Dziś Blat został rozstawiony w przedziale kolei transsyberyjskiej. Oznaczać to mogło jedno – poszukiwacze przygód pomknęli hen daleko, po azjatyckich stepach, na wschód. A dokąd? A na Syberię. Stamtąd bowiem (dokładnie z Rudnogorska) pochodzi dzisiejszy gość Pawła – Ivan Komarenko, najpopularniejszy Rosjanin we współczesnej Polsce, robiący w polskim szoł-bizie. Hmm... czyżby młody jego lewek?
Artysta wszechstronny dość, bardzo przy tym ambitny. Nie boi się wyzwań medialnych, udziela się wszędzie, gdzie jest to możliwe - i zatańczy, i zaśpiewa, i powygłupia się jak zajdzie taka potrzeba, i wystąpi z koncertem, który zabawi, ale też wzruszy jednocześnie i wyciśnie z oczu łzy jak grochy. Nieważne, czy jest to telewizja Trwam czy TVN, bez różnicy jest mu, czy lansuje go Radio Maryja czy Zetka. Zaistniał swojego czasu na polskiej scenie i zrobi wszystko, aby na niej trwać i nie popaść w zapomnienie. Sprawia wrażenie, że chce mieć w tym samym czasie zarówno skrzydła, jak i rogi. Nagrał piosenkę z cytatami Papieża (Tak mówił Papież), a jednocześnie nie miał oporów, aby zaświecić gołym tyłkiem na balkonie, wiedząc, że będzie sfotografowany, a zdjęcie będzie zamieszczone w kolorowej gazecie codziennej, co spowoduje stuprocentową sprzedaż jej nakładu,a jemu samemu przysporzy... kilkunastu linijek komentarza.
Kto by pomyślał... nastajaszczij ruskij, a tu taka ogromna popularność w pięknym kraju nad Wisłą, że niejedna rodzima gwiazda mogłaby tylko o podobnej śnić i marzyć. Mała uwaga: do mieszkańców potężnej Rosji, na przestrzeni dziejów, różny miewało się i miewa w Polsce stosunek. Ivan ma świadomość... no, wydaje mu się - jak sam stwierdził po krótkiej walce skromności z pewnością siebie - że ma w naszym kraju bardzo wiele fanek i fanów, darzących go sympatią. Ludziska chcą go słuchać, jego występy - spełniające warunki prawdziwego show (kostiumy, cekiny, goła klata) - podobają się, wielu chętnie na nie przychodzi. Pięknooki Ivan o śpiewnym, melodyjnym głosie, doznaje tej popularności na co dzień, praktycznie wszędzie. Czuje ją po koncertach, po ulicy, po sklepach i innych miejscach, w których zwyczajowo gromadzą się ludzie. W niektórych miastach i miasteczkach bez okularów, peruki i kaptura na głowie w ogóle nie powinien się pokazywać, bo momentami to, że jest rozpoznawany i popularny, staje się uciążliwe.
Czuje się gwiazdą pełną gębą i chyba wie, że ciężki jest los znanego artysty. Jedni (a właściwie jedne, bo to głównie płeć piękna) wpadają w histerię na jego boski widok, inni - psy na nim wieszają. To, że komplementy sprawiają mu przyjemność to ‘oczywista oczywistość’. Gorzej jest z krytyką (ale kto ją łatwo znosi), szczególnie wtedy, gdy jest ona nieuzasadniona (jego zdaniem) lub gdy gwiazda jest osłabiona psychicznie i ma akurat ‘doła’. Wie, że źle mówią o nim ci, którzy go nie lubią, ale... woli, żeby wyrażano do niego niechęć i obmawiano go, niż by nic nie mówiono i nie zwracano uwagi. Nic więc dziwnego, że cieszy się jak Pudelek o nim napisze, nie przeszkadza mu, że mówi się o nim, iż jest homo (m.in. łacha z niego darł w AntyRadiu Figur), bo to nakręca koniunkturę, a on ma jej ciągłą potrzebę. Czyż nie rasowy artysta?
Często udziela bardzo emocjonalnych wywiadów, opowiadając o swoim skrzywionym życiu w Rosji, o ucieczce do Polski przed... transformacją i wojną domową, o bracie, który się stoczył, o matce, którą wyrwał z ponurej Syberii bliżej Moskwy. Po co? Niech ktoś powie, że nie wygląda to na granie na uczuciach... Serce skowyczy, ale nie do wszystkich te łzawe historyjki trafiają. Czy nie można opowiadać o inspiracjach i radościach w życiu - w tym artystycznym, nawet jeśli wiele przeszło się, aby do czegoś dojść?
Dzisiejszy odcinek Stołu Z Powyłamywanymi Nogami będzie – jak zwykle – możliwy do odsłuchania TU.