Zdjęcie w majowej Machinie, przedstawiające panów poprzebieranych za kobiety oraz ostatnie kontrowersje wokół Teletubisiów sprowokowały red. Przemysława 'Jah Jah' Frankowskiego do zajęcia się tematem drag queens. Machinowy duet nadal niekompletny z powodu choroby Vita.
A w pierwszej godzinie, tradycyjnie już, do studia zawitali goście. Tym razem na al. KEN 93 zawitały prawdziwe drag queens - Gigi oraz The Luna. No właśnie, "zawitały" czy "zawitali"? W końcu są to, jakby nie było, jednak mężczyźni. Same (?) jednak kazały do siebie mówić na "ty", jednak jakiś rodzaj czasownika trzeba było wybrać, a ten zmieniał się od męskiego, do żeńskiego i to zarówno w wypowiedziach Jah Jah, jak i gości. Sprawa wydaje się zatem nie tak prosta do ustalenia.
Na początek pouczeni zostali nieuświadomieni, jakie są różnice między transwestytą, transseksualistą i drag queen. Otóż transwestytyzm (eonizm) to jedno z zaburzeń identyfikacji płciowej, tendencja do identyfikowania się z płcią przeciwną przejawiającą się zwłaszcza w sposobie ubierania się i zachowania (tak napisali TUTAJ). Transwestyta nie chce zmienić swojej płci, a przebiera się, bo mu to sprawia seksualną przyjemność. Transseksualista to kobieta w ciele mężczyzny (lub odwrotnie), czyli osoba, która nie identyfikuje się ze swoją płcią i pragnie ją zmienić. Natomiast drag queen (lub żeński odpowiednik - drag king), to artysta, mężczyzna upodabniający się strojem i makijażem do kobiety, występujący na estradach klubowych (więcej informacji TUTAJ). Jednak nie osiąga dzięki temu seksualnej satysfakcji i nie ma problemów z identyfikowaniem się ze swoją płcią. Ponadto, według opinii zgromadzonych w studiu ekspertów, Tinky Winky (najsławniejszy ostatnio teletubiś) nie pasuje do żadnej z tych kategorii.
Jak się zostaje drag queen? Gigi mówiła, że predyspozycje do tego zawodu odkryła w sobie już w przedszkolu, a pierwszy występ, który można uznać za swego rodzaju debiut jako drag queen, to była rola Julii w przedstawieniu. Natomiast decyzja o przyszłej karierze zapadła, kiedy Gigi zobaczyła drag queens w Berlinie. Wróciła do Polski i przebrana za Marylin Monroe zaśpiewała na urodzinach koleżanki. Do tej pory Happy Birthday, Mr. President to jej popisowy numer. The Luna swoje zainteresowania wyniosła z dzieciństwa, kiedy to jej babcia przebierała ją w sukienki. Obie "królowe" do tego bawiły się lalkami i nie grały w piłkę nożną, czyli prowadziły raczej dziewczęcy tryb życia.
Dzisiejsi goście różnią się między sobą w tym, co robią na scenie. Gigi to transformistka, czyli stara się jak najwierniej zaprezentować wybraną przez siebie postać. Potrzebny jest zatem do tego potężny zestaw drogich peruk i kosmetyków. Do tego trzeba się zapoznać z odtwarzaną przez siebie artystką, z jej ruchem scenicznym, gestami, sposobem śpiewania i oczywiście tekstami piosenek. Nie jest to wcale takie proste, szczególnie, gdy piosenki śpiewane są w egzotycznych językach. The Luna z kolei to typowa drag queen, tzn. jej zadaniem jest przebranie się za kobietę, ale w sposób przejaskrawiony, czyli z ostrym makijażem, dużą ilością cekinów, pawich piór, szali boa. Nie musi znać twórczości danej piosenkarki, bo i tak wykonuje ją po swojemu. Okazało się, że wizerunku pewnych artystek, jak Doda, czy Violetta Villas nie da się już mocniej przerysować. Dowiedzieliśmy się także, że drag queens są nietykalne, tzn. można na nie patrzeć, ale dotykanie jest źle widziane zarówno przez ochronę lokalu, jak i innych gości.
A kiedy drag queen jest zadowolona? Na pewno jak jest dobry występ i dobra publiczność, natomiast niezadowolona jest szczególnie, kiedy inna drag queen kradnie jej repertuar. Tak mówiła Gigi, która kiedyś obejrzała występ pewnej swojej koleżanki po fachu i zobaczyła, że to niemal w całości skopiowany jej styl. Zobaczyć takie występy można w klubach gay i gay-friendly, czyli np. krakowski 7Klub, warszawska Galeria, sopocki 69 Club, czy poznańska Sfera (została wymieniona w programie ale już nie istnieje). W tym ostatnim, miał miejsce swojego czasu dość nieprzyjemny incydent. Pewna drag queen odsunęła innej schodki prowadzące ze sceny, czego tamta nie zauważyła, spadła i złamała nogę. Widać po tym jak ostra rywalizacja jest między tymi "paniami". Na koniec goście zaprosili na ten piątek do warszawskiego klubu Toro, na benefis pewnej drag queen związany z 10-leciem jej pracy.
W drugiej godzinie dziewczyny sobie poszły, a Jah Jah zajął się mailami. Wynikało z nich, że naród dalej myli drag queens z transwestytami czy transseksualistami, więc nasz prowadzący powtórzył jakie są różnice między nimi, a ja odsyłam do drugiego akapitu tego tekstu. Były maile, które wyrażały ciekawość i zainteresowanie tym zjawiskiem, ale były też niechętne, wyrażające niepewność co do pełni władz umysłowych tych facetów, a nawet dość ostre. W jednym z nich pewien słuchacz opisywał, jak by to "tak zmasakrował facjatę" "czemuś takiemu, co się przywala i ma pysiora", "że żaden makijaż by nie pomógł". Dostaliśmy też informację, że drag kings także istnieją i mają swoją stronę internetową -> http://www.daboyz.pl/
Jak to zwykle bywa w AR-Machinie, i dziś wypowiadali się eksperci. Jolanta Słowikowska-Hilczer z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi przypomniała po raz kolejny dlaczego transwestyta, drag queen i transseksualista to nie to samo. Robert Biedroń, "gej wojujący", jak go Jah Jah nazwał, określił drag queen mianem wielkich artystów, którzy pokazują, jak mogą się przenikać nasze płciowości i jak zmienia się to, co jest określone w nas przez biologię. Słowa te zostały opacznie zrozumiane przez jedną ze słuchaczek. Robert Biedroń nigdy nie mówił, że orientację seksualną można za pomocą jakiejś terapii zmienić. Tak głosił zapytany o zdanie Krzysztof Bosak z LPR, który podobno zna badania, które wykazały, że homoseksualizm można leczyć. Natomiast drag queens wyśmiał i kazał im się po prostu normalnie ubrać. Słowom posła LPR zaprzecza psycholog, Krzysztof Durko. Mówił, że homoseksualizm to nie kwestia swobodnego wyboru, a zmianom powstałym już w życiu płodowym, jeżeli ktoś mówi inaczej, to jest to niezgodne z zasadami medycyny.
I tak oto wyglądał kolejny kontrowersyjny temat poruszony w AR-Machinie. Mimo, że Jah Jah sam daje sobie radę, to mam nadzieję, że już niedługo usłyszymy go w duecie z Vitem.