Efektowne grono gości zaistniało dziś w Gastrofazie...
Oczekiwany był co prawda tylko jeden - Jacek Borkowski, ale aktorowi znowu nie udało się dotrzeć do studia Antyradia – źródła dobrze poinformowane doniosły, że to z powodu przedłużających się zdjęć na planie serialu Klan. No cóż, zdarza się. W gruncie rzeczy, nic straconego. Nie wiadomo, czy z nim byłaby w takim samym stopniu wspaniała zabawa, jak z zaproszoną przez Pawła plejadą znakomitości ze świata showbiznesu i polityki. Kogóż to nie było... Do studia w Hard Rock Cafe, skąd w poniedziałki jest emitowana Gastrofaza, przybył ‘Janusz Weiss’, ‘Zbigniew Buczkowski’, ‘Lech Wałęsa’, ‘Jerzy Stuhr’, ‘Andrzej Lepper’, ‘Bogusław Linda’, ‘Daniel Olbrychski’, Franciszek Pieczka’ i ‘Janusz Rewiński’.
Plotkowali z Pawłem o wszystkim i o niczym, dzielili się anegdotami ze swojego bogatego życia artystycznego (a niektórzy politycznego) i prywatnego, ujawniali mniej lub bardziej znane ich szczegóły, przemawiając jak jeden mąż, po prostu... jednym głosem. Należał on do Andrzeja Maroszka, utalentowanego parodysty, obecnego (podobno) ostatnio w Wielkim Bracie, który te wszystkie głosy perfekcyjnie naśladował.
Gość Pawła zaobserwował u siebie umiejętność wcielania się głosem w inne osoby bardzo dawno, papugował już jako dziecko. Najbardziej lubi mówić za Kargula i Pawlaka z komedii Sylwestra Chęcińskiego Sami swoi (robi to zresztą perfekcyjnie!). To jego ukochane postacie, dzięki którym – poprzez festiwal filmów komediowych w Lubomierzu - miał szansę zaistnieć w showbiznesie. Andrzej Maroszek żyje ze swojego talentu, występując na licznych imprezach dla dzieci i dorosłych. Prowadzi nieraz koncerty, daje wypożyczać się na wesela i... interes się kręci. „Nie ma to tamto” – jak powiedziałby Zbigniew Buczkowski, jeden z naśladowanych przez niego bohaterów, też niedyplomowany aktor, ale jaki wzięty (190 ról filmowych na koncie!).
Gastrofaza na wesoło – wspaniały pomysł, godzien... naśladowania. Jak zauważyła jedna ze słuchaczek, występująca na forum AntyFanów jako Munia94, wszak przy jedzeniu nie tylko apetyt, ale i dobry humor powinien dopisywać. I tak właśnie było w ten poniedziałkowy wieczór.