A jak miałoby być? Bo było ciekawie i interesująco ze wszech miar. Takie wrażenia i odczucia odniósł z podróży służbowej do Szanghaju dzisiejszy gość Pawła.
Był nim Dariusz Miłkowski - dyrektor chorzowskiego Teatru Rozrywki, dobrze znany biesiadnikom gromadzącym się przy stole nóżek pozbawionym w każdą sobotę i niedzielę. Znany - bo już bywały w studiu AR. W świecie zresztą też. Tym razem rzuciło go do Azji. Wraz z grupką swoich tancerzy promował na tegorocznym EXPO Polskę, ‘wystawiając się’ ze specjalnie przygotowanym na tę okoliczność programem artystycznym. A że gospodarzem światowej wystawy A.D. 2010 był właśnie Szanghaj, największe – pod wieloma względami – miasto w Chinach, to... tak wypadło. O mały figiel impreza mogłaby odbywać się… we Wrocławiu, który parę lat temu był oficjalnym kandydatem na organizatora EXPO w 2010. Był, ale przegrał tę batalię, tak jak parę innych metropolii świata.
Co rzuca na kolana odwiedzających Szanghaj i konfrontujących się z miastem po raz pierwszy w życiu? Można powiedzieć, że gościa Pawła urzekło i zachwyciło wszystko. I wspaniała, nowoczesna architektura ze strzelistymi drapaczami chmur, i doskonała infrastruktura, i świetne rozwiązania komunikacyjne (w tym taksówki tanie jak barszcz), i czystość oraz porządek na ulicach, i… Szanghaj kulinarny. I nie chodzi tu o miejscowe potrawy serwowane w restauracjach czy pubach, a o jedzenie podawane późno w nocy w przybytkach gastronomicznych, utworzonych nie wiadomo kiedy i jak, niemalże ot tak w try miga, na placach i ulicach miasta.
Na pewno atrakcją samą w sobie były tereny wystawowe EXPO 2010, na których państwa uczestniczące w imprezie wybudowały własne pawilony z ekspozycjami w środku. Każdy chciał się pokazać z jak najlepszej strony. Włosi chwalili się samochodami, kieckami i makaronami, podczas gdy Polacy postawili na… podobieństwo między oboma narodami. Odwiedzających przyciągała do siebie już sama bryła polskiego pawilonu, którego elewacja jest inspirowana wycinkami ludowymi. Można sobie wyobrazić, że nocą – gdy jest podświetlony – musi kojarzyć się z chińskim lampionem.
Tak czy siak, jeśli nawet nie wywoływał w świadomości takich skojarzeń, to i tak był jednym z najchętniej odwiedzanych. Można było spotkać się w nim chociażby… ze smokiem krakowskim, który oprowadzał po polskiej ekspozycji. Chińczykom podobał się on bardzo, jako że był sympatyczny i gadał do nich po chińsku. Inne z kolei smoczysko rodem z grodu Kraka, prowadzone przez dziesięciu aktorów lalkowego Teatru Groteska (tylu właśnie, a nie mniej ze względu na jego rozmiar XXXL), wzięło udział w specjalnej smoczej paradzie. Jak donosiła prasa chińska, gad krakowski zdobył największą sympatię w tym pochodzie. Brawo temu misiu!
Pawilon polski podobał się, entuzjastycznie także został przyjęty program artystyczny Teatru Rozrywki w Chorzowie, który ‘wystawiał się’ razem z tancerzami z zespołu Śląsk ma niewielkiej estradzie przed pawilonem, prezentując uroki miejskiego życia. Wszystko zgodnie z hasłem odbywającego się w tym roku EXPO: Lepsze miasto – lepsze życie. No cóż, miło to słyszeć.
Dzisiejszy odcinek Blatu został tradycyjnie nagrany – KLIK i w dowolnym czasie może być odtworzony. I to by było właściwie na tyle.