Prowokacyjna i kontrowersyjna od rana do wieczora. Do studia Gastrofazy wróciła po paromiesięcznej niebytności jak bumerang. Na własne życzenie.
Mowa o Agnieszce (Frytce) Frykowskiej, dzisiejszym gościu Pawła, osobie znanej wszem i wobec, która dumnie reprezentuje polski show-biznes, uważając siebie w nim za ‘gwiazdę’, a nie za pospolitą, głupiutką celebrytkę. Frytka zazwyczaj nie odmawia zaproszeń - w tym na imprezy towarzyskie, bo bywanie to jej chleb powszedni i niemalże główne zajęcie. Chce i lubi pokazywać się, chociaż wie, że wywołuje swoją osobą emocje (raczej niezdrowe), a swoim zachowaniem przeważnie skandale. Zresztą... może o to chodzi? W końcu sama twierdzi, że ma je w genach (wspomniane skandale), gdyż pochodzi z rodziny filmowej, w której takie wydarzały się i nie były przypadkiem. No cóż, ‘tradycje’ rodzinne należy przecież podtrzymywać...
Od poprzedniej wizyty w Gastrofazie (szczegóły TU) nic spektakularnego i głośnego nie zaistniało w jej życiu, przynajmniej plotkarskie portale (Pudelek, Lansik itd.), których jest ulubienicą, o tym nie donosiły - chociaż pojawia się na nich wyjątkowo często. Z tego powodu znają ją wszyscy w kraju nad Wisłą. Polska Paris Hilton, przyjmując zaproszenie Pawła do udziału w Gastrofazie, znowu swoją wizytą w Antyradiu wywołała szum i spowodowała zalanie skrzynki pocztowej audycji dziesiątkami maili. Te życzliwe można było policzyć na palcach jednej ręki, wiader pomyj było o wiele więcej, ale czy nie było to do przewidzenia? Do agresywnej i niemiłej korespondencji Frytka jest przyzwyczajona, ale jednocześnie odporna na nią. Jak twierdzi, to, co się o niej mówi i pisze, to bardzo często wiadomości wyssane z palca, zupełnie nieprawdziwe, pomówienia, będące niejednokrotnie nadinterpretacją sytuacji z jej życia. Trzeba być naprawdę silnym, żeby je znieść i nie poddawać się, a ona taka właśnie jest.
Dla porządku należy powiedzieć, że niedługo może być głośno o Agnieszce Frykowskiej. Zamierza ona bowiem zostać redaktor naczelną nowego portalu (sic!) o dźwięcznej, acz dziwnej nazwie xoxo (www.xoxo.pl), mającym być czymś w rodzaju antidotum lub dementi na wstrętne media i dziennikarzy, ukazujących gwiazdy w niekorzystnym (krzywym) zwierciadle. Taaa...
Należy przyznać Pawłowi rację, że był to wielce emocjonalny odcinek. Frytka osiągnęła to, co chciała osiągnąć – zrobiła wokół siebie małe widowisko (reklamy nigdy za dużo), sprowokowała słuchaczy do burzliwej korespondencji na swój temat, ożywiając znacznie w ten sposób Gastrofazę, szczerze udzielała odpowiedzi na najbardziej kontrowersyjne, intymne i zaczepne pytania. Przy okazji przedstawiła swoją teorię nt. racjonalnego żywienia i diety, dzięki której będzie się miało tak zjawiskową urodę i figurę, jaką ona ma (gładko łyka komplementy i szczerze wzruszona zawsze serdecznie za nie dziękuje), a także wyłożyła swoje credo, jak postrzega polskich mężczyzn. W jej oczach wypadli oni wielce nieciekawie – zniewieściali (tych prawdziwych ponoć już nie ma albo są w absolutnym zaniku), niezbyt troskliwi, mało przejmujący się, pozbawieni ‘ramienia’, na którym kobieta mogłaby oprzeć się. Jako zadeklarowana, serdeczna kumpela dziewczyn-słuchaczek Gastrofazy miała nawet zdradzić, gdzie można spotkać prawdziwych facetów, ale temat jakoś rozmył się. I dobrze.
No cóż, tempus bardzo fugit - fajny ten cytat, Paweł :). Frytce pozostało tylko pocałować słuchaczy 'w samo serce' – jak miała w zwyczaju robić to Violetta Villas - i pożegnać się, zapewniając ich, że 'kocha wszystkich'. I tak się stało. Uff...
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.