Dzisiejszy gość Pawła, chociaż syn sławnego ojca i nie mniej znanej matki, na swoją popularność pracował sam. Kowal własnego losu.
Trochę życia już posmakował, ale ma apetyt na więcej - szczególnie teraz, gdy pomysłów mu nie brakuje. Czuje się przede wszystkim muzykiem, trochę aktorem. Przygoda z tańcem, jaką mu przyszło przeżywać ostatnio, okazała się niewypałem, tak więc tancerzem zdecydowanie nie jest. Ale... po kolei. Przede wszystkim, o kim mowa? Ano o Rafale Olbrychskim, synu aktorów Moniki Dzienisiewicz-Olbrychskiej i Daniela Olbrychskiego.
Najbardziej odnajduje się w muzyce. Zawsze była jego pasją i miłością. Już jako nastolatek zajmował się komponowaniem i śpiewaniem, zakładając zespół Reds, którego był wokalistą i liderem. Z kapelą już nie jest związany, ale do muzyki go ciągnie. Jest głodny sukcesu i marzy, że go osiągnie. Nagrał ostatnio płytę (jedną z piosenek śpiewa z Marylą Rodowicz) do tekstów Ernesta Brylla, Wojciecha Młynarskiego, Bogdana Olewicza i wielu innych wspaniałych tekściarzy. Jest ona w dużej części jego autorskim, solowym projektem, w którym istnieje jednak także 'coś' w rodzaju zespołu. Na razie ma pewne problemy, aby przebić się z płytą na antenę stacji radiowych - płytę trzeba bowiem w jakiś sposób zaprezentować i przybliżyć narodu. Rozważa bezpłatne udostępnienie nagrań na stronach internetowych, czyli zachowanie się prawie tak samo, jak zrobiła to ostatnio brytyjska kapela Radiohead ze swoją nową produkcją.
Gość Pawła grywał też w filmach. Uważa, że pomimo braku profesjonalnego przygotowania do zawodu aktora nie schrzanił żadnej z ról, jaką mu przyszło zagrać do tej pory. Coś się jednak wydarzyło dziesięć lat temu, skonfliktował się z kimś poważnie, co spowodowało, że z filmu został wycięty, a z showbiznesu niemalże wykluczony. Przylgnęła do niego łatka pieniacza, zraził do siebie ludzi, nie dostawał żadnych propozycji. Mówiło się o nim, że mu palma odbiła. Musiał zajmować się różnymi rzeczami (rodzina na głowie), tylko nie tymi, którymi chciałby. Żal mu jednak aktorstwa, chętnie by do niego wrócił, bo czuje, że miałby jeszcze coś do pokazania w polskim filmie.
Głodny sukcesu Rafał Olbrychski postanowił wystąpić w programie ‘Taniec z gwiazdami’. Długo nie potańczył, ale pokazał się telewidzom. Jeśli wsławił się w tym show, to niejako... niechlubnie, zostając laureatem najniższej oceny (2 punkty) za paso doble i posiadaczem tytułu ‘najgorszego tancerza’ w jednej z jego edycji. Co prawda nigdy nie ukrywał, że nie umie i nie umiał tańczyć, że pląsy nie dla niego. Do dzisiaj pamięta lekcje tańca z mamą, podczas których deptał ją okrutnie przy tangu. Występ w 'Tańcu z gwiazdami' potraktował raczej jako przełamanie własnej słabości i szansę na zgłębienie paru szczegółów, dotyczących tajników posuwistego przemieszczania się po parkiecie w lakierkach... Poza paroma złotymi, z tańca wyniósł kontakty z fantastycznymi ludźmi. No i zaczął bywać... na stronie Pudelka, gdzie zazwyczaj bywają znane osoby.
Rafał Olbrychski ma jeszcze jedno marzenie: chciałby być właścicielem lokalu gastronomicznego, niezbyt dużego – ot, takiego małego bistro, w którym byłyby serwowane potrawy jego pomysłów. W tej chwili prowadzi ogródek piwny na Ursynowie z daniami z grilla. Poczucie smaku ma, można powiedzieć nawet wysublimowane. Lubi świeże ostrygi (nie ze snobizmu), mule i inne owoce morza, żabie udka. Zafascynowany jest kuchnią chińską, a smak kaczki po pekińsku, którą jadł kiedyś w Pekinie, pamięta do dziś. Poza Chinami udało mu się zwiedzić trochę świata – zaliczył Europę, Kanadę, USA, ale to było dawno, gdy jego ojciec – Daniel – częściej występował za granicą lub kręcił tam filmy, niż w Polsce. Za ciekawy kierunek w podróżach, których jeszcze nie odbył, uważa Azję.
Ostatnio nie podróżuje chyba, że... do gmachu TVP, gdzie jest jednym z gospodarzy programu 'Pytanie na śniadanie', emitowanego w Dwójce. Jutro spotyka się ze swoją nową partnerką. Jest nią (co za niesamowity zbieg okoliczności) Odeta Moro-Figurska, małżonka ojca - dyrektora Antyradia.