Zdobywca wielu szczytów, grenlandzkich klifów, Marriotta, Złotych Tarasów... Alpinista, eksplorer, fotograf, dziennikarz i (informacja dla słuchaczek) szalenie przystojny chłopak - Dawid Kaszlikowski.
To właśnie gość dzisiejszego wydania AntyRadio Machiny, który wraz z jej załogą udał się na baaaardzo ekstremalną wycieczkę. Opowiedział także o swoich wspomnieniach, przygodach i faktach z życia "codziennego". Ostatnio na przykład, wraz z koleżanką, odwiedził Grenlandię. Po to, by zdobyć tam najwyższe klify świata. Klif, jak wiadomo, jest skałą "wyrastającą" z wody, wobec czego najpierw należało tam podpłynąć. Zrobili to specjalnymi morskimi kajakami. Jeśli wypadnie się z owego kajaka ma się około cztery minuty żeby wejść doń z powrotem. I nie chodzi bynajmniej o to, że człowiek może się utopić. Kąpiel w tak zimnej wodzie, której temperatura dochodzi do kilku stopni na minusie (jest to bardzo słona woda, dlatego zamarza, gdy ma mniej niż zero stopni) może grozić wyziębieniem organizmu, a nawet śmiercią. Pływa się oczywiście w specjalnych kostiumach z pianki. Dawid po raz pierwszy w takim właśnie sprzęcie wspinał się na ścianę. A skoro już o ścianach mowa - wybiera przeważnie te dziewicze, na które nikt wcześniej się nie wspinał i w żaden sposób nie przygotował dla kolejnych zdobywców. Gdy był na Alasce spał na specjalnych płaskich platformach. 13 dni spędzonych na ścianie wpływa na człowieka bardzo nieprzewidywalnie. Pod koniec jednej z wypraw, błędnik Dawida całkowicie oszalał. Alpinista przewracał się stojąc na płaskiej powierzchni. Z jednej z wypraw przywiózł niemile widzianych towarzyszy, mianowicie larwy pewnych owadów, które złożyły jaja pod skóra. Brrrr, paskudztwo!
Maszyniści zapytali też Dawida o wspinaczkę miejską. Zdobył już wiele budowli, ale największy rozgłos przyniósł mu hotel Marriott w Warszawie (140 m). Głośno było też o tym, gdy spowodował niemałe zamieszanie i korek wspinając się na pylon mostu Świętokrzyskiego w Warszawie. Oczywiście gdy tylko zszedł został odwieziony na komisariat, gdzie dostał mandat za zakłócanie porządku. Zdradził jednak, że i policja nie jest taka straszna. Wprawdzie zapinają go w kajdanki, ale gdy już nikt nie widzi, przybijają mi "piątki" gratulując wyczynu! :) Dawid nigdzie nie uczył się wspinaczki. Jego pierwsza wycieczka w góry to Tatry, gdzie wspinał się na dość trudne dla początkującej osoby ściany. Miał dużo szczęścia i mało głowy, jak sam stwierdził. Patrząc na to z perspektywy czasu poleca jednak odbycie kursów, jest to dużo bardziej odpowiedzialne zachowanie. Bo chociaż wydawać by się mogło, że Dawid jest ostatnią osobą, która może się wypowiadać na temat bezpieczeństwa i rozwagi, to jednak jest zupełnie odwrotnie. Wszystkie akcje, nawet te miejskie (które zdają się być najbardziej spontanicznymi), nim w końcu wejdą w życie są długo przygotowywane i przemyślane.
Nasuwa się pytanie po co wspinać się na te wszystkie obiekty? Dawid bardzo nie lubi tego pytania i powtarzając najczęściej za innymi alpinistami odpowiada: "bo są". Tym razem jednak postanowił udzielić bardziej wyczerpującej odpowiedzi. Chodzi tu przede wszystkim o spojrzenie na świat z absolutnie nietypowej przestrzeni. Ma się swoje życie w samych koniuszkach palców. Jeśli chodzi o strach, adrenalinę - jest to narkotyczne odczucie, od którego łatwo się uzależnić. Jest to w jakimś stopniu poszukiwanie pełni życia. O innych wyprawach Dawida poczytać można na jego stronie internetowej verticalvision.pl. Tam też (a także w kolejnym numerze czasopisma "National Geographic") można zobaczyć jego fotoreportaże. Żyje głównie z fotografowania, ma także sponsorów, którzy czasem sypną groszem na jakąś wyprawę. Gdyby jednak jakiś sponsor mu odpadł, Vito zaprasza, by się skontaktował z AntyRadio Machiną! :) Czas nieubłaganie upływał, gość więc pożegnał się z Jah Jah i Vitem, którzy życzyli mu (jak mówią tirowcy) długości, szerokości i wysokości. No i zdrowia, przede wszystkim! :)
W drugiej godzinie programu słuchacze nadsyłali maile, dotyczące tego, co w nich budzi adrenalinę. Słuchaczka Dominika zazdrości tych wszystkich wypraw, prosi, by zabrać ją ze sobą w plecaku. Vito nieśmiało podsunął jej pomysł, że jeśli jest bogata, to może zasponsoruje Dawida. Kilka minut później okazało się, że bogata to ona nie jest, ale ma bogate wnętrze. Jah Jah i Vito sami chętnie by się załapali na taką wycieczkę, a jeśli nie, to czekają na pocztówkę "zza krawędzi". Admirałowie zdradzili też co w nich wytwarza adrenalinę. Dla Przemka jest to dobre branie ryb, a Vito stwierdził: "moja adrenalina to AntyRadio Machina". :) O tak, nasza (słuchaczy) też! Maile dotyczyły różnych rzeczy, które można podzielić na trzy grupy: wywoływane przez kogoś (nauczyciel, szef, straż miejska), przez sytuacje (picie piwa w plenerze, jazda na radzieckim motocyklu Ural, pobudka u boku dziewczyny, obok której niekoniecznie chcielibyśmy się obudzić), czy też wywołane na własne życzenie. Tych ostatnich jest zdecydowanie najwięcej i są najciekawsze. Jazda po Trakcie Brzeskim na rowerze z prędkością 82 km/h, tańce z ogniem, jazda na BMX-ach, parkour, seks, paralotnie - to tylko niektóre z nich.
Sterowanie AntyRadio Machiną to tę zdecydowanie ekstremalne zadanie. Dlatego wraz z nadejściem godziny 22, Maszyniści zabrali się do domów, by zbierać siły na jutrzejszą audycję. :)