Posłuchaj Antyradia: Warszawa / Kraków / Katowice Zapraszamy na AntyForum. Maj 23 2012 17:51:26
Nawigacja
Strona Główna
www.antyradio.pl
Ramówka
AntyForum
AntyGaleria
Encyklopedia
Plikownia
Redakcja
AntyPropaganda

Archiwum
Materiały specjalne
AntyFani
Antyradio
Konkursy
Recenzje płyt
Przepisy kulinarne

Antena
Koncerty Antyradia
Pobudzenie
Ostry Dyżur
Kasprologia
Odjechani
Makak
Gastrofaza
AntyWeekend
Turbo Top
Reggau
Punky Reggae Party
Wieczorne Rozmowy
Rzeźnia
El Konkursso
Losowa fotografia
Panel redaktora
Nazwa Użytkownika

Hasło



Jak w najlepszym bigosie
Stół Z Powyłamywanymi NogamiSpoko. Nikt nie zwariował wspominając o tej porze roku bigos. Chodzi jedynie o porównanie dzisiejszego odcinka Stołu z powyłamywanymi nogami do najbardziej znanej potrawy z kuchni polskiej, która - tak na marginesie - o żadnej porze roku nie smakuje lepiej jak zimą, gdy mróz szczypie w uszy i łapie lubieżnie za kolana. Smakosze twierdzą, że najlepszy bigos jest na winie – w sensie co się nawinie (choćby resztki pieczystego z lodówki) ląduje w garze obok kwaśnej kapusty, paru rodzajów świeżego mięsa, suszonych grzybów i śliwek, aby po trzech dniach gotowania (z przerwami) przeistoczyć się w prawdziwy smakołyk.

Podobnie było dzisiaj przy stole bez nóg – szeroko, eklektycznie, wielowątkowo. Biesiadnicy blablali na każdy temat, jaki przyszedł im do głowy... czyli inaczej rzecz ujmując - jaki nawinął im się chcący lub niechcący. Zasadniczo pobieżnie miało być jeszcze odrobinę o paleniu (tytoniu oczywiście), o którym dużo było we wczorajszym Blacie za sprawą gościa i jego książki o tytoniowym szlaku albo o działkach – tych poza miastem typu siedlisko (bez względu na to, czy w zakolu rzeki, czy też nie) lub o tych miejskich, znajdujących się w sercu miasta, wokół których wyrosły nowe osiedla mieszkaniowe i gmaszyska biurowców. Z małym przegięciem określa się je działkami – to raczej niezbyt duże powierzchniowo ogrody działkowe, z niewielką budą robiącą za domek, z przyłączem wody i prądu oraz kilkoma grządkami warzyw, rabatkami kwiatów oraz drzewkami owocowymi. Kiedyś – nawet nie tak dawno, bo może dwadzieścia lat temu – szczycono się nimi, były chlubą ich właścicieli. Teraz odchodzą powoli w zapomnienie, chociaż nie dają się. Poza trawą coś na nich jeszcze rośnie i w dalszym ciągu sprawiają radość działkowcom albo... ich potomkom, w sensie wnuczkom i wnukom.

Tematy do dyskusji pojawiały się jak grzyby po deszczu, w zależności od aury, która miała duży wpływ na to, co dzieje się przy stole z powyłamywanymi nogami. Biesiadnicy odcięli się od palenia, bo ile można wałkować ten temat! Niby długo, ale i tak każdy ciągnąłby w swoją stronę, udowadniał swoje racje, przekonywał, że jego odczucia w tej kwestii są najwłaściwsze, prawda ‘najprawdziwsza’, a kompromis i tak trudno byłoby znaleźć. Działki, na których ‘nic podobno się nie dzieje’ (jak w piosence), ale stanowią dobry i ekonomiczny sposób na dolce farniente,  były przedmiotem dyskusji do czasu, gdy świeciło słońce. Długo nie trzeba było jednak czekać, żeby nastąpiło załamanie pogody i słoneczne przedpołudnie zamieniło się w mokre od deszczu popołudnie. Zaczęło lać jak z cebra. Lać, grzmieć, walić gradem – ot, w mgnieniu oka i niespodziewanie, nadciągnęła regularna burza wiosenna ze wszystkimi swoimi atrybutami. Na zewnątrz zrobiło się obrzydliwie i trzeba było coś ze sobą zrobić. Jako i z działkowym tematem.

Gdzie schować się przed deszczem? Oczywiście gdzieś pod dachem, najlepiej w kuchni. W gruncie rzeczy nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Działkowcom urośnie (niech więc pada), a biesiadnicy skorzystali z okazji, by móc poprzesuwać gary na kuchence i przygotować obiad. Jak było do przewidzenia, wątek kulinarny musiał pojawić się w dzisiejszym Blacie i nie do końca dlatego, że wywołał go deszcz. Była po prostu taka potrzeba, bo jak okazało się, niektórzy nie wiedzieli, co wyłożyć na stół , aby godnie podjąć... teściową (smacznie nakarmić mamusię żony, a nie struć!) lub ukochaną dziewczynę (tu wszelkie komentarze wydają się być zbędne – wiadomo od lat, że ‘przez żołądek do serca’).

Na tego rodzaju kłopoty niezawodny jest zawsze Loroch. Paweł Loroch, gospodarz Blatu, który nie dość, że doradzi, to i przytuli do serca, i ukoi muzycznie, i doda otuchy dobrym słowem. Przyciąga do siebie. Walą do niego jak w dym wszyscy - ci ‘w potrzebie’ i bez niej, pomimo burz i nawałnic – ot choćby po to, aby poczęstować go  chlebem z gorzkich sewilskich pomarańczy z dodatkiem rozmarynu...

Dzisiejszy odcinek do ponownego odsłuchania TU.
Sponsorzy
Facebook
Ostatnio na AntyForum
22.06, Łazy - Jura Rock Festiwal 2012.
260. Notowanie Turbo Top (20)
Niezła Kaszana, Czyli Potrawa Ironicz...
6.06, Warszawa - Moving Mountains (in...
3.07, Warszawa - Rosetta (art Metal) ...
259. Notowanie Turbo Top (20)
30.05 Ił-62, Human Rights, Tupolev Di...
23.05 Grindcore Night - Noc Świniaka ...
27.05 Circle Waves + Show More Tits +...
17.05 Jucifer (us) + Thaw (pl) Warsza...
Kiedyś to było Antyradio...
Noc Nirvany Koncert + After 26.05.2012.
Tytuł Piosenki
258. Notowanie Turbo Top (20)
Z Rzeczy Smutnych...
Przemek Frankowski - Radiowiec
14.05, Warszawa - The American Dollar...
257. Notowanie Turbo Top (20)
Gastrofaza 2.0.
Poznań, Koncert Blast Rites, Promo Gi...
Sonda
Antyradio...

Kocham

Lubię

Szanuję