Zimno, słońca brak, deszcz popaduje – typowa psia pogoda. Tylko patrzeć, jak przebojem tego sezonu letniego będą... kurtki puchowe. Jest podle, ale za to bezpiecznie i spokojnie. Tak przynajmniej czuje się Jah Jah z Vitem, nad którymi – i nad tobą słuchaczko i słuchaczu – czuwa Biuro Bezpieczeństwa Narodowego oraz jego szef Władysław Stasiak. Póki co nie ma nic do roboty, bo nie ma niebezpieczeństwa zamachu w Polsce, nie ma żadnych konkretnych sygnałów, wskazujących na to, że u nas mogłoby dojść do jakiegoś aktu terrorystycznego. Dobrze jednak, że jest czujny, gdyż wszystko zdarzyć się może. Weźmy taką Frytkę. Jeszcze wczoraj prasa rozpisywała się o wielkim uczuciu, jakim darzy ona niejakiego Oliviera ze Stanów Zjednoczonych. Miała być wielka, gorąca miłość i kariera w Hollywood, a było chłodne pożegnanie na lotnisku.
Wygląda na to, że dzień bez badania... opinii publicznej, szczególnie latem, to dzień stracony. Dzisiaj maszyniści śledzili, jak wierni w miłości i uczuciach są mieszkańcy poszczególnych regionów Polski. Z badań przeprowadzonych przez OBOP wynika bowiem, że Polacy zdradzają, a przyznaje się do tego 16 procent kobiet i 28 procent mężczyzn. Nawiasem mówiąc, co za nieostrożność byc szczerym w takiej sytuacji... ale do rzeczy. Najwierniejsi mieszkańcy Polski to ci z Podkarpacia, a najwięcej zdradzanych mieszka w województwie lubelskim. Wyciągnąć z tego można jeden wniosek – na grzeczne wakacje należy pojechać w Bieszczady, a na grzeszne - w lubelskie.
A skoro już jesteśmy w tym regionie Polski, blisko Ukrainy, będącej współorganizatorem EURO 2012... Kolorowa prasa przebąkuje, że to nie my, a nasi wschodni sąsiedzi ślimaczą się z przygotowaniami do mistrzostw świata w piłkę kopaną (sic!). Najrozsądniej byłoby, aby Ukraińcy przyjechali do nas i zobaczyli, jak my to robimy. Mieliby na co popatrzeć – godzien podziwu jest przecież nasz zapał, rozpęd, zaawansowanie prac w budowaniu stadionów, hoteli i dróg... Robota w rękach nam się pali. A tak, jeśli coś nie wyjdzie z EURO 2012, to będzie przez Ukrainę...
U nas za wszystkim stoi pomyślunek i rozsądek, a poza tym... Polak potrafi. Weźmy na przykład przypadek kierowcy z słupskiego Miejskiego Zakładu Komunikacji, który w ciągu miesiąca wydzwonił przez służbowy telefon komórkowy 75 tysięcy złotych. Korzystając z niego wysyłał sms na jakiś konkurs, a że wysłał ich 31 tysięcy, to i rachunek wyszedł taki, a nie inny. Ciekawe, kiedy to robił – na pętlach czy na przystankach, bo chyba nie w czasie jazdy. Zresztą, dla sprawy jest to nieistotne... Nie dość, że nic nie wygrał, to teraz przyjdzie mu pracować za pół darmo przez najbliższe trzynaście lat. Dług przecież trzeba spłacić.
Wychodzi na to, że pomyślunek i rozsądek przydaje się w każdej sytuacji. Bardzo łatwo jest nieraz stracić pracę. Jeden z dziennikarzy telewizyjnych stracił ją za... 'Czterech pancernych i psa', nie wykonując przy okazji polecenia szefowej, bo... nie miał czasu. Teraz będzie miał go dużo.
My tu o pracy, a przecież niektórzy mają teraz urlop i wypoczywają. Korzystając z wolnego, mogą przyjechać do stolicy zobaczyć, jak Warszawa remontuje się albo prześledzić budowę metra. Zauważą także, że działa warszawski sanepid, który 'nałożył kłódkę' na korzystanie z wody zalegającej w fontannach i innych zbiornikach wodnych. Nie wolno takiej wody pić, nie wolno się w niej kąpać ani nawet myć w niej rąk. Powód: nieprzebrane ilości bakterii coli i salmonelli, jakie w niej znaleziono. Jedynie gołębie mają w tym względzie dyspensę, im się nic nie stanie. Zakaz korzystania z wody obejmuje także psy.
Żeby nie było tak, że tylko w Warszawie coś się nie tak dzieje. W Płocku, na przykład, o około 70% wzrosło zameldowanie nowych płocczan. Niekoniecznie miało to związek ze zwiększonym przyrostem naturalnym, chociaż... dotyczyło dzieci. Otóż, zostały ustalone nowe zasady przyjmowania do płockich przedszkoli i nowe zasady opłat za nie. Ci, którzy mieszkają na terenie miasta mają płacić za przedszkole osiem razy mniej niż ci z okolic Płocka. Radnym miejskim wydawało się to zrozumiałe – w końcu miasto dopłaca do tej placówki edukacyjnej i chce płacić za swoich, a nie 'innych' obywateli. Skutek jest taki, że przybyło płocczan zameldowanych czasowo. W czasach komuny podobne zasady – tyle że dotyczące możliwości pracy – obowiązywały w Warszawie. Czyżby komuna wracała i śmiała się pełną gębą, chociaż to tylko buźka przedszkolaka?
Jednym za dużo, innym za mało. Policji brakuje 6,5 tysiąca pracowników, a ma być przecież bezpiecznie na ulicach. Ci, co rekrutują, wiedzą, że to nie takie proste, aby znaleźć chętnego do pracy w szeregach stróżów porządku. Sytuacja ma się poprawić, gdyż do mundurowych będzie można wstąpić bez obowiązku posiadania zaświadczenia o niekaralności. Wstąpić i być mile widzianym. Ech, życie...
Dopiero jutro kolejny odcinek 'M jak Machina', ale warto zajrzeć, co u konkurencji. Ilona Łepkowska, scenarzystka ulubionego przez wielu serialu 'M jak miłość' idzie za ciosem i zamierza tworzyć nową operę mydlaną, obsadzając w niej role 'młodymi, świeżymi i bardzo atrakcyjnymi' aktorami. Do końca nie wiadomo, o czym będzie serial, ale na pewno zagra w nim m.in. Olaf Lubaszenko. Dobrze, że nie sięgnęła po Jah Jah i Vito, proponując im wyższą gażę niż ta, którą mają za udział w 'M jak Machina', bo mogłoby to być tylko ze stratą dla naszej kultowej radionoweli. Kolejny odcinek naszego serialu już jutro, w porannej Antyradio Machinie.
Tak więc, do jutra. |