I to jaki! Zachwycił się nim niejeden biesiadnik zgromadzony dzisiaj przy stole z powyłamywanymi nogami. Głos to bowiem bardzo interesujący, mogący zauroczyć od pierwszego usłyszenia. Trochę chropowaty – w sensie lekuchno zachrypnięty, ale jednocześnie, pomimo tej szorstkości, ciepły. Niektórzy twierdzą, że to głos wręcz wymarzony do tego, aby śpiewać od rana do wieczora jazz i blues. Gdy się wsłuchuje w jego delikatnie swingujące brzmienie, chce się kołysać po swojemu razem z jego właścicielką, nucąc sobie przy okazji pod nosem.
Kto otrzymał taki dar od Boga? To dzisiejszy gość Pawła, a w zasadzie gościówa z krwi i kości, jako że była nim przedstawicielka płci pięknej. Oto Danuta Błażejczyk, niedoszła absolwentka filologii rosyjskiej, którą to naukę o języku porzuciła swojego czasu na rzecz śpiewu. Bez najmniejszego zresztą żalu. Od dwudziestu pięciu lat uprawia z największą przyjemnością i satysfakcją zawód piosenkarki i jest z tego powodu bardzo szczęśliwa. Szczęśliwa i spełniona tym bardziej, że kalendarz ma rozpisany prawie na najbliższe dwanaście miesięcy, a fanek i fanów nijak jej nie ubywa. Dzięki nim chce jej się pracować – w tym przygotowywać płytę na swój piękny jubileusz, przypadający w tym roku.
A wszystko to przez Janis Joplin. To ona przewróciła całe życie pewnej nastolatki z pięknego kraju nad Wisłą do góry nogami, to ona uczyniła ją szczęśliwą. Ona i Summertime. Gdy Danuta Błażejczyk usłyszała w radiu utwór Gershwina w wykonaniu charyzmatycznej Amerykanki, zwariowała niemalże. Żyła jak w amoku. Długo nie musiała czekać, aby doszło do niej, czym tak naprawdę chciałaby zająć się w życiu. Myślała tylko o tym, aby śpiewać, śpiewać, śpiewać. I tak już robi od ćwierć wieku. Niby szmat czasu, ale nie dostrzega się tego lub nie przywiązuje większej wagi do mijających lat, gdy ma się ciągły kontakt z publicznością i stara się być cały czas aktywnym. W przypadku dzisiejszej gościówy Pawła tak właśnie jest. Zawsze ma co robić, a odpoczywa… pracując. Dużo koncertuje i nagrywa, wcześniej jeździła po festiwalach i tam zgarniała nagrody. Trochę ich ma – zarówno tych otrzymanych w Opolu (w tym za swój debiut na profesjonalnej scenie), jak i tych przywiezionych z ‘demoludów’.
W wyobraźni wielu zakorzeniła się jako piosenkarka swingująca i jazzująca, chociaż sama nie wie, dlaczego tak jest utożsamiana. Drzemią w niej różne żywioły i nie lubi tkwić w jednym gatunku muzycznym. Śpiewanie tylko standardów jazzowych byłoby dla niej tym samym, co zjadanie codziennie na obiad kotleta schabowego. Rzeczywiście, ze wszech miar byłoby to nudne. W swoim repertuarze Danuta Błażejczyk ma i kawałki rockowe, i spokojne ballady, i piosenki dla dzieci. Nagrała też płytę z kolędami i zaznała przygody… jako aktorka w widowisku muzycznym. Lubi różnorodność, chociaż nie ukrywa, że w jej duszy gra przede wszystkim jazz.
Jak sama twierdzi, nigdy nie śpiewała dla nagród, lecz dla przyjemności. Bez śpiewu nie potrafiłaby żyć, w nim postrzega sens swojej codzienności. Ważne dla niej jest także to, gdzie i dla kogo śpiewa. Najbardziej lubi polską publiczność.
Dzisiejszy odcinek Blatu został nagrany – jak zawsze. Możliwy jest do odsłuchania TU.