W cieniu PeKiNu Anetę zawiodła trochę technika (no cóż - siła wyższa), ale nie zawiódł jej w następnej godzinie, nawet na jotę, nadredaktor Gadzinowski, który stawił się w studiu o czasie, a przybył na Żurawią z daleka, bo z Krakowa. Brał tam udział w imprezie śpiewano-mówionej (czytaj: szopce), która wystawiana była siłami posłów w Teatrze Groteska. Gadzina robił w niej za Amora i w swoim tekście proponował nakręcenie serialu o życiu na Wiejskiej, pod roboczym tytułem Sejm jak miłość.
Nie impreza krakowska zdominowała jednak program, a dwóch polityków, o których głośno było ostatnio w prasie: Jan Maria Rokita i Andrzej Czuma. Pierwszy z powodu swojej przygody na pokładzie samolotu Lufthansy, w sensie 'nieporozumienia’ ze stewardessą, w wyniku którego wyprowadzony został z niego przez niemieckich policjantów w kajdankach. Taki wypad z samolotu w asyście kosztuje osiem tysięcy Euro (lub 40 dni aresztu) i wszystko na to wskazuje, że casus Rokity będzie sprawą rozwojową, typu: co tu zrobić, żeby nie płacić. Na razie toczy się.
Andrzej Czuma zaistniał w Godzinie z Gadziną co najmniej z dwóch powodów – niespłaconych długów, w jakie wpadł gdy przebywał w Stanach oraz krnąbrnego syna, o którym mówi się, że trzęsie ministerstwem sprawiedliwości, występując (lub przedstawiając się) jako osobisty asystent swojego ojca. Żaden z tych powodów nie jest błahy i przysparza kłopotu premierowi Tuskowi, który - co by nie mówić - będzie musiał podjąć jakąś decyzję. Równie dobrze mógłby ją podjąć sam minister Czuma. Tak przynajmniej powinien zachować się człowiek ‘kryształowy’, za jakiego był uważany przed nominacją na to stanowisko. Przeprosić i zrezygnować.
Nie zabrakło tradycyjnego konkursu. Oto pytanie, na które odpowiedź należy kierować na adres: a.malecka@antyradio.pl : Kto Waszym zdaniem jest najbardziej zakochanym w sobie politykiem? Kochani słuchacze – do klawiatury!