Gościem dzisiejszego wydania AntyRadio Machiny był zabójca prezydenta, Michał Zygmunt, wygadany, wesoły i energiczny. Zupełne przeciwieństwo gościa wczorajszego.
A mówiąc mniej tajemniczo, autor zbioru opowiadań "New Romantic", który można śmiało nazwać literaturą political fiction. Jego przygoda z literaturą zaczęła się dość wcześnie. Nauczył się czytać mając około trzech lat. Od tego momentu czytał coraz więcej i więcej. A każdy, kto dużo czyta, prędzej czy później zaczyna pisać coś do szuflady. Tak też było w przypadku gościa. Stwierdził, że to, co napisał jest beznadziejne i zamknął gdzieś w czeluściach swojego biurka. Kolejne próby były już udane, inaczej nie byłoby go w studiu Machiny. Ani w "Machinie" papierowej nie ukazałby się dość kontrowersyjny wywiad. Wyznaje w nim m.in., że mierzi go bogobojność polska, uwielbienie najwyższego poświęcenia dla dobra ojczyzny. Mało kto pamięta o wielkich wygranych Polaków. Wszyscy wspominają powstanie warszawskie, czemu nie wielkopolskie - jedyne, które udało się zwyciężyć naszym rodakom? Czemu tak mało mówi się o bitwie warszawskiej 1920 roku? W naszej ojczyźnie wciąż panuje przeświadczenie, ze patriotyzm to wieeeelka, bezgraniczna miłość do Polski, a nawet chęć oddania za nią życia. Michał uważa jednak inaczej. Wszak czasy się zmieniły i pojęcie patriotyzmu ewoluowało. Patriotami możemy być na co dzień i działać na rzecz dobra ojczyzny. Na przykład zatrudniając ludzi do pracy, czy prowadząc dobrą audycję (patrz: AntyRadio Machina ;)).
Nim Michał zaczął pisać wywrotowe książki, utożsamiał się z różnymi ruchami i ideologiami. Najpierw był tzw. depeszowcem, miał także epizod skinowski. Należał do młodzieżówki pewnej centrowej partii. To wszystko z pewnością miało wpływ na jego twórczość. Admirałowie zapytali gościa także o to, jak powstaje książka. Michał opowiedział o tym, że pomysły wpadają do głowy w najbardziej nietypowych miejscach. Zawsze wtedy żałuje, że nie jest w domu i nie może tego zapisać. Często zdarza się tak, że gdy już usiądzie, by przelać na papier to, co wymyślił idąc ulicą - w głowie ma totalną pustkę. Obecnie pisze powieść, dlatego by nie pogubić się w fabule, najpierw stworzył konspekt, którego ściśle się będzie trzymał.
Nie da się ukryć, że "New Romantic" to książka kontrowersyjna. Nie miał jednak większych problemów z jej wydaniem. Cenzurowania nie było, chociaż padło kilka zarzutów, że czepia się chwytliwego tematu, ośmiesza Kaczyńskich, uśmierca prezydenta. Owszem, jest w tym trochę prawdy, ale poza tymi wątkami pojawia się też wiele innych. Kontynuując wątek wątku - młodzi pisarze uważają, że fabuła w utworach literackich się nie liczy. Że powinni zaskakiwać językiem czy formą realizacji. Michał jest zdania odmiennego, dlatego jego książka mogłaby z powodzeniem posłużyć za scenariusz (i to całkiem niezły) do filmu. W wywiadzie dla "Machiny" papierowej Michał wyznał zresztą, że książki pisze ponieważ nie stać go na kręcenie filmów. Jest kinomanem, jeździ na festiwale, ogląda co się da. Redaktorzy zapytali także co sądzi na temat cenzury w mediach. Otóż, cenzura zdarza się. Wystarczy być świadomym tego co się czyta i ogląda, by wychwycić w którym momencie ktoś coś wyciął.
Na koniec programu autor zaprosił wszystkich słuchaczy na uroczystą premierę swojej książki, która odbędzie się już w sobotę, o godzinie 18.00, przy ulicy Chmielnej. Szczegóły na www.michalzygmunt.pl.
Słuchacze jak zwykle nie zawiedli Maszynistów. Rozgorzała dyskusja na temat cenzury i literatury szeroko pojętej. Vito i Jah Jah zostali zasypani mailami z twórczością wszelaką: wierszami, opowiadaniami etc. Pokusili się o ich niebanalne interpretacje. Jeśli zatem pisujecie "do szuflady" nie wstydźcie się, piszcie na adres machina@antyradio.pl, może dzięki temu zyskacie sławę. Jeden ze słuchaczy, Rafał, zapytał o to, czy w Polsce ciężko wydać książkę. Admirałowie pospieszyli z odpowiedzią. Wydać ciężko nie jest, gorzej ze sprzedażą. To trochę jak w dowcipie o bułkach ze śledziem - zajączek przychodził codziennie do sklepu i pytał czy są bułki ze śledziem. Nigdy ich nie było, za dziesiątym razem sprzedawca trochę się wpienił i odpowiedział, że są. Na co zajączek: "A kto to panu kupi?!". Nieuchronnie zbliżała się godzina 22, a wraz z nią koniec audycji. Redaktorzy postanowili się wzajemnie ocenzurować i udać do domów.