 Dzisiaj Tomek Kin zaprosił do swojego konfesjonału Kamila Dąbrowę, byłego szefa anteny w Radiostacji, byłego szefa Radia Bis, obecnie dyrektora programowego Roxy FM. Wielebny użył wielu słów dla określenia swojego gościa: człowiek, którego stworzył eter, radiowiec z krwi i kości, wznosząca się gwiazda młodego pokolenia polskiej żurnalistyki radiowej, filozof, łowca talentów. To ostatnie określenie ma ścisły związek m. in. z wielebnym. To właśnie Dąbrowa ściągnął kiedyś do Radiostacji i dał zajęcie przed mikrofonem Tomkowi Kinowi, który był chwilowo bez pracy. Takich gwiazd mikrofonu oraz gwiazd ekranu, których wylansował Kamil Dąbrowa, było zresztą więcej. W swoim życiu Kamil Dąbrowa uprawiał wiele zawodów. Zdolny polskiego eteru, zanim oczarowało go radio i zanim znalazł swoją drogę w tym medium, był badaczem rynku, pracował w księgarni, pisał teksty do prasy, był fotografem, statystą, a nawet grywał drobne role w filmach. Ma powody być pysznym, a realnym powodem jego pychy może być jego wielkość. Audycje, jakie tworzył pracując w poszczególnych stacjach radiowych, cieszyły się zawsze wielką popularnością wśród słuchaczy. Szczególnie ciekawa była praca w Radiostacji, w której zaczynało wielu wielkich polskiego eteru. Mimo wszystko uważa, że jeszcze nie wypalił się, jest młody i wszystko, co najlepsze przed nim. I chociaż ma powody do pychy, nie uważa, aby pysznił się. On jest po prostu dumny. Dumny z siebie i z tego, co robi, dumny z żony, z córki, z matki, która go wychowała. W Kamilu Dąbrowie jest wielki gniew do radia publicznego, które zostało ostatnio - pod rządami PiS - bardzo upolitycznione i traci to, czym zawsze radio mogło szczycić się - zaufanie publiczne. Obok gniewu, za swoje największe grzechy uważa lenistwo i nieumiarkowanie. Nieumiarkowany jest we wszystkim - chociażby w jedzeniu, które uwielbia oraz w piciu. Lubi po prostu przedawkowywać. Podczas spowiedzi, wielebnemu Tomkowi Kinowi w sukurs przyszedł ministrant Makak, który pojawił się w studiu pod koniec audycji - kolega redakcyjny Dąbrowy z czasów Radiostacji. Za jego namową Tomek Kin odpuścił grzesznikowi jedynie grzech lenistwa. |