To były pierwsze KurrANTY bez kurantów. Ogłoszona w czwartek żałoba narodowa stanowiła jednak dobry pretekst do tego, by bliżej przyjrzeć się temu, co w związku z katastrofą w Mirosławcu, dzieje się w mediach.
Niektórzy dziennikarze stanowią bowiem ucieleśnienie teorii Darwina, a zwłaszcza tej jej części, która dowodzi pochodzenia człowieka od małpy, konkretnie od małpy cyrkowej. Z tragedii 20 osób i ich najbliższych, uczynili bowiem medialny cyrk. Kto pierwszy dotrze do wdowy po pułkowniku, kto pierwszy zrobi zdjęcie ludzkich szczątek rozrzuconych po miejscu katastrofy, kto pierwszy, pierwszy, pierwszy...
Prezydent Lech Kaczyński pewnie pluje sobie w brodę, że w dniu katastrofy przebywał akurat w Chorwacji, że to Tusk pierwszy zaofiarował pomoc rodzinom ofiar katastrofy, a on mógł później tylko się z nim licytować, bo nic nie robi lepiej na PR niż dobra katastrofa: czytaj Halemba, Grenoble, Mirosławiec.
I chociaż słowa współczucia są ważne i potrzebne, to niekoniecznie te wygłaszane w świetle kamer i gąszczu mikrofonów, a rodzinom bardziej potrzebny jest święty spokój i psycholog, niż miejsce w pierwszym rzędzie medialnego cyrku.