Wbrew temu, co można byłoby przypuszczać, pluskanie się… na bani nie jest beznadziejnie głupim, wręcz niedorzecznym pomysłem. Nie jest, ale tylko w sytuacji, gdy słowo ‘bania’ pisane jest wielką literą.
W takim właśnie przypadku kąpiółka nie jest objawem bezdennej głupoty, a wręcz przeciwnie – może oznaczać jedynie czystą przyjemność, zadowolenie i dogłębną satysfakcję z mile spędzonego czasu – o czym zapewniali w dzisiejszym LT goście Pawła. Inna rzecz, że nie chodzi tutaj wcale o sławetną ‘banię’, czyli stan nieważkości, w jakim można znaleźć się po nadużyciu napojów wyskokowych, a o coś w rodzaju sauny na mokro i czerpanie korzyści z naturalnych wód termalnych.
Ale do rzeczy… Bania to rodzinny interes, otwarty parę dni temu w Białce Tatrzańskiej, kojarzonej do tej pory głównie z rajem dla miłośników białego szaleństwa lub dobrym miejscem wypadowym w góry. Teraz do tego skojarzenia powinien dołączyć błogostan i relaks, wyciszenie i odprężenie – ot po prostu dobry odpoczynek w niezwykłym otoczeniu, wynikający z pobytu w ogromnym kompleksie Banią zwanym. Jego powierzchnię zajmuje kilkanaście basenów wypełnionych wodą z prozdrowotnymi właściwościami, czerpaną z głębokości ponad dwóch tysięcy metrów, które rozmieszczone są w strefie ‘głośnej’ i ‘cichej’, a ponadto saunarium oraz spa & willness. O przybytkach gastronomicznych nie ma co wspominać, bo to przecież oczywista oczywistość w takim miejscu.
Paweł, którego rzuciło do Białki Tatrzańskiej, doświadczał w Bani masażu i relaksu, wysłuchując przy okazji co na temat tego rodzinnego przedsięwzięcia miał do powiedzenia jego współtwórca – Paweł Dziubasik oraz pani Paulina – masażystka, której delikatność rąk odczuwał na swojej twarzy.
Aha, na parę ułamków sekundy w programie pojawiła się Hanna Bakuła ze swoją najświeższą książką o facetach. Prawdę powiedziawszy, wyskoczyła ni z gruszki, ni z pietruszki... Może była gościem Bani, spotkanym niespodziewanie przez Pawła...