Tegoroczne wakacje wyjątkowo obrodziły w różne festiwale muzyczne. Do tego papierowa Machina zrobiła przegląd tych wydarzeń, zatem nasz duet, Witold 'Vito' Odrobina i Przemysław 'Jah Jah' Frankowski, też się sprawie przyjrzał. Najpierw niestety musieli patrzeć na "festiwal bryndzy i dziadostwa" w wykonaniu naszych piłkarzy w Armenii.
"A miało być tak pięknie", chciałoby się zacytować klasykę. Inny klasyk, w osobie Dariusza Szpakowskiego, raz po raz powtarzał "szkoda tej akcji", a na końcu wszyscy kibice w Polsce mogli powiedzieć "Szkoda żeśmy przegrali". Dla Artura Boruca zaproponowana została kara siedzenia na kasie w supermarkecie. To tak w związku z informacjami o zapowiadanym strajku włoskim kasjerek supermarketów. Tak że w najbliższym czasie lepiej nie zaglądać do dużych sklepów, bo można utknąć przy kasie.
Z pozostałych informacji bieżących wygrzebanych przez Vita, które przeglądaliśmy w pierwszej godzinie, warto zwrócić uwagę na linię kolejową Jarosław-Lubaczów, gdzie ostała się strażnica dróżnika, w której nie ma prądu. Kiedy jedzie pociąg, trzeba po prostu wyjść i ręcznie, korbą opuścić rogatki, wywiesić lampą naftową, jako sygnalizację dla kierowców, a potem wrócić i także przy lampie naftowej zanotować jaki pociąg jechał. Normalnie, zabytek klasy zero. Problem mają też osadzeni w zakładzie karnym w Kielcach. Dotychczas żony mogły zobaczyć swoich mężów wchodząc na okoliczne drzewa i zaglądając przez mur. No i przyszedł facet i na życzenie władz ZK drzewa ściął. A ludzie płakali...
Dyskusję w dzisiejszym temacie rozpoczęło pytanie do słuchaczy, czy lubią, czy bywali i czy wybierają się na któryś z tegorocznych festiwali. Jest z czego wybierać, samych reggae'owych Jah Jah naliczył 6, a rockowych jest tego lata w Polsce tyle, że nie sposób wymienić wszystkich, a tym bardziej odwiedzić. Odezwała się jednak Emilka, która wrażeń muzycznych jedzie szukać na czeskim festiwalu Masters of Rock. Wystąpią tam m.in. Motorhead, Sepultura, Uriah Heep, Children of Bodom.
Gwiazdy można znaleźć także u nas w kraju. Przykład: Open'er Festival w Gdyni, odbywający się w dniach 29. czerwca - 1. lipca, nazywany przez niektórych polskim Roskilde. O tym, jak się robi taką dużą imprezę opowiadał dzisiejszy gość AR-Machiny, organizator Open'era - Mikołaj Ziółkowski.
Sam Mikołaj wiele festiwali europejskich zwiedził, bardzo mu się podobały, żałował, że w Polsce nie było imprez na taką skalę, więc wrócił do kraju i zorganizował nam, oczywiście nie sam i nie za swoje pieniądze, Open'er Festival. Pierwszy koncert z tego cyklu odbył się nie na Pomorzu, ale 2. lipca 2002 r. na warszawskim Torze Stegny. Wystąpili Chemical Brothers, ale frekwencja była żałosna, jak na rangę zespołu - przyszło ledwo 6 tys. osób. Następne edycje odbywały się już w Gdyni. Najpierw w mieście, a od zeszłego roku miejscem imprezy jest wojskowe lotnisko Marynarki Wojennej, sąsiadujące z gdyńską dzielnicą Babie Doły. A skąd ta przeprowadzka? Czy to ze względu na Arkę Gdynia? - zastanawiał się Jah Jah. Wiadomo, poznaniak, to pewnie wykrzykiwał kiedyś "Lech, Cracovia, Arka! Miłość, wiara, walka!". Mikołaj jednak upierał się, że to festiwal otwierający wakacje, to powinien mieć miejsce nad morzem. Poza tym władze miasta spełniały oczekiwania organizatorów... no i Mikołaj urodził się w Gdyni.
Mimo, że Open'er Festival ciągle się rozwija, Mikołaj Ziółkowski twierdzi, że nie chce osiągać rozmiarów takich gigantów, jak festiwale w Glastonbury, czy Roskilde, gdzie przyjeżdża ponad 100 tys fanów muzyki. Te 40-50 tys. wystarcza, żeby usłyszeć kawałek dobrej muzyki, ale żeby nie było jej za dużo w jednej chwili, by potem nie żałować, że coś się ominęło na rzecz innego zespołu. W tym roku ma być jeszcze trzecia scena, na której wystąpią polskie młode zespoły - bardzo miły gest w stronę naszych młodych twórców. Wszyscy jednak będą czekać na gwiazdy. Jak udało się ściągnąć Beastie Boys, Björk, Muse, Sonic Youth, czy Bloc Party? Teraz to już nie jest nieznany festiwal na końcu świata. Brytyjski tygodnik muzyczny - New Musical Express - Umieścił nasz Open'er na liście 12 festiwali, na które warto się wybrać w tym roku, a inny magazyn z Wysp - Q - uznał ubiegłoroczną imprezę za jeden z 6 najważniejszych festiwali 2006 roku. Sławy zatem będą do nas ciągnąć, ale konkurencja na tym rynku jest duża.
Impreza spora, więc i wydatki znaczne. Przede wszystkim to skomplikowana operacja logistyczna. Tym tłumom trzeba zapewnić bezpieczeństwo, zaplecze sanitarne, nakarmić, napoić, a czasem nawet przyodziać. Nie obeszłoby się zatem bez wsparcia piwnego sponsora... Tzn. mogłoby się obejść, ale wtedy karnet nie kosztowałby 50 €, tylko 200 €, jak takie Roskilde. Nie ma więc co narzekać, że piwo i komercha, tylko cieszyć się, że autobusy do Babich Dołów wożą imprezowiczów za darmo, a zielony to nawet ładny kolor jest.
W ostatniej godzinie o swoich ulubionych festiwalach opowiadali znani piosenkarze. Muniek Staszczyk zachwycony jest tegorocznym zestawem koncertowym, nic tylko kombinować kasę i jeździć. Sam w tym roku jedzie z Habakukiem grać na Glastonbury. Stwierdził, że pewnie wystąpią w południe gdzieś na małej scenie z boku, ale i tak będzie miał możliwość obejrzeć ten festiwal od kuchni. Natomiast z imprez tego typu, najmilej wspominał wczesne Jarociny, ale podobały mu się raczej ze względów "socjologicznych". Tu Jah Jah i Vito wyjaśnili tym, którzy się nie połapali, że Muniek wtedy napodrywał mnóstwo dziewczyn, to i festiwal mu się podobał. Drugi rozmówca - Grabaż - ciepło wspominał Off Festival w Mysłowicach. Sami nie dali tam dobrego koncertu, ale sama inicjatywa takiego wydarzenia bardzo mu się podobała.
Przez całą audycję schodziły maile o różnych festiwalach w Polsce (np. jednodniowa Magia Rocka w Lyskach, której patronuje Antyradio), jak i zagranicą (Patrycja ze Śląska informowała o imprezie gdzieś na Białorusi). Zatem, jak powiedzieli redaktorzy w studiu, kto nie wybierze się na przynajmniej jeden festiwal, ten jest leń. Po wakacjach sprawdzimy kto odrobił lekcje! Napisał jeszcze Jan Mleczny, który poinformował, że w AR-Machinie często odbywają się festiwale głupoty. "Przebóg! Poznał nas!" - odrzekł na to Vito. A żegnamy się (do poniedziałku, bo w długi weekend nie ma AR-Machiny) zespołem, którego ostatni koncert zrobił na Jah Jah duże wrażenie. W ogóle sporo rarytasowych koncertówek dziś leciało, stosownie do tematu... Zatem na koniec słuchamy: