Zapowiadało się kulturalnie, a wyszło... po polsku, czyli piekiełko. Kulturalnie, bo zaproszenie do udziału w Stole Z Powyłamywanymi Nogami przyjęła aktorka - Anna Korcz, znana z szeregu ról filmowych, teatralnych oraz telewizyjnych, niekoniecznie pierwszoplanowych, ale w gruncie rzeczy jest to bez znaczenia. Można powiedzieć, że największą popularność przyniosły jej tasiemce telewizyjne, w tym Na Wspólnej, w którym gra od samego początku jedną z ról. Nią najprawdopodobniej podbiła serca milionów widzów, chociaż niewątpliwie uroda aktorki w pozyskiwaniu sympatii widzów nie mogła być bez znaczenia.
Lubiana jest niezwykle przez kilka pokoleń mężczyzn, ale i wśród kobiet ma entuzjastki, bo – jak zastrzega – jest kobietą normalną, zwyczajną, taką jak każda inna, której przychodzi prowadzić dom, troszczyć się o ognisko domowe i jednocześnie pracować, a to że wykonuje zawód aktorki, nie czyni jej bardziej wyjątkowej. Nic dodać, nic ująć – kto lubi nienormalność i sztuczność w innych, sadzenie się i zadzierania (bez powodu) nosa? Nie widać, nie słychać.
W zasadzie trudno ją rozgryźć i zdecydowanie określić, jaka jest. Sprawia wrażenie wyniosłej i chłodnej, zadufanej w sobie i pretensjonalnej damulki – przynajmniej tak jest przez niektórych odbierana, czego zresztą ma świadomość. Wie o tym, ale nie zna powodu, a z dwoma ostatnimi określeniami zupełnie się nie zgadza. Anna Korcz boi się zranienia przez kogokolwiek – przez media, znajomych, przyjaciół i może dlatego przybiera postawę pełną dystansu, ale to tylko poza – jak zwierzyła się intymnie biesiadnikom zgromadzonym przy blacie. W zawodzie aktora należy podobno mieć duszę motyla, a skórę krokodyla. Tę mądrość wyniosła ze szkoły teatralnej i stara się o niej pamiętać, ale nieraz to trudne. Najbardziej dotknięta (mimo wszystko) poczuła się stwierdzeniem, że jest zadufana w sobie i pretensjonalna. Przecież wszystko co mówi zawsze jest prawdą, nie ma w niej fałszu i sztuczności. Taaa... Gdyby jeszcze potrafiła wziąć na klatę to, co inni o niej sądzą, to rzeczywiście byłaby prawdziwą cnotą, która krytyk się nie boi.
‘Najprawdziwsza’ prawda zawarta jest na jej stronie internetowej, do odwiedzenia której gorąco zachęcała parokrotnie podczas audycji. Należy przyznać, że rzeczywiście jest ona wypracowana, dopieszczona, wręcz wzorcowa, z odpowiednim doborem treści, które momentami są wzruszające. I to jest chyba najważniejsze - w sensie, że istnieje taka strona w Internecie, bo gdyby w poszukiwaniu rzeczywistego wizerunku Anny Korcz oprzeć się jedynie na innych - typu Pudelek, Kozaczek czy jakiś tam Pomponik, to obraz gościa Pawła wyglądałby inaczej - po prostu okropnie. Aktorka nie ukrywa, że jest na nich część prawdy, ale więcej jednak jadu i nienawiści, typowego wchodzenia buciorami w łóżko i szukania sensacji. Nie czyta tych bzdur, nie boi się zawartej w nich brutalności i jest pełna współczucia dla tych, których interesuje cudze życie. Ona sama przez grzeczność nie zadałaby pytania, drążącego czyjąś intymność. Nie przejmuje się nimi, a na łopatki rozkłada ją i do łez doprowadza jedynie bezsilność – jak chociażby ta, wobec wymiaru sprawiedliwości, z którym ‘boksuje się’ o swoje prawa w dwóch sprawach sądowych.
Aktorka ‘inna niż wszystkie’ – jak ktoś kiedyś o niej powiedział, zawsze pracowała charytatywnie, gdy była taka potrzeba. Często dawała twarz jako ‘małpka’ – stąd przyklaśnięcie propozycji założenia własnej fundacji Stop Przemocy – O Godność Człowieka. Jak zrobi coś dobrego, to jest jej lżej. Stara się być grzeczna i miła dla innych, a przy tym szczera, ale nie wie lub zapomina, że walenie prawdy między oczy - szczególnie wtedy, gdy nie do końca ma się rację lub pewność, że prawdą jest - może spotkać się z różnym odbiorem.
I spotkało się, i wybuchło piekiełko po stanowczym jej stwierdzeniu, że ‘w Polsce jest brudno, a w Warszawie ludzie są bardzo niesympatyczni’, a poza tym nie myją się i nie korzystają z prysznica dwa razy dziennie (rano i wieczorem) jak Bóg przykazał, co czuć potem w środkach komunikacji miejskiej. Ona zawsze 'prysznicuje się' jak jest nieświeża. A o tym smrodzie to słyszała, bo na jej szczęście - jak przyznała - porusza się po mieście autem, w którym nie dość, że szyba jest zawsze czysta, to generalnie panuje porządek i błysk. Jak to u rasowej pedantki. Chciałaby urodzić się w Kanadzie i tam mieszkać. Tam nie śmierdzi, a pachnie (fakt - ponoć żywicą) i nie spotyka się niemiłych i nieuprzejmych ludzi. Tam wszystko jest cacy.
Czego Anna Korcz spodziewała się po słuchaczach i czego od nich oczekiwała - szczególnie tych warszawskich, po potraktowaniu ich - jak leci, jedną pałką? Swoją pałką. Na pewno nie oklasków za ‘odważne’ (w jej mniemaniu), mocne stwierdzenie i generalizowanie zjawiska. Wylewanie w Blacie goryczy i złości, że kraj w którym mieszka nie jest takim, w jakim przychodzi jej bywać od czasu do czasu, okazało się być trafieniem jak kulą w płot. Nie bardzo też wiadomo, co Anna Korcz miała na myśli, cytując mądrość życiową wyniesioną z domu, że ‘ktoś, kto jest biedny i prostolinijny nie musi być brudny’. Uczciwe i szczere postępowanie ma się do brudu jak piernik do wiatraka.
Tę audycję warto odsłuchać jeszcze raz. Nagrana jest TU.