Chociaż pogoda na to nie wskazuje – przynajmniej dzisiaj (śnieg z deszczem, wiatr), to jednak za parę dni Wielkanoc, a to - poza tradycyjnymi porządkami wiosennymi - oznacza przygotowywanie świątecznego stołu.
Nie może na nim zabraknąć jaj, mięsiwa, żuru, drożdżowych bab, kruchych mazurków i wielu innych tradycyjnych smakołyków, którymi zastawiony jest stół po czterdziestodniowym poście. Wie o tym dzisiejszy gość Pawła – Małorzata Roszkiewicz, właścicielka podwarszawskiej restauracji Stara Chata (bywała już na salonach Antyradia - (KLIK ), która przybyła we wtorkowy wieczór do Gastrofazy z przedświątecznymi inspiracjami i swoimi pomysłami, jak przygotować wielkanocną ucztę.
Zaczęło się od jaj, ale nic dziwnego. To właśnie one stanowią nieodłączny element menu wielkanocnego, będąc symbolem odradzającego się życia. Można przyrządzać je przeróżnie i przeróżnie, na kilkanaście sposobów, podawać - zwyczajnie (z majonezem), nafaszerowane różnymi pastami, przyozdobione kawiorem (czyli... rybimi jajami), wkomponowane w sałatki, usmażone w omletach czy... jajecznicy. Nadają się do tego nie tylko jajka kurze. Swoje pięć minut na stole mogą mieć bowiem zarówno malutkie jajka przepiórcze, jak i wielgachne jaja strusie. Te ostatnie nadają się właśnie najlepiej do rodzinnej jajecznicy, podanej chociażby na śniadanie w Wielką Sobotę - co jest tradycją w rodzinie Małgorzaty Roszkiewicz.
Obok jaj, znaczące miejsce na stole zajmują mięsiwa i wędliny. Gość Pawła dzielił się ochoczo swoimi wypróbowanymi przepisami – m.in. na pieczonego indyka o smaku pomarańczowym, faszerowanego podróbkami oraz na żur (na zakwasie z prawdziwków, wzbogacony dobrą białą kiełbasą, wysokoprocentową śmietaną i chrzanem) i kulebiaki na bazie ciasta drożdżowego, stanowiące danie, znane z kuchni staropolskiej. Można podawać je do bulionu, a ich zaletą jest to, że nie wymagają przygotowania w ostatniej chwili. Lekko podsuszone (bo upieczone nawet tydzień przed Wielkanocą), podsmażone na ‘masełku’, stanowią doskonały dodatek do ‘bulioniku’, wzbogaconego ‘żółteczkiem’ – ale już we własnej ‘filiżaneczce’ lub innym ‘naczynku’ biesiadnika. Takim ‘kulebiaczkom’ można nadawać formę małych bułeczek lub dużego pieroga, można faszerować je kaszą gryczaną wyrobioną na jednolitą masę z białym serem albo polać sosem kurkowym. Tutaj mała prośba od niżej podpisanej – dla zachowania klimatu Gastrofazy, uprasza się koleżankę ‘korektórkę’ o niepoprawianie zdrobnień. :) [Koleżanka "korektórka" zęby "zacisła" i jakoś "zniesła"...]
Wielkanoc kocha drożdżowe ciasto. Podczas wtorkowej audycji odnalazło się ono w staropolskich kulebiakach, nie może zabraknąć go także w tradycyjnych babach wielkanocnych – lukrowanych, posypywanych cukrem pudrem lub polewanych czekoladą. Należy tylko pamiętać przy jego wyrabianiu, że jest to ciasto chimeryczne, które lubi ciepło, nie lubi przeciągów, lubi być długo i mocno... pieszczone, nie lubi gwałtownej zmiany temperatury.
Skoro wszystko (lub prawie wszystko) wiadome – do dzieła. Wielkanoc dosłownie za parę dni.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.