Znają go chyba wszyscy, głównie za sprawą telewizyjnego programu Europa da się lubić, emitowanego przez TVP 2.
Ale nie tylko temu programowi zawdzięcza swoja popularność Kevin Aiston – dzisiejszy gość Gastrofazy. Przez trzy lata był on bowiem gwiazdą radiowej Trójki i nauczał jej słuchaczy - w niecodzienny, bo wielce zabawny sposób – ‘żywego’ języka angielskiego, szczególnie tego, jakim posługują się rdzenni londyńczycy. Sam nim jest, pochodzi z Chelsea.
Mówi o sobie Angol, ale czuje się z Polską bardzo mocno związany. Na ramieniu ma nawet wytatuowanego orła. Mieszka u nas już kilkanaście lat i wygląda na to, że na trwałe zapuścił korzenie w kraju nad Wisłą. Ma tu żonę, córeczkę, prawie gotowy dom w podwarszawskim Radzyminie i... pracę. Tu także jest strażakiem w Ochotniczej Straży Pożarnej. Zostanie ‘sikawkowym’ było chyba jego marzeniem z lat dziecięcych, które dopiero teraz spełnia.
Trafił do Polski przez przypadek - przyjechał, żeby ją trochę zwiedzić i można powiedzieć... zwiedza do dziś, z tym, że teraz trochę inaczej niż na początku swojego pobytu. Teraz zwiedza i pracuje, jeżdżąc z kabaretami po Polsce. Czuje się bardzo odpowiedzialny za to co robi, poważnie podchodzi do swoich obowiązków, co oczywiście nie oznacza zupełnie, że występując przed publicznością nie potrafi jej zabawić i rozśmieszyć. Jeszcze to mu się nie zdarzyło, żeby ludzie nie śmiali się na jego występach lub go nie oklaskiwali, a z programami kabaretowymi jeździ po Polsce już dwa i pół roku. Gdyby jednak przyszło mu zetknąć się z taką sytuacją (licho nie śpi), to ma opracowany patent i przygotowaną odpowiedź na takie zachowanie ze strony publiczności.
Pięć lat pracuje już z Moniką Richardson w programie Europa da się lubić, chociaż na początku, gdy program wchodził na antenę, Kevin Aiston zamierzał wziąć udział jedynie w trzech jego odcinkach. No tak, ale czy wtedy udałoby mu się zdobyć w 2004 roku Telekamerę w kategorii ‘rozrywka’? Programu nie ma jeszcze dosyć i ma nadzieję, że nie znudził się on także widzom telewizyjnej Dwójki. Zresztą, nie występuje w każdym. Jeździ przecież z kabaretami, ma ponadto programy w radiu.
Przedtem, zanim został gwiazdą polskiego showbiznesu, zarabiał na swoje utrzymanie w Polsce tłumaczeniami, prowadząc razem z przyjacielem Amerykaninem biuro tłumaczeń. Powodziło im się nieźle, mieli mnóstwo roboty. Były to czasy, kiedy Polska przygotowywała się do wstąpienia do Unii i trzeba było przetłumaczyć z polskiego na angielski setki ustaw i rozporządzeń. Tak się zdarzyło, że to olbrzymie zlecenie rządu polskiego na tłumaczenie aktów prawnych, dostała właśnie firma Kevina...
Dzisiejszy gość Gastrofazy przyznaje, że dzieciństwo w Anglii miał nieciekawe, wręcz przerażające. Gdy miał zaledwie cztery latka, za sprawą własnej matki trafił do domu dziecka i był tam do pełnoletności. To najsmutniejsza karta jego życia, pełna bolesnych momentów. Całe szczęście, że w domu dziecka trafił na Sue – opiekunkę i wychowawczynię, która okazała mu wiele ciepła i czułości. Przez całe późniejsze swoje życie traktował ją jak matkę. Gdy był nastolatkiem uciekł z domu dziecka do Walii i tam spotkał kolejnego życzliwego sobie człowieka – Teda, który przygarnął Kevina pod swój dach, zaopiekował się nim i nauczył wielu praktycznych rzeczy. Jemu też wiele zawdzięcza.
Skoro mowa o wdzięczności... Książę Karol o tym nie wie, ale Kevin wie, ile następca tronu brytyjskiego mu zawdzięcza i że to dzięki niemu ma mniej na głowie... kilogramów. O co chodzi? O koronę. Tak się zdarzyło, że Kevin pracując kiedyś jako elektrochemik, robił kopię korony księcia Karola. Ta prawdziwa była dla Jego Wysokości zbyt ciężka, w kopii wymieniono jeden element z prawdziwego złota na... pozłacaną kuleczkę pingpongową, a złotem pokrywał ją właśnie nie kto inny, tylko Kevin.
Jako znany człowiek i on nie uniknął wątpliwej przyjemności kontaktów z tabloidami, uwielbiającymi pisać o ludziach showbiznesu bzdury i kłamstwa. Pomimo tego, Kevin Aiston bardzo dobrze czuje się w Polsce. Chętnie nawet przyjąłby polskie obywatelstwo, gdyby mu je nadano. Jest bardzo ciepłym i dobrym człowiekiem, szczególnie wrażliwym na los dzieci. Ilekroć może, szczodrze wspiera datkami polskie domy dziecka i odwiedza oddziały onkologiczne szpitali dziecięcych.
To było wyjątkowo miłe spotkanie w Gastrofazie. Trzymanko, Kevin. :)