Dzisiejszego gościa Tomka Kina, który zaszczycił swoją osobą polankę w Kampinosie, nie trzeba bliżej przedstawiać. Ten kompozytor, jeden z najsłynniejszych polskich gitarzystów, uznany muzyk i muzykolog - znany jest wszem i wobec. Rozpoznawany po gitarze, głosie i... czarnym kapeluszu.
Wikipedia podaje o nim jeszcze więcej informacji: poeta, dziennikarz, grafik oraz autor scenariuszy filmowych. W środowisku muzyków uznawany za jedną z najbardziej znaczących i wpływowych postaci polskiego rocka. Nie ma chyba osoby, która nie znałaby jego kompozycji. Piosenki – Chcemy być sobą, Nie płacz Ewka, Autobiografia, Niewiele Ci mogę dać i wiele innych - są evergreenami. Wszystko jasne... Gościem Tomka był dzisiaj twórca zespołu Perfect - Zbigniew Hołdys, rocznik 1951.
W dalszym ciągu twórczy i jeszcze nie czuje się wypalony. Jak sam przyznał, generalnie zajmuje się życiem, uprawiając je na wsi, razem ze swoimi najbliższymi. Oni mu je wypełniają. Tak w ogóle, jego światem – poza rodziną - jest świat sztuki. Nią żyje – lubi grać i tworzyć muzykę, uwielbia pisać, chodzić do muzeów, jest fanem kina, kocha grafikę i fotografię...
Jeden z najsłynniejszych polskich gitarzystów na gitarze uczył się grać praktycznie sam, zaczynając od wydobywania - w wieku pacholęcym - pierwszych dźwięków z mandoliny. Potem była gitara, przy której nastolatek Zbyszek Hołdys był wspomagany – w sensie edukacji – przez ojca i kolegów z podwórka. Nie posiada umiejętności biegłego czytania nut, ale nie stanowi to dla niego jakiejś większej przeszkody w tym, co robi. Muzykę ma w głowie, tam mu ona gra, a gdyby zaszła potrzeba przełożenia jej na jakiś instrument, żeby inni usłyszeli – skorzystałby z pomocy profesjonalistów.
Na polanie w Kampinosie chciał zaprezentować artystów, z którymi zderza się na co dzień. Niekoniecznie są to ludzie z radia, którego tak naprawdę nie słucha, bo nie ma go w domu, ani w samochodzie. Zaczął od Imogen Heap – wokalistki, wykonującej swoje pieśni na scenie na bosaka, ale za to z kwiatami we włosach i w instrumentach. A potem byli inni – mniej lub bardziej znani.