Jak zwykle, piątek w Antyradiu-Machinie upłynął pod znakiem filmu. Dzisiejszy temat sponsoruje literka M, jak: muzyczny film, musical i oczywiście Machina, w której znajdziemy artykuł o Franku Sinatrze, doskonałym tancerzu i aktorze, który sławę zdobył właśnie dzięki musicalom.
Film muzyczny może mieć różne postacie, musicalu, filmu o muzykach albo bollywoodzkich produkcji, gdzie wszyscy aktorzy czasem postanawiają, że przerywają akcję, żeby zbiorowo sobie potańczyć. Jednak w Polsce typowych musicali się nie kręci. Dlaczego?
Pytamy krytyka filmowego, Jacka Szczerbę. Nie ma takiej mody i musicalowej tradycji w Polsce. Tak jest właściwie z każdą nowością, musi się znaleźć taki jeden odważny, który zrobi film inny niż wszystkie i przetrze szlaki dla pozostałych. Jest nawet szansa, że coś się ruszy w tym temacie, ponieważ zapowiadana jest filmowa wersja musicalu Metro. Zatem na czym powinni się wzorować polscy twórcy? Ulubione musicale pana Jacka to Kabaret (Cabaret), Cały Ten Zgiełk (All That Jazz) i Deszczowa Piosenka (Singin' in the Rain).
Żeby zrobić dobry musical potrzebny jest dobry tancerz. Piotr Galiński, znany choreograf, mówi, że mamy dobrych aktorów, którzy podołaliby takiemu przedsięwzięciu, natomiast brakuje reżyserów. Nasze polskie kino generalnie idzie w innym kierunku. Być może Olga Lipińska byłaby w stanie coś takiego wyreżyserować?
Bardzo chętnie, tylko nikt mi tego nie proponuje - mówi Olga Lipińska, której "Kabaret... " jest w każdym odcinku takim mini-musicalem. Ale znów wychodzi to, że w Polsce takiej tradycji nie ma. Do tego, musical trzeba pamiętać po wyjściu z kina, melodia z niego ma się dać zanucić, a napisanie przeboju nie jest takie łatwe. Taka produkcja jest wymagająca, potrzeba sporych pieniędzy, żeby zrobić dobry film tego typu, no i poświęcenia aktorów na próbach, aby wszystko zagrało równo. Coś takiego się już w Polsce kręciło, pani Olga wymieniła Lata dwudzieste... lata trzydzieste... i Hallo Szpicbródka czyli ostatni występ króla kasiarzy.
W tym ostatnim filmie występował Bohdan Łazuka, który pracę przy tej produkcji wspominał dość dobrze, ale szczegółami podzielić się nie chciał. W każdym razie, teraz figurę ma zdecydowanie mniej taneczną. W mailu słuchaczka Magda proponowała niejakiego Bartosza Porczyka, który ponoć dobrym aktorem jest i by się nadawał... cóż, zawsze można sprawdzić.
Musicali na razie nie robimy, ale filmy o muzykach powstają. Może nie tak oryginalne, jak wspominane przez Jah Jah Rockers - jamajski film z gwiazdami reggae, ale opowiadające o naszych gwiazdach muzyki. Jan Kidawa-Błoński, reżyser m.in. Skazanego na Bluesa opowiedział nam o swoich obawach związanych z tym filmem. Nie wiedział jak zostanie przyjęty przez fanów Dżemu, których jest przecież sporo. Także obsada u niektórych, jeszcze przed premierą, budziła mieszane uczucia. Na szczęście Tomasz Kot w roli Ryszarda Riedla sprawdził się doskonale, a są osoby (np. redakcja Antyradia-Machiny), które uważają, że to jego najlepsza rola w życiu. I znów wraca pytanie, dlaczego w Polsce nie robi się musicali? To kosztuje, powiedział Jan Kidawa-Błoński, bo dobry film tego gatunku musi kosztować, więc robi się problem ze znalezieniem producenta, który zaryzykuje i wyłoży pieniądze na taki projekt.
Skrzynka mailowa machina@antyradio.pl zalana została tytułami przeróżnych musicali. Chicago, Jesus Christ Superstar, New York, New York, Moulin Rouge, a nawet Akademia Pana Kleksa, czy wspomniany przez Jah Jah jeden z pierwszych musicali, Hello, Dolly! to tylko część z tytułów, jakie przewijały się w dzisiejszym programie.
No super, mamy tancerzy, choreografa, reżysera... brakuje jeszcze muzyki. Tu Vito zaproponował Piotra Rubika... no chyba rzeczywiście, tak jak Vito powiedział, włosy by mu zbielały, gdyby się o tym dowiedział... A może dobry na wszystko Andrzej Nowak? W końcu kto napisał Marsz Wilków do Akademii Pana Kleksa? TSA oczywiście. Wczoraj zakładaliśmy warsztaty aktorskie, dziś kręcimy musical... rozpędza się nam Antyradio-Machina.
Miłego dłuuugiego weekendu! A komu mało Jah Jah i Vito, niech zerknie w ramówkę, początek maja się bez nich nie obędzie.
PS. Muzyka dziś jak najbardziej odpowiednia. Zgodnie z tematem usłyszeliśmy: Luck Be A Lady - Franka Sinatry Aquarius - z musicalu Hair Everybody Needs Somebody To Love - Blues Brothers Let's Dance - Davida Bowie Autsajder - Dżemu
PS2. A ja dodam jeszcze, że świetnym filmem muzycznym jest Pink Floyd - The Wall, czyli pierwsza w historii poważna ekranizacja płyty. Fajnie się też ogląda The Dark Side Of The Rainbow, czyli płytę "The Dark Side of the Moon" Pink Floyd zsynchronizowaną z filmem Czarnoksiężnik z Krainy Oz (KLIK).