Skromne i wielce fantazyjne, dla dzieci i dorosłych, traktowane nożem i widelcem albo po prostu jedzone z ręki. Wszystkie ‘one’ to nic innego, jak kanapki i sandwicze – małe co nieco, przy pomocy którego każdy z powodzeniem może zaspokoić głód, bez względu na porę dnia.
W ubiegłym tygodniu (KLIK) Paweł wziął się za bary z tymi podawanymi na zimno. Dzisiaj przyszła pora na kanapki i sandwicze, które z natury rzeczy są ciepłe, gdy się je przyswaja. Ciepłe, bo przed podaniem zostały podgrzane w piekarniku, piecu, na patelni czy też w sprytnym urządzeniu sandwich-makerem zwanym. Ciepłe także dlatego, bo nafaszerowane zostały czymś, co przed włożeniem w bułkę albo pomiędzy dwa kawałki tostów, zostało ugotowane lub usmażone z odpowiednimi dodatkami. Skoro wszystko jasne co na stole, pora na konkrety. Przedtem małe przypomnienie: pomysły na dzisiejsze ‘coś na ząb’, zaczerpnięte zostały z Atlasu kanapek świata, autorstwa Pawła (Lorocha) i Adrianny Ewy Stawskiej.
Może na początek kanapki z serem w środku. Świat zna wiele wersji takich sandwiczów. W Hiszpanii mówią na nie bikini, nad Sekwaną - gdzie są bardzo popularną przekąską serwowaną w kafejkach i bistrach - istnieje ich wariant męski i babski. Nazywają się odpowiednio croque monsieur (‘chrup-pan’) i croque madame (czyli ‘chrup-pani’). Różnica między jedną a druga odmianą zawiera się w... jajach – (po)sadzonych na wierzchu złożonych ze sobą tostów, przełożonych szynką, bądź też na nich nieobecnych. Żeby było przewrotnie, z jajami są... Matko Przenajświętsza... baby, czyli croque mesdames.
Do serowych wariacji z kanapkami doskonale nadaje się mozarella. Włożona między dwa tosty, zanurzone w rozkłóconym jajku i usmażone na złoto, tworzy przekąskę zwaną mozarella in carozza. Nieźle idzie z nią sardelowe masło (to takie ‘coś’ na bazie anchois), ale i bez niego jest grzechu warta. Podobnie jest z naszym dobrem narodowym spod samiuśkich Tater, czyli oscypkiem. Nie jest gorszy, oj nie. Niektórzy powiedzieliby, że jest wręcz ‘genialny’, gdy podaje się go na ciepło. Do tego kapka żurawiny lub borówek i… pełen odlot. Mówiąc o podgrzewanych kanapkach, nie można nie wspomnieć o klasyku kuchni włoskiej, czyli bruskiecie (bruschetta). Smakuje wybornie już z samym pesto – zielonym lub czerwonym. Zamiast niego, można ją obłożyć serkiem ricotta i obsypać frutti di bosco. Z owocami lasu też będzie w smaku boska...
Po sandwiczach z serem przyszła kolej na wypełniacze mięsne. Swoje pięć minut miały hamburgery – w tym Pawłowy wynalazek ‘mamaburger’, czyli tęsknota za maminym obiadem z kotletem mielonym w roli głównej. Zaistniały też amerykańskie meatballs marinara sub (produkt amerykańskiej sieciówki fastfoodowej) oraz sloppy-joe sandwiches. Pierwsze, to małe klopsy w sosie pomidorowym, które wtykane są w wielgachną bułę razem z serem provolone - takim... trochę ‘pachnącym’ inaczej, drugie są kanap(k)ami z klasycznym chilli con carne. Obie z powodzeniem mogą robić za obiad, jako że są baaardzo treściwe.
Były także sandwicze z kurczakiem – chicken teryaki oraz chicken tica, którymi zajadają się Londyńczycy, a także argentyńska choripan – kanapka z kiełbasą choriso. Nie zabrakło hot dogów w różnych narodowych wariantach – chilijskiego italiano perro caliente (z avocado, majonezem i pomidorem), meksykańskiego danger doga (z papryczką jalapeno) i kanadyjskiego sumo doga – z wasabi, marynowanym imbirem i sezamem. Co kraj lub region, to inny ulubiony... pies na gorąco.
I to by było na tyle. Komu mało – niech odtworzy sobie nagraną audycję i odda się konsumpcji ponownie. Wystarczy kliknąć TU.