Dzisiaj w Gastrofazie powiew egzotyki, a to za sprawą gości Pawła.
Byli nimi stali bywalcy audycji – Alicja i Alon Than (hmm... po prawdzie, częściej bywała w studiu AntyRadia sama Alicja). Tym razem wspomagani byli dodatkowo przez swojego gościa z Dalekiego Wschodu - siostrę Alona, która przybyła w odwiedziny do rodziny, mieszkającej w egzotycznej dla niej Warszawie, z Chin. A skoro do studia przybyli małżonkowie, prowadzący w Warszawie knajpę japońską (dla przypomnienia: Izumi Sushi przy Placu Zbawiciela), to należało spodziewać się, że omawiane będą nowości, jakie zaistniały ostatnio w restauracji. Byłby nawet ku temu powód – Izumi Sushi została ubiegłoroczną laureatką konkursu ‘Knajpa Roku 2007’... (Korzystając z okazji, AntyFani niniejszym serdecznie gratulują!).
Nie do końca sprawdziły się oczekiwania co do tematu Gastrofazy. Każdy, kto pomyślał - choćby przez ułamek sekundy - że na talerzu zaistnieje kuchnia japońska, był niejako w błędzie. Dzisiaj w Gastrofazie premierę miała bowiem kuchnia birmańska. Tego jeszcze Paweł nie grał...
Chociaż kuchnia azjatycka jest bardzo popularna w naszym kraju (i w Europie w ogóle), to należy przyznać, że kuchnia egzotycznej Birmy jest raczej mało znana. Co ją charakteryzuje? Jest na pewno podobna do pozostałych kuchni tego regionu, stanowiąc mix kuchni państw ościennych - Chin, Indii, Kambodży, Laosu. Można ją określić jako typową kuchnię typu fusion, w której główną rolę odgrywa oczywiście ryż, a towarzyszy mu bogactwo dodatków – w tym takie oryginalne, jak chociażby kiszone liście zielonej herbaty. Dużo w niej warzyw strączkowych (soczewica, bób), ryb i owoców morza, ale nie brakuje także mięsa - wieprzowego, wołowego i kurczaków. Poza warzywami, kuchnia birmańska odnotowuje obecność przebogatej gamy owoców, wśród którym prym wiedzie papaja – obok melonów najbardziej powszechny owoc w tropikach. Co na stole to jedno, co przy stole – to drugie. Mówiąc o kuchni Birmy nie należy zapominać, że nieodłącznym jej elementem jest kultura stołu i obyczaje – bardzo konkretne i mocno ekscytujące Europejczyków.
Jak wygląda posiłek w Birmie, przy birmańskim stole? Otóż, wszystkie dania wjeżdżają na stół od razu i próbuje się wszystkiego, co zostało przygotowane, na raz. Nie ma takiego spożywania potraw, jak w kulturze europejskiej, że jest przystawka, potem zupa, danie główne i deser na końcu. Wszystko jest razem. Posiłek rozpoczyna się od podzielenia ryżu, który ugotowany został bez soli, tylko w wodzie. Przywilej dzielenia należy do gospodarza. To właśnie on nakłada na talerze biesiadników solidne porcje ryżu, na który każdy ucztujący kładzie z półmisków i salaterek, ustawionych na stole, niewielkie porcje dań głównych. Nakłada i zjada.
Kuchnia birmańska jest bardzo ostra, momentami wręcz paląca. Używa się w niej dużo ostrych przypraw – w tym niemalże obowiązkowo chili. Należy przypuszczać, że ta ostrość potraw jest... dla zdrowotności. Birmańczycy nie jadają niezdrowych rzeczy. Pikantne potrawy wypalą skutecznie wszystko to, co może być dla organizmu wredne, oczyszczając go w ten sposób bardzo skutecznie. Mięsa (a może i ryby) przed przetworzeniem w smakowite kąski bardzo często marynuje się sosem teriyaki lub kabaiyaki. Oba przygotowywane są m.in. z sake i sosu sojowego.
Niektóre dania kuchni birmańskiej sporządza się dosłownie w trzy minuty, jak chociażby zupę na bazie wielce egzotycznego, azjatyckiego owocu w kolorze zielonym, nazywającego się po chińsku 'jangua', który przypomina w smaku naszą poczciwą cukinię. Poza tą 'zielonością' (podsmażoną wcześniej na odrobinie oleju), do stwierdzenia faktu, że zupa jest gotowa, potrzebny jest wrzątek i sól. Ot, wszystko. Informacja dla tych, którzy chcieliby ugotować taką zupę samemu: co prawda nieznany jest polski odpowiednik wspomnianego owocu, ale wiadomo, że można kupić go na niektórych giełdach owocowo-warzywnych w kraju nad Wisłą...
Było bardzo ostro, paląco, ale smacznie i egzotycznie.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.