‘Czy bąbelki w hiperprzestrzenni wzbudzają Twój niepokój?’ To pierwsze słowa, które usłyszeliśmy dzisiaj z ust prowadzących, Witolda ‘Vito’ Odrobiny i Przemysława ‘Jah Jah’ Frankowskiego. A czy dzisiaj naprawdę o bąbelkach? Nieee, o książce. Ale po kolei...
Zaczęło się ciekawie, acz dosyć abstrakcyjnie. Panowie wspomnieli czekoladę, a potem folię ochronną (ohhh to uzależniające pstrykanie...), a jak okazało się na końcu, chodziło o konkurs. Tak więc wszyscy mają nakaz odwiedzenia strony www.machina.net.pl, wpisania swoich skojarzeń na temat tych okrągłych, na ‘b’ i wygrania słuchawek bez kabla. A teraz do rzeczy... czyli do książki o tytule „Catch a fire, życie Boba Marleya.” Nietrudno się domyślić, że dzisiejsza Machina – Antyradio poświęcona była tej ikonie reggae, samej muzyce i imprezie promującej książkę, która odbyła się wczoraj.
W dniu dzisiejszym panowie gościli w studiu Tomka Lipińskiego, muzyka związanego z Brygadą Kryzys, grupą Tilt, a aktualnie z Izraelem. Opowiadał jak spotkał się z muzyką reggae. Jako młode chłopię usłyszał w radiu coś, co zachwyciło go już za pierwszym razem. Niestety nie dosłyszał czego właśnie słucha. Dowiedział się tego dopiero po kilku miesiącach, oczywiście przypadkiem, że to Marley. Bob Marley. Nazwisko zabrzmiało obco, ale dzięki koledze wkrótce potem stało się znajome i bliskie. Muzyka reggae najwyraźniej na zawsze wywarła piętno na duszy Tomka Lipińskiego, bo określił ją jako „tą, która spłynęła w formie objawienia.”
Przyznał, że zawsze chciał grać na jakimś instrumencie. Z powodu braku możliwości trzymania w domu pianina i kształcenia się w tym kierunku, jego pierwszym instrumentem (a raczej „instrumentem”) był... grzebień. Na szczęście nie dał się przeciwnościom i opanował jeszcze grę na melodice (?), gitarze i bębnach.
A do jakiej muzyki najbliżej dzisiejszemu gościowi? Bardzo kontrastowo, bo zawsze ciągnęło go do ballad, w czym spełnia się koncertując akustycznie, jednak w jego życiu ważna jest jeszcze ostra, ciężka muzyka, która, wbrew podejrzeniom, wcale nie ‘przechodzi’ razem z nabyciem coraz to większej ilości lat. Wręcz przeciwnie, działa na takiej samej zasadzie, jak na innych sportowy samochód. Jest też oczywiście reggae, dzisiaj najważniejsze.
Kilka słów o „Catch a fire, życie Boba Marleya” można znaleźć TU , o artyście przykładowo TU bądź TU , a więcej... chyba tylko we wspomnianej książce.
Jak powiedział Tomek Lipiński, Marley to ciekawa postać... człowiek, który nie pasował do żadnej grupy, bo jako pół-Anglik, dla czarnych był „zbyt biały,” a dla białych „zbyt czarny.” Paradoksalnie, właśnie to pomogło mu w stworzeniu tak uniwersalnego przekazu. Nie do konkretnej grupy czy nacji, ale do ludzi ogólnie.
Druga godzina audycji tradycyjnie bez gościa, za to z wieloma pytaniami zadanymi wielu ludziom. Pierwszy wypowiadał się naród. 100% osób zapytanych czy kojarzą taką postać jak Bob Marley odpowiedziało zdecydowanie „tak, to piosenkarz,” część nawet potrafi powiązać Marleya z reggae, a pewna panie rezolutnie stwierdziła: „ojej, czarny! O_o”
Wczoraj odbyła się impreza promująca książkę, na szczęście uwięzieni w studiu Vito i Jah Jah, mięli na niej tajnego wysłannika, który zdołał porozmawiać z niektórymi uczestnikami, np. z Maciejem Góralskim, czyli jednym z dwóch (drugi to Artur Jarosiński) tłumaczy książki. Niestety pan był bardzo tajemniczy i oprócz przyznania, że czytając pozycję White’a o sławnym muzyku dowiedział się wiele, to nie zdradzi co konkretnie. Woli zachęcić do przeczytania.
W trakcie rozmów z uczestnikami spotkania, w Machinowej skrzynce mailowej pojawił się mail od słuchacza o imieniu Daniel, który zapytał bezpośrednio: „o co do cholery chodzi z tym Babilonem!?” Hmm... chwile potem pojawiła się równie bezpośrednia odpowiedź Jah Jah „to niech se kupi książkę.” Tymże słusznym stwierdzeniem, krótką reklamą bąbelków (wszyscy pamiętamy: machina.net.pl) i zapowiedzią jutrzejszej, wyjątkowo przerażającej, audycji zakończyło się dzisiejsze spotkanie. Czas zanurzyć się w... sami-wiecie-co. ;) Dobranoc.
PS: Muzycznie było, jak nie trudno się domyślić, bardzo „marley’owo” i „reggae’owo.” Mogliśmy usłyszeć np. Buffalo Soldier; Get Up, Stand Up; Rise Up; utwory z repertuaru Izraela, (Idą Ludzie Babilonu), czy grupę Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni.