 To szczere wyznanie padło z usta dzisiejszego gościa w letnim kinie Antyradia – Tomasza Kammela. Zanim zaprezentował swoje ulubione kawałki, trochę o sobie poopowiadał. Gadulstwo wydaje się być czymś naturalnym dla niego, jako że w swojej codziennej pracy zawodowej mówi, opowiada, zapowiada, prowadzi i wprowadza... w dobry nastrój. W końcu nic dziwnego – na tym polega zawód dziennikarza, prezentera telewizyjnego i radiowego, wykładowcy w szkole dla przyszłych adeptów sztuki dziennikarskiej, a także konferansjera – bo i w taką rolę przychodzi mu się wcielać od czasu do czasu. Nie gra na żadnych instrumentach, ale słuch ma raczej dobry i odróżnia, jaka muzyka jest wartościowa, a jakiej nie należałoby słuchać. Nawet wtedy, gdy pracował w radiu i puszczał ją na antenie, kierował sie w jej doborze swoim specyficznym gustem. Nie grał nigdy w żadnym zespole muzycznym, ale gdyby nie był sobą, chciałby być gwiazdą światowego formatu, np. Madonną. Lubi ją, był na jej koncercie w Londynie. Muzyka nigdy go nie zdołowała, mogła co najwyżej wpędzić w głęboką melancholię, stosownie do nastroju. Ubóstwia jeździć na koncerty, a dobry show muzyczny jest jego marzeniem.
Jak każdy uczestnik pikniku w Puszczy Kampinoskiej, prezentował swoje ulubione kawałki muzyczne. Było więc trochę rocka, był soul i hip hop, był także pop. Kluczem, jaki zastosował w wyborze były emocje, nastroje, klimaty towarzyszące poszczególnym utworom, słowem, takie kawałki, które dobrze mu sie kojarzą, przy których się relaksuje, których lubi słuchać, gdy jedzie samochodem. Są to utwory, które mimo upływu lat - w jego odczuciu - nigdy się nie starzeją i stanowią jego osobistą muzyczną bazę.
Wybrzmieli m.in. Guns'n'Roses i Sweet Child O'Mine, Prince i Cream, Madonna i kawałek koncertu Confessions Tour w londyńskiej Wembley Arena, Barry White, Ten Typ Mes i A portret, Ania Dąbrowska. Piknik z Tomaszem Kammelem zakończyła muzyka z filmu 'Łowcy androidów'. 'Było pysznie' – jak powiedział gość żegnając się ze słuchaczami. Do jutra. |