Niestrudzony globtroter AntyRadia, znany z tego, że kręci go planeta Ziemia, długo nie usiedział na miejscu. Znowu go rzuca w świat. Tym razem do Japonii! Ale gdzie dokładnie? Jak? Z kim? Kiedy i po co? Bez nerwów. Oto wyjaśnienie sprawy całej.
Główny cel podróży Pawła do Kraju Kwitnącej Wiśni to Tokio, w którym nasz pielgrzym będzie miał do wypełnienia pewną misję, związaną z imprezą odbywającą się w stolicy Japonii w najbliższych dniach, a mianowicie 9 – 11 lutego. Na te właśnie dni zwołany został szczyt gastronomiczny pod nazwą Tokyo Taste. Udział w nim wezmą przede wszystkim szefowie kuchni z państw azjatyckich, chociaż Europa na tym ‘festiwalu kulinarnym’ też będzie reprezentowana, a jakże. Fakt nie tak licznie jak Azja - zaledwie garstka europejskich mistrzów sztuki kulinarnej przyleci do Tokio, bodajże po paru z Francji i Hiszpanii - ale jednak będzie.
Paweł nie ukrywał, jak bardzo cieszy się i jak bardzo jednocześnie drży z wrażenia, podniecenia i niewiedzy, co go może w Japonii spotkać... poza smakami kuchni japońskiej, którą zna (nawet nie 'jako tako') i bardzo lubi. Jej najzacniejszym symbolem jest sushi, pierwsza rzecz o jakiej myśli się, gdy zaczynają się pogaduchy na temat japońskiego jedzenia, chociaż nie każdy posiłek w tym kraju to surowa ryba owinięta wokół kulki doprawionego octem ryżu albo ‘rolady’ z wodorostów i owoców morza. Nie bez kozery krowy w Kobe są głaskane od pyska po ogon i puszcza im się muzykę, gdy przeżuwają swoją trawę. Coś za coś. One za pieszczoty dają najlepszą ponoć w świecie wołowinę. Ale wracając do sushi... Będąc w Tokio, obowiązkowo trzeba odwiedzić największy targ rybny w Azji i tam spróbować zawijańca z ryżu i ryby. Albo kawałek otoro, bardzo tłustego tuńczyka lub shirako - mlecza dorsza. Nigdzie poza Japonią nie spróbuje się tych smakołyków.
Każdy na miejscu Pawła zachowałby się podobnie, w sensie dostałby dygotek. Już sama podróż z Polski do Japonii (w tym przypadku przez Londyn, na skrzydłach British Airways), trwająca 34 godziny (sic!) może dostarczyć ekstremalnych wrażeń. Japonia to kraj egzotyczny i zagadkowy, z odmienną niż polska kulturą, obyczajami, mentalnością oraz zachowaniami jej mieszkańców. Wujcio Paweł zamierza tak dużo jak to się da, wszystko zbadać, zanotować, zapamiętać, obfotografować i sfilmować, aby móc zdać swoim słuchaczom ukochanym ‘szczerą’ relację po powrocie. Trzeba przyznać, że zbyt dużo się nie da, bo wolnego czasu będzie miał zaledwie sześć dni, a chciałby liznąć i Tokio, i Hiroszimę, i Kioto, i jeszcze wpaść na chwilę do Nagoi.
Po Japonii podróżować będzie super ekspresem (shinkansenem), osiągającym prędkość 300 km/godzinę, co ułatwi mu szybkie przemieszczanie się z miejsca na miejsce i zaliczenie przynajmniej paru atrakcji Kraju Kwitnącej Wiśni, chociaż plan podróży ma bardzo napięty. W samym Tokio ma do zobaczenia dwanaście miejsc – według rekomendacji Alicji Than z warszawskiej knajpy Izumi Sushi (dla przypomnienia: bywalczyni Gastrofaz i Stołu także, AntyRadiowa ‘ekspertka’ ds. Japonii), u której Paweł pobierał przedwyjazdowe korepetycje – m.in. z języka japońskiego i z japońskich ‘musts’. Jednym z nich są gejsze w Tokio i Kioto...
Dobrymi radami i przestrogami, czego nie należy lub nie wypada robić w Japonii, dzielili się także spontanicznie mądralińskie babci wnuczęta, słuchające audycji. Paweł notował w pamięci wywody jak jeść sushi, żeby nie dać plamy przed Japończykami (co w czym moczyć), kiedy ściągać z nóg buty i chodzić na bosaka, jak stąpać po tatami, w jakiej pozycji siedzieć przy typowym japońskim stole, co obowiązkowo zobaczyć, gdzie najlepiej (i najtaniej jednocześnie) w okropnie drogiej Japonii przytulić głowę do podusi po męczącym dniu, co warto zjeść japońskiego, czego w Polsce nie uświadczy się i nie doświadczy, a czego raczej unikać. No właśnie, unikać... Amatora trzeba chociażby na zupkę natto, pachnącą (to tylko eufemizm!) jak przepocone męskie skarpety, którą mnóstwo ludzi wypluwa dyskretnie w chusteczkę po spróbowaniu pierwszego kęsa. Nie zalecane są też małe żywe rybki, które połyka się w całości i popija wodą, jak również ... wieloryb (jak można byłoby!).
Paweł, saronaya! Miłych wrażeń w Japonii! Leć, zobacz, zarejestruj i wracaj. AntyFani czekają z niecierpliwością na relację. I już tęsknią. :)