Długo sympatykom Gastrofazy przyszło czekać na klasyczne jej wydanie – takie weekendowe, z krzątaniem się po kuchni, z ‘kluczowymi’ wyrazami wymyślonymi przez Pawła, wokół których toczy się zazwyczaj dyskusja mailowa na tematy kulinarne, ze sprawdzonymi przepisami na mniejsze lub większe ‘coś na ząb’ - w pierwszej jej części oraz z zaproszonym gościem w drugiej, ale... doczekali się w końcu. Dzisiejsza Gastrofaza – w swoim 318. wydaniu – taka właśnie była.
Praktycznie już od samego początku zapachniało chińszczyzną i orientalnymi przyprawami charakterystycznymi dla kuchni chińskiej, a to niejako z powodu słów ‘kluczy’, które wyznaczone zostały na dzisiaj - ‘dziesięć minut’, ‘Chiny’, ‘maliny’. Może był to przypadek, a może wręcz przeciwnie - nie do końca zbieg okoliczności, a celowe działanie Pawła, że takie, a nie inne słowa obowiązywały dzisiaj. W każdym razie powód ich doboru wydaje się być jasny i logiczny - za tydzień o tej porze śledzić już będziemy z uwagą zmagania sportowców na Olimpiadzie w Pekinie (oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem naszych) i warto byłoby stworzyć właściwy nastrój do oglądania olimpijskich zawodów. A skoro tak, skoro o tworzeniu klimatu chińskiego podczas igrzysk mowa, to nie ma nic lepszego, niż wybranie się w kulinarną podróż do Chin i posmakowanie dań kuchni Państwa Środka. W ten sposób wyjdzie się niejako naprzeciw dzisiejszym słowom ‘kluczom’ - szczególnie dwóm pierwszym. Nie wydaje się to być trudne, jako że w kuchni chińskiej jest mnóstwo potraw, które można przygotować szybko - nawet w dziesięć minut.
Kuchnia chińska stwarza wiele możliwości, a jej dania są w większości proste i pozbawione wymyślności. Wystarczy chociażby mieć pod ręką ryż (będący jej podstawą), albo makaron ryżowy, którego nie potrzeba gotować al dente, a tylko na kilka minut zalać wrzątkiem, aby był gotowy do jedzenia, następnie połączyć jedno czy drugie z obsmażonym wcześniej mięsem lub warzywami, dodać pędy bambusa, kiełki, tofu czy coś tam innego oraz nie zapomnieć doprawić do smaku przyprawami – sosem sojowym, chilli, imbirem, olejem sezamowym, potrzymać kilkanaście minut na ogniu (najlepiej w woku) i... można już oddać się konsumpcji małego co nieco w klimacie chińskim. Na deser można sobie zafundować rodzime... draże chińskie w czekoladzie. Chrupane przed telewizorem w czasie zmagań olimpijczyków będą łagodziły emocje, chociaż należy przyznać, że same w sobie sprawy klimatu chińskiego podczas śledzenia Olimpiady nie załatwią...
Na klasyczną Gastrofazę słuchacze czekali od końca czerwca, tylko miesiąc dłużej na dzisiejszego gościa Pawła – Małgorzatę Kalicińską, autorkę dwóch bestsellerowych powieści z nurtu literatury ‘dla płci pięknej’ (Dom nad rozlewiskiem i Powroty nad rozlewiskiem). Tym razem nie było o nich (znaczy się książkach), ani o serialu kręconym na podstawie jednej z nich, a o podróżach - dokładnie o Barcelonie, czyli miejscu, gdzie oboje spędzili wspólne (chociaż odrębne), jednoczesne wakacje (sic!). Spotkali się (ponoć) przypadkiem... uwaga, będzie nastrojowo i romantycznie... at midnight, under the moonlight (tak jak w przeboju Smokie), na plaży Barcenoleta. U obojga wrażeń z Barcelony jest mnóstwo, nic więc dziwnego, że szczodrze dzielili się nimi ze słuchaczami. Rozprawiali o różnych sprawach, m.in. o dwóch tendencjach podawania pomidorów i pieczywa razem, o jamon iberico ze świni z czarnym kopytem, o rybach, kawie i sangrii, o Gaudim (katalońskim architekcie secesyjnym) i jego budynkach, o tym co może wywołać w Barcelonie łzy i dygoty, o robieniu zdjęć, a z polskiego podwórka - o rankingu pisarzy, których wstyd czytać, a w którym notowana jest Małgorzata Kalicińska (sic!).
Rozmowa była baaardzo kulturalna, a jednocześnie bardzo frywolna i nie pozbawiona pikanterii, ale zawsze tak jest, gdy w charakterze gościa Pawła występuje Małgorzata Kalicińska. Znana jest ze swojego wyjątkowego luzu i kolokwializmów w powieściach i na co dzień (jak to się mówi - jest spoko), co niektórzy (np. krytycy literaccy) mają jej za złe. Nie przejmuje się jednak tym wcale, bo przecież prawdziwa cnota krytyk się nie boi...
Dzisiejszą Gastrofazę będzie można wkrótce odsłuchać TU.