U schyłku lata, nastąpił niespodziewany atak... jesieni. Zrobiło się szaro, mokro, przygnębiająco, a przede wszystkim bardzo chłodno. W związku z temperaturą, Paweł postanowił ostro podejść jesień...
W takie niezbyt ciepłe i smutne dni, nic tak dobrze nie poprawia humoru i tak dobrze nie rozgrzewa przy okazji, jak kubeczek grzańca. Ten patent jest stary jak świat, ma bardzo długą tradycję. Właściwie, nie wiadomo kogo uważać za ojca pomysłu podgrzewania alkoholu z przyprawami korzennymi i wypijania gorącego dla rozgrzewki, a także... w celach leczniczych. Jeśli wierzyć informacjom, zawartym na stronach internetowych, historia grzanego wina sięga czasów średniowiecznych. Już wtedy ponoć rozgrzewano się nim, poprawiano sobie humor i leczono się. W tym ostatnim stwierdzeniu nie ma żadnej przesady - grzaniec ma właściwości lecznicze. Przy pierwszych sygnałach przeziębienia, wypicie rozgrzewającego napoju wieczorem, przed położeniem się do łóżka, sprawi, iż na drugi dzień po zatkanym od kataru nosie i chrypce może nie być śladu.
Czerwone wino jest oczywiście podstawowym składnikiem grzańca, ale do nie mniej popularnych należy grzaniec przygotowywany na bazie piwa. Historia póki co milczy, czy nie byłoby dobrym pomysłem przygotowanie czegoś na rozgrzewkę na bazie wina białego. Nic konkretnego na ten temat nie miał do powiedzenia także gość dzisiejszej Gastrofazy, który zazwyczaj rozgrzewa się podgrzanym czerwonym winem z przyprawami korzennymi i innymi dodatkami, a humor potrafi poprawić sobie także w inny sposób. Kto nim był? Ano, była nim piękna dziewczyna, o ‘bardzo perłowych oczach’, do tego stopnia zniewalających, że – jak przyznał jeden ze słuchaczy – patrząc w nie, żaden trunek nie jest potrzebny do rozgrzania się...
Chyba najwyższa pora wyjawić, iż gościem Pawła w dzisiejszej Gastrofazie, crême de la crême audycji, była... Iwona Kutyna – gwiazda telewizyjnej ‘Panoramy’ do dziś, a od jutra prezenterka serwisu informacyjnego Programu I Polskiego Radia. Gwiazda srebrnego ekranu... telewizyjnego (pracowała także w innych stacjach telewizyjnych, nie tylko w Dwójce) oraz eteru (w radiu zaczynała swojego czasu) kojarzona jest także bardzo często z dietami, których wiele doświadczyła i wypróbowała na sobie, ale cóż... jest bardzo typową przedstawicielką płci pięknej, która to statystycznie parę razy w roku podejmuje bohaterskie próby pozbycia się niechcianych kilogramów i zachowania sylwetki oraz zdrowej wagi do końca życia.
Było trochę trunkowo – o drinkach i shotach, mochito i ‘flagowcach’ (zwanych także ‘wściekłym psem bez tabasco’ lub ‘teraz Polska’), herbacie ‘po góralsku’ i ‘po kapitańsku’, ale także tajemniczo smakowicie. Iwona Kutyna jest wyjątkowym smakoszem życia, rozróżnia w nim różne smaki – łagodne, pikantne, ostre, gorące, zimne – cokolwiek miałoby to oznaczać... Lubi odkrywać nowe i nieznane, także wspomniane smaki. Takich spodziewa się doznać w rejsie po Morzu Karaibskim - podczas urlopu, na który właśnie wybiera się. Dużo jest ich także w telewizyjnych programach kulinarnych. Gość Pawła jest stałym widzem dobrych, zagranicznych programów zachodniej telewizji, w których gotuje się. Nie przepuści żadnego z udziałem Nigelli Lawson, chociaż najbardziej lubi te, prowadzone przez Jamie Olivera.
Sama gotuje dość sprawnie, nie jest antytalentem kulinarnym – co potwierdził sam Mistrz. Popisowe danie zależy od pory roku – lubi prostotę we wszystkich dziedzinach życia, eksperymenty w kuchni nie są jej wyzwaniem. Latem uwielbia serwować młode ziemniaki z kalafiorem lub fasolką szparagową, obficie polaną zrumienioną na maśle bułką tartą. Nie jest fanką mięsa, ale nie jest też zadeklarowaną wegetarianką. Można powiedzieć – jest osobą wszystko jedzącą i... uważnie śledzącą i pilnującą indeksu glikemicznego potraw. To jest bardzo ważne przy skutecznej diecie, a kto jak kto, ona na dietach się trochę zna, zęby przecież na nich zjadła.
Bardzo lubi sushi - chociaż sama w domu nie próbowała przyrządzać tego przysmaku – oraz krewetki. W ogóle, raczej nie lubi jadać w domu. Woli wyjść gdzieś – do znajomych, przyjaciół, restauracji, małej knajpki. W ostateczności jest to... stacja benzynowa, gdzie zawsze można kupić coś na ciepło dla oszukania głodu. Z zasady jej lodówka jest raczej pusta – jest tam na pewno jedzenie dla kotów i... światło. Pełna stanowiłaby zbyt wielką pokusę dla zestresowanego organizmu, a dołek nie raz może się zdarzyć, gdy wykonuje się taki zawód, jaki ona uprawia. Stresu więc nie 'zażera', nieraz wypłukuje go z siebie, ale przede wszystkim zażywa wtedy dużo ruchu, ot chociażby... tańcząc.
Popisowe danie Iwony Kutyny zależy od pory roku, ale nie od niej zależy popisowy deser. Jest nim zdecydowanie tiramisu. Gościom rozdaje ten smakołyk... tortownicami. Paweł do tej pory nie oddał pustego opakowania.