Istnieje takie powiedzenie, że jesteśmy tym, co jemy. Tak twierdzą niektórzy, a wielu za nimi powtarza i wdraża w życie. Czy w tym stwierdzeniu jest jakiekolwiek źdźbło prawdy czy to zwykły chwyt reklamowo-marketingowy?
Okazuje się, że jest! To nie czczy slogan, ani moda! Dziesiątek lat potrzeba było, aby ta goluśka prawda doszła do naszej świadomości, dokonała w niej rewolucyjnych zmian, poprzestawiała tok myślenia i stała się wyznacznikiem zdrowego stylu życia. Paweł już od dłuższego czasu czuje misję zwiększania w mieszkańcach pięknego kraju nadwiślańskiego tej świadomości, zapraszając bądź to do stołu nóżek pozbawionego (w ciągu roku), bądź do AntyRadiowego jacuzzi (w czasie wakacji) specjalistów i znawców tematu różnej maści, którzy chcąc nie chcąc wywołują lekuchny ferment i coś w podobie kontrowersji swoimi spostrzeżeniami i wynurzeniami ‘na odcinku’ jedzenia w szczególe i prawidłowego, zdrowego odżywiania się w ogóle.
Tak było i dziś za sprawą Wojciecha Klimczaka, który – przez przypadek – jest twórcą warszawskiej knajpy o dźwięcznej i oryginalnej nazwie Ye Goode Foode (na marginesie: zaczerpniętej ze staroangielskiego i oznaczającej literalnie ‘zdrowa żywność’). Znana jest ona wszem wobec i każdemu z osobna z tego, że karmi ponoć najzdrowiej jak tylko można w całej stolicy. I to nie tylko krawaciarzy z pobliskich biurowców, którzy – nie ma bata – muszą dobrze, zdrowo i smacznie odżywiać się (cóż zrobić - taka ciężka robota), wyrabiając normy dla swoich korporacji. No, tylko im pozazdrościć. Można powiedzieć, że prawdziwi z nich lucky men, którzy w przerwie lunchowej mogą sobie wpaść na Kruczą na małe co nieco , albo zamówić wprost na swoje biurko obiadek przygotowany z ‘naj’ (pod każdym względem) produktów, które będą świeże, pyszne i o naturalnych smakach.
Innych w Ye Goode Foode nie uświadczy się. Nie uświadczy się, bo wszystkie posiadają stosowne certyfikaty żywności, panie Janie kochany. Bo właściciel knajpy ma solidnego fioła na punkcie zdrowego jedzenia i świadomego żarcia i w szczególny sposób dba o to, aby u niego jeść najzdrowiej jak się da. Takie sam przyswaja na co dzień i takie serwuje swoim gościom. Stąd w restauracji używa się tylko olejów nierafinowanych, mąki do wypieku chleba i tart tudzież do naleśników i quiche’ów – tylko pełnoziarnistej, jaj zniesionych tylko przez szczęśliwe kury, które - niczym niezestresowane, wyzwolone, skarmiane dobrą karmą bez hormonów i antybiotyków – krocząc sobie codziennie radośnie po wiejskim podwórku i dziobiąc to, na co mają ochotę, ‘wypluwają’ z siebie samo zdrowie.
Podobnie jest z warzywami – pochodzą tylko ze sprawdzonego źródła, mogącego wylegitymować się stosownym certyfikatem oraz z wodą, na której przygotowuje się potrawy – tylko źródlana wchodzi w grę! Mięso… Hmm… Prawda taka, że miłośnicy niezdrowego schabowego nie mają co tu szukać. Świnia jest na indeksie jako mięso nieczyste (bidusia nie poci się i wszystkie toksyny w niej zalegają) i z tego względu w Ye Goode Foode nie serwuje się wieprzowiny. Ale można w zamian zjeść kawałek wołu, cielaczka albo drób. Produkty to nie wszystko, chociaż ważna to rzecz. W knajpie Wojciecha Klimczaka do przyrządzania potraw stosuje się slow cooker. To takie urządzenie, które co prawda przyrządza mięso parę godzin, ale dzięki temu, że obrabiane jest ono w niskich temperaturach, to stanowi samo w sobie ‘poezję smaków’. Więcej o knajpie - na stronach internetowych (KLIK).
Żeby natomiast zgłębić, czy słodkie pimpusie wujka Pawła jadają co podleci, czy też świadomie dokonują wyboru – należy wejść na tę stronę: KLIK. Audycja została nagrana i wkrótce będzie możliwa do odtworzenia.
|