Spektakl o takim tytule czeka na swoją premierę w warszawskim teatrze Capitol. Nastąpić ma ona jeszcze w listopadzie, a dokładnie już w najbliższy poniedziałek.
Będzie nim adaptacja sztuki Neila Simona, legendarnego hitu Broadwayu, który swojego czasu przeniesiony został na duży ekran, od zawsze cieszącego się ogromnym powodzeniem – zarówno w kinie, jak i w teatrze. Mówiła o nim dzisiaj przy stole z powyłamywanymi nogami para, którą raczej trudno byłoby określić... dziwną, w przeciwieństwie do tej tytułowej. Gośćmi Pawła w niedzielne wczesne popołudnie było mianowicie dwoje ludzi (on i ona), których łączy szczere i gorące uczucie... do przedstawienia. Oboje mają zresztą z nim dużo wspólnego. Kto zacz?
To Katarzyna Żak i Artur Barciś, dwójka aktorów grających w warszawskim wydaniu Dziwnej pary. W sztuce stanowić ją będzie (w sensie dziwną parę) kto inny, a mianowicie dwaj faceci – wspomniany przed chwilą Artur Barciś oraz Cezary Żak. To oni grają w przedstawieniu pierwsze skrzypce, to na ich barkach spoczywa główny ciężar, chociaż sami wszystkiego nie wymiatają – jak zauważył (skromnie) dzisiejszy gość Pawła. Inne role, chociaż nie tak wyraziste, są także istotne. Zresztą pole do popisu aktorskiego daje sztuka sama w sobie - i to wszystkim. Jest świetnie napisana, stanowi sobą fantastyczny materiał do grania. Jej tekst został lekuchno uwspółcześniony i dopasowany do dzisiejszych czasów. Taki ‘retusz’ zastosowany został chociażby w jednej ze scen, w której bohater pragnąc przekazać jakąś ważną wiadomość, wysyła SMS-a zamiast telegramu. Kto dzisiaj wiedziałby, co to takiego depesza...
Broadwayowski klasyk, do którego przymierza się teatr Anny Gornostaj, zawsze się podobał - gdziekolwiek był wystawiany. Owacje na stojąco po zakończeniu spektaklu nie były rzadkością. Jest bardzo dobrze napisaną komedią, ale na pewno nie jest farsą, w której mogą zdarzyć się rzeczy nieprawdopodobne. Scenarzyści wplatają je zazwyczaj w jej fabułę tylko po to, aby było śmiesznie do bólu. W Dziwnej parze nic nie jest naciągane. To co się dzieje na scenie, to samo życie. Śmieszne życie i śmieszni ludzie, którzy takimi stali się po zderzeniu z rzeczywistością. Widzów to bawi, jednak z punktu widzenia samych postaci, to co im się zdarzyło i to co się zdarza, nie jest wcale śmieszne. Dla nich to jedna wielka tragedia.
Dwójka aktorów nie po raz pierwszy wystąpi w duecie. Sprawdzali się już niejednokrotnie – głównie na planie filmowym (Miodowe lata, Ranczo). Widzom jeszcze nie znudzili się, a wręcz przeciwnie - chcą ich oglądać w innych ‘projektach’. Także sam aktorski tandem Barciś-Żak nie ma nic przeciwko temu. Lubią ze sobą pracować, szanują się nawzajem, prywatnie są przyjaciółmi.
Niezwykle coolturalnie było w dzisiejszym odcinku Blatu, ale momentów kulinarnych także nie zabrakło. Do czasu przyjścia gości, aniołki Loroszka starały się przeciwdziałać depresyjnym właściwościom deszczu, mieszając trochę w garach. Wiadomo, że sama strawa duchowa nieraz nie wystarczy. Zaistniały gołdapskie kartacze wedle Kanta, parówy na sposób małopolski, małe co nieco dla niewybrednej braci studenckiej - czyli catering akademicki, a także trochę słodkości mniej lub bardziej wydumanych.
Dzisiejszy odcinek Blatu można oczywiście odsłuchać jeszcze raz. Gdyby przyjemność spotkania przy stole bez nóżek przeszła komuś koło nosa, niech klika TU. Wszystko zostało nagrane.