Głos, który znamy wszyscy. Słychać go w telewizji i w radiu (chociażby w radiowym konfesjonale Antyradia). Bo Daniel Kondraciuk to po prostu głęboki głos boga, którym straszy grzeszników wielebny Tomek Kin ...
Zawodowo jest solidnym i profesjonalnym wykonawcą. Swoim głosem się nie zachwyca, ani nie uwodzi nim innych. ...no może pomijając momenty, w których świadomie eksperymentuje na kobietach, bo są jego pasją ;) Jak obaj panowie doszli do wniosku, głos to nie wszystko. Prawdę mówiąc to niewielka część ogólnego wrażenia, bo tylko ok. 20%. Reszta to emocje, akcentowanie i cała gama środków którymi włada wyszkolony w tym kierunku człowiek.
Pierwszym i głównym grzechem, który Tomek zarzucił swojemu gościowi była PYCHA. Bo o cóż można zapytać jednego z pięciu posiadaczy ‘takiego’ głosu? „Na czym polega wyjątkowość jego zawodu? Co czuje kiedy słyszy Plusa czy Dziennik mówiących jego głosem? Czy ma do siebie dystans?” Grzesznik bronił się jednak bardzo skutecznie i nie dał się zastraszyć ani własnym głosem nakazującym: „A TERAZ ŻAŁUJ ZA SWOJE GRZECHY!”, ani potokiem pytań Tomka.
To co determinuje go do tej pracy to radość i niezależność, którą mu daje. Ma do siebie dystans i przyzwyczaił się do słyszenia swojego głosu w różnych środkach przekazu. To co wywołuje jego GNIEW to ludzka głupota.
A czym dowartościował się Tomek na koniec spowiedzi? Posiadaniem boga na swoich usługach. Racja, niewielu może się czymś takim pochwalić ;)
|