Dzisiejsze wydanie Gastrofazy okazało się być odcinkiem specjalnym, w dużej mierze za sprawą... gościa specjalnego audycji.
Specjalnego, bo nieoczekiwanego (a wręcz z łapanki), który przybył w zastępstwie zapowiadanej wcześniej gwiazdy telewizyjnej - Jacka Borkowskiego. Aktor nie na ten dzień, co należy (czyli na jutro) odnotował w kalendarzu swoją wizytę w Gastrofazie i zamiast do Antyradia, spokojnie podążał do domu. Jak jednak mówi przysłowie, „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Prawdziwy smakosz życia musi być przygotowany na wszystko, bo w każdej chwili może coś niespodziewanego zdarzyć się i trzeba wtedy umieć pokonać przeciwności losu. Paweł błyskawicznie uruchomił plan awaryjny i w ten oto sposób, ku uciesze setek fanek i fanów, do studia przybył - porozmawiać o smakach i przygodach kulinarnych swojego życia - kontradmirał Antyradio Machiny Vito Odrobina. Nie była to pierwsza jego wizyta w gastrofazowej knajpie – występował w niej już i w roli prowadzącego, i w roli gościa specjalnego. Można powiedzieć, że wie 'z czym to się je'.
Mówi się, że to kobiety są gadatliwe, a tak naprawdę, mężczyźni nie ustępują im ani na jotę. Konfrontacja dwóch smakoszy życia okazała się być wielce interesująca, a dwie godziny programu minęły jak z bicza trzasł. Paweł z Vito biegali po tematach i po... Europie, zahaczając o Kraków, Warszawę, Hiszpanię i Pragę i radośnie dzielili się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami w kwestiach kulinarnych i okołokulinarnych, odkrywanymi prze siebie ostatnio smakami i tymi z przeszłości.
Vito jest dość mocno związany z kulinariami i to od dawna. Życiowe doświadczenia zagnały go do niejednej restauracji i do niejednego garnka. Swego czasu przyszło mu nawet realizować się jako organizator bardzo ludnych bankietów, nawet takich na ponad tysiąc osób. Było to w czasach, gdy mieszkał w Krakowie. Wspomnienia tamtych lat i nabywanych doświadczeń nierozerwalnie są związane z placem półhurtowym na Rybitwach (dzielnica Krakowa, włączona obecnie do Podgórza), będącym czymś w rodzaju dzisiejszej giełdy spożywczo-warzywnej. Tam właśnie należało kupować produkty, niezbędne na bankiety. Na tym samym placu, Vito nabywał także pierwszych, poważnych doświadczeń w handlu zagranicznym, sprzedając słynne... wiedeńskie nektarynki, przywożone do Krakowa przez kolegę – wspólnika. Na swoim koncie śmiało może zapisać kilka busów sprzedanych owoców. Widocznie taki to jest już los admirałów in spe – żeby nim zostać, należy przejść szkołę życia na lądzie.
Obaj panowie z przyjemnością wspominali Hiszpanię, w której jednemu i drugiemu przyszło bywać w tym roku, przy czym każdy z nich zaliczył inny jej region – Paweł spędzał krótki urlop w Barcelonie (Katalonia), Vito odbył podróż służbową ze słuchaczami Antyradia do Pamplony (Pampeluny) na północy kraju - w ‘województwie bilboańskim’. W Hiszpanii urzekła ich obu – co do tego byli zgodni - hamon iberico, czyli szynka hiszpańska – jedna z najsłynniejszych wędlin europejskich. Mówi się, że najsmaczniejsza jest ta, pochodząca od świni z czarnym kopytem. Szynki takie bardzo często wiszą w wejściu do restauracji – kopytem u góry, mięsiwem ku dołowi. W smaku są mocno słonawe, ale przez to bardzo długo nadają się do jedzenia. Są naprawdę bardzo smaczne. Na talerz kroi się je na bardzo cienkie – prawie przeźroczyste – plastry, przez które niemalże można oglądać świat... na różowo (lub na ‘świńsko’ – jak kto woli).
Paweł i Vito są nie tylko smakoszami hamon iberico. Łączy ich także słabość do... polskich żeberek, przygotowywanych na różne sposoby. Najsmaczniejsze wydają się być smażone na złoto, a następnie duszone w bulionie z dodatkami. W przepisie Pawła, w żeberkach nie może zabraknąć miodu, którym smaruje się je przed smażeniem oraz garści suszonych gruszek i oczywiście przypraw. Obu redaktorów różni natomiast miłość do zup. Admirał Vito jest jak najbardziej ‘zupny’, a jego ulubioną polewką jest pomidorowa (obowiązkowo z ryżem, nie kluskami), ogórkowa i cebulowa. Właśnie cebulówkę będzie dzisiaj jadł na późną kolację. Paweł z kolei nie lubi za bardzo zup, ale nie otrząsa się przed nimi. Zje prawie każdą, tylko niezbyt często.
Pogaduchy trwałyby i trwały prze kolejne parę godzin, ale niespodziewanie kres dał im admirał Jah Jah, wkraczając energicznie do studia Gastrofazy. Można gadać w nieskończoność na smakowite tematy, ale przecież nie można przegadać czasu antenowego Antyradio Machiny...