Ta i inne pieśni żydowskie, a także przeboje muzyki polskiej i światowej mogą umilić czas przy konsumpcji czulentu, gęsich pipek, czy ryby po żydowsku w jednej z warszawskich restauracji.
Znana jest ona pod dwiema nazwami: Warszawa-Jerozolima lub potoczną - restauracja śpiewających kelnerów. Łącząc w sobie dwie sztuki - kulinarną i muzyczną, knajpa specjalizuje się w daniach kuchni polskiej, izraelskiej i żydowskiej, a także... w kelnerach, przejawiających wyjątkowe upodobanie do muzyki oraz posiadających zdolności wokalne. W tej restauracji są one ważne, jako że każdy z zatrudnionych tam i obsługujących gości kelnerów musi serwować dania... śpiewająco i nie chodzi tutaj bynajmniej o jakość usługi. Ta rozumie się sama przez się. Rzecz raczej w śpiewaniu w dosłownym tego słowa znaczeniu.
I oto nadszedł chyba moment ujawnienia, skąd dzisiejsze zainteresowanie knajpą i kelnerami, którzy potrafią śpiewać. Powód prozaiczny. Otóż dwaj przedstawiciele restauracji – Michał Hołoga (manager) i Harry Liberman (śpiewający kelner) byli gośćmi Pawła we wtorkowej Gastrofazie. Ten pierwszy po raz drugi (więcej TU), drugi - po raz pierwszy. Ot, cała tajemnica.
Słów parę o daniach serwowanych w restauracji. To, że zawierają one w sobie elementy trzech kuchni – izraelskiej, polskiej i żydowskiej jest już wiadome. Należy dodać, że są to dania koszerne lub ‘dające się podciągnąć pod koszerność’ – jak próbował wyjaśnić Michał Hołoga. Wieprzowina nie jest tu oczywiście serwowana, tak więc tradycyjnego schabowego nie można w knajpie zjeść, chociaż jest najbardziej typowym przedstawicielem kuchni polskiej. Jego miejsce zajmuje z powodzeniem chociażby kaczka czy pierogi. W menu znajdują się natomiast w dużym wyborze typowe dania żydowskie, jakie z największym upodobaniem i z zachowaniem wymogów swojej religii zajadają Żydzi, mieszkający na całym świecie. Restauracja celebruje lub stara się celebrować święta żydowskie – obchodzą chanukę, w szabat natomiast pracują, ale... można wtedy zjeść czulent, który nierozerwalnie z tym świętem jest związany.
Kelnerzy obsługują gości i śpiewają – i niekoniecznie w myśl zasady ‘śpiewać każdy może’. Ich umiejętności wokalne są sprawdzane zanim podejmą pracę. Testuje ich manager. W tej restauracji serwowane są pieśni w różnych językach świata – hebrajskim, jidysz, włoskim, angielskim. Kelnerzy śpiewają, chociaż nie zawsze rozumieją, o czym śpiewają. To oczywiste, bo trudno przecież zatrudniać do knajpy poliglotów.
Goście Pawła przynieśli ze sobą dania do degustacji – zupę ‘galilea’ (z zielonych i czarnych oliwek), zupę czosnkowo-cebulową, solę w cienkiej otoczce ciasta naleśnikowego oraz deser - ciastko czekoladowe o skocznej nazwie ‘charleston’, pokryte ganaszem, które przypomina w smaku i wyglądzie sławne już ‘brownie’.
Było jedzenie, był popis wokalny śpiewającego kelnera, czyli... było wszystko, z czym można spotkać się w restauracji Jerozolima-Warszawa. Mimo wszystko, może warto tam zajrzeć osobiście i zobaczyć, jak to wszystko wygląda w warunkach normalnych, nie radiowych. Restauracja zaprasza.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.