W poniedziałkowy wieczór przybyła do studia Gastrofazy w charakterze dania głównego niemalże prosto z samolotu, którym wróciła do Warszawy po dalekiej podróży na Karaiby.
Iwona Kutyna – dziennikarka, prezenterka newsów w telewizyjnej Panoramie, a od dzisiaj... podróżniczka (śmiało może tak o sobie mówić), zapowiadała na antenie tę egzotyczną eskapadę już na początku września, kiedy była gościem Pawła w Gastrofazie poprzednim razem (KLIK). Obiecywała sobie wtedy po niej wiele, a jakie wrażenia i jakie smaki przywiozła z Ameryki Środkowej?
Po Karaibach pływała ogromnym statkiem – takim, z amerykańskim rozmachem, jak z hollywoodzkiego filmu, przyjmującym na pokład trzy tysiące pasażerów i co najmniej z tysiąc osób obsługi. Zaokrętowała się na niego w Miami i spędziła na nim kilkanaście dni, mieszkając tu, jedząc, odpoczywając i bawiąc się. Statek pływał po wodach Morza Karaibskiego, wpływając od czasu do czasu do portów mniejszych i większych wysp na nim położonych i tym samym dając możliwość swoim pasażerom zasmakowania przepięknych widoków, piaszczystych, białych plaż z palmami kokosowymi, a także po prostu zachłyśnięcia się egzotyką. Iwona Kutyna może śmiało powiedzieć, że ma już zaliczone Antyle, Kajmany, Wyspy Dziewicze oraz parę innych mniejszych, egzotycznych wysp Karaibów.
Pasażerami tegoż cruisera byli przede wszystkim Amerykanie (przynależący do middle class), dla których taka forma spędzania wolnego czasu nie jest niczym nadzwyczajnym i kosztownym. Wszystko na to wskazuje, że cena nie musi być zaporowa także i dla Europejczyków, w tym dla mieszkańców kraju nad Wisłą, którzy porównywalną forsę musieliby wyłożyć na wakacje w Polsce. Sam statek, oprócz tego że wielgachny (Iwona Kutyna porównała go do pływającego miasteczka), jest typowym statkiem wycieczkowym, jakich wiele wypływa z portów Florydy w standardowe rejsy po Karaibach. Jest luksusowy – przepych uderza na dzień dobry, ale tenże przepych jest bardzo sztuczny, ‘plastikowy’ – taki, jaki można nieraz zobaczyć w Ameryce. Kajuty na statku są zróżnicowane, ale reszta udogodnień dostępna jest dla wszystkich pasażerów. Każdy z nich dysponuje podczas rejsu specjalna kartą kredytową (nie płaci się na nim gotówką), specjalnym ‘paszportem’ (umożliwiającym wejście na statek i zejście z niego), ma możliwość korzystania z basenu, licznych barów i restauracji, kasyna (otwartego całą dobę), dyskotek i SPA. Na statku jest także wydzielone miejsce, gdzie można poleniuchować na leżaku lub uprawiać jogging.
Amerykanie – jak twierdzi Iwona Kutyna – lubią mieć zorganizowany czas, sami sobie nie bardzo radzą w tym względzie, stąd też z lubością oddają się w ręce statkowego ‘kaowca’, który wymyśla im różne zabawy i zajęcia typu animacje przy basenie lub konkursy tańca. Nie trzeba jednak brać w nich udziału, jeśli nie ma się na to ochoty, tak samo jak nie ma obowiązku uczestniczenia w innych atrakcjach przygotowanych przez statek – nauce nurkowania, podróży łodzią podwodną czy objeżdżaniu jeepem wysepek. To kwestia wyboru czym się zająć i za jakie atrakcje zapłacić – nie wszystkie bowiem były za darmochę.
Spodziewała się wrażeń euforycznych, przywiozła – można powiedzieć – zaledwie bardzo miłe. Na pewno zachwyciły ją piękne, egzotyczne wyspy ze swoim niepowtarzalnym krajobrazem i dziewiczą przyrodą, lazurowe morze, biały piasek na plaży. Spodobała jej się zapewne możliwość dokonania tanich zakupów – na Florydzie i na wyspach (prawdziwe kobiety tak mają). Atrakcją była być może jedna z knajp z sieci Bubba Gump (kłania się Forrest)... w Miami, a nie do pogardzenia był na pewno spokój, brak pośpiechu i luz. Najważniejsze, że zaliczyła legendarne Karaiby, mające opinię regionu zbyt drogiego dla Europejczyków (dla milionerów niemalże), dobrze odpoczęła i w doskonałym nastroju wróciła do Polski, przywożąc ze sobą doznania... milionerskie.