 Aktorka bardzo młodego pokolenia (jej wiek można bezkarnie cytować) była dzisiejszym gościem Pawła w Gastrofazie.
Jej cechą charakterystyczną – jedną z wielu, oczywiście – jest piskliwy głos (czego się nie wypiera) i imponujące tempo – niczym jak z małego karabinu maszynowego – wyrzucania z siebie słów, skomponowanych w rozbudowane zdania. Jedno i drugie na dłuższą metę może być trochę męczące. A tak w ogóle, żeby nie było wątpliwości – Pawła zagadywała dzisiaj Joanna Jabłczyńska.
Powszechnie kojarzy się z postacią Marty Hoffer z telenoweli Na Wspólnej – przynajmniej ostatnio, ale w swoim dorobku ma parę innych ról filmowych i całe mnóstwo dubbingowych. Tych ostatnich Paweł naliczył trzysta! Bardzo dużo pracuje, jest wzorcową pracoholiczką. Inaczej nie potrafi. Bardziej męczy ją bezczynność, niż bardzo napięty grafik zajęć. Do niedawna udzielała się jeszcze w kabarecie (już zrezygnowała z tego), a ostatnio doszły jej nowe obowiązki. Jako studentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego (studiuje wieczorowo) odbywa obecnie praktyki w kancelarii notarialnej, ucząc się sporządzać różne ważne akty i wypisy. Wydaje się, że rzeczywiście jest osobą, która wszędzie się odnajdzie i żadne nowe wyzwanie nie jest w stanie jej przerazić.
Początki jej kariery artystycznej sięgają wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Miała osiem lat, gdy trafiła do telewizji – do dziecięcego zespołu tańcząco-śpiewającego o wdzięcznej nazwie Fasolki. Dla niej to była ‘bułka z masłem’, jako że śpiew i taniec były jej ulubionymi zabawami wieku dziecięcego. Jako pacholę nic innego w domu nie robiła, tylko recytowała, śpiewała i tańczyła, co ze względu na jej piskliwy głos doprowadzało nieraz do szewskiej pasji jej starszą siostrę. Rozpierającej energii było w niej mnóstwo. Nie mogła usiedzieć na jednym miejscu, wszędzie było jej pełno. To jej zostało do dziś. Widocznie pokłady energii Joanny Jabłczyńskiej są nie do wyczerpania.
Po Fasolkach był program Tik-Tak, a potem Teleranek, którego była gospodynią. Teraz jest głównie telenowela Na Wspólnej i dubbingi, które wprost uwielbia. Nie jest zawodową aktorką, której umiejętności potwierdzałby stosowny dyplom, jest naturszczykiem. Nikt jej tego nie wypomina, bo coraz więcej ludzi bez dyplomu gra w filmach. Nie ukrywa, że z chęcią spróbowałaby swoich sił i na deskach teatralnych, ale tu ‘małpy’ (w żargonie filmowym: nieprofesjonalni aktorzy) nie mają raczej szans.
Joanna Jabłczyńska to jeden wielki żywioł i temperament. Nie odpuściła sobie i ona modnego programu Taniec z gwiazdami. Wiele do jej życia on nie wniósł, wiele w nim nie zmienił. Nie wzięła w nim udziału, bo cierpiała na brak popularności albo chciałaby przypomnieć się publiczności. To była raczej przyjemność. Zdobyła też nową wiedzę – wie teraz, jak prawidłowo tańczyć tańce towarzyskie. Rywalizacja na parkiecie, jaka jej się udzielała, dopingowała do większych wysiłków. Chciała być coraz lepszą (ambitna!). To było zdrowe, pozytywne współzawodnictwo.
Szarlotka, Jabłko, Fasola (i parę innych przezwisk, jakimi określają ją przyjaciele i znajomi) już marzy o założeniu rodziny. Mąż i dzieci to będzie jej priorytet. Sama przeżyła bardzo szczęśliwe dzieciństwo i takie samo chciałaby zapewnić swoim dzieciom. Małej ‘fasolki’ nie może się doczekać, ale o dziecko jeszcze się nie stara. Robi to za nią prasa brukowa - na którą ona sama nie zwraca uwagi, ale przejmuje się tym, jak głupie plotki odbiera jej mama – już teraz ‘wciskając jej dziecko w brzuch’.
Joanna Jabłczyńska ma wiele innych marzeń - zawodowych i pozazawodowych. Niektóre takie prozaiczne... Niech jej się spełniają. :)
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie www.gdziezjesc.info/gastrofaza.htm. |