy tym niezwykle chrupki groszek zielony, pokryty warstwą wasabi...

Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.
Sponsorzy
Facebook
Ostatnio na AntyForum
22.06, Łazy - Jura Rock Festiwal 2012.
260. Notowanie Turbo Top (20)
Niezła Kaszana, Czyli Potrawa Ironicz...
6.06, Warszawa - Moving Mountains (in...
3.07, Warszawa - Rosetta (art Metal) ...
259. Notowanie Turbo Top (20)
30.05 Ił-62, Human Rights, Tupolev Di...
23.05 Grindcore Night - Noc Świniaka ...
27.05 Circle Waves + Show More Tits +...
17.05 Jucifer (us) + Thaw (pl) Warsza...
Kiedyś to było Antyradio...
Noc Nirvany Koncert + After 26.05.2012.
Tytuł Piosenki
258. Notowanie Turbo Top (20)
Z Rzeczy Smutnych...
Przemek Frankowski - Radiowiec
14.05, Warszawa - The American Dollar...
257. Notowanie Turbo Top (20)
Gastrofaza 2.0.
Poznań, Koncert Blast Rites, Promo Gi...
Sonda
Antyradio...

Kocham

Lubię

Szanuję