Za babski temat wziął się dzisiaj Paweł, chociaż... czy rzeczywiście zdecydowanie on babski? Nie do końca chyba można tak o nim powiedzieć i tak jednoznacznie go określić. Wszem i wobec wiadomo bowiem, że o kobietach i ich kobiecości bardzo lubi sobie podyskutować - i to wcale nierzadko - płeć brzydka. Nie kto inny jak faceci są wszystkowiedzący w temacie ‘baba’. Wiedzą chociażby to, że nie ma brzydkich kobiet, tylko wina czasem brak. Niektórzy tę prawdę wyrażają w inny sposób, bardziej elegancko. W ustach dżentelmana brzmi ona mniej więcej tak, że w zasadzie wszystkie kobiety są piękne, tylko czasami są zaniedbane.
Temat powstał nie bez kozery. Na dzisiejsze spotkanie przy stole z powyłamywanymi nogami Paweł zaprosił dwie rasowe - z najbardziej rasowych sobie znanych – kobiety: Joannę Krochmalską, partnerkę życiową Liroya oraz Iwonę Kutynę, prezenterkę telewizyjną. Jedna i druga bywały już w studiu AntyRadia - w czasach Gastrofazy dokładnie rzecz ujmując i są zasadniczo znane społeczności AntyFańskiej. Wiadomo, że pani Liroyowa jest osobą bardzo żywiołową, aktywną, udzielającą się mocno towarzysko, a przede wszystkim zakręconą na punkcie dancehallu. Dla niewiedzących co to takiego bardzo krótkie wyjaśnienie: to taniec i gatunek muzyczny wywodzący się ze słonecznej Jamajki, a więc mający wiele wspólnego z reggae. Od paru lat Joanna Krochmalska intensywnie propaguje taniec w Polsce, organizując Mistrzostwa Dancehall Queen Polska, a ostatnio prowadząc zajęcia taneczne dla wszystkich tych, którzy chcą nauczyć się poruszać zgrabnie... miednicą.
Iwona Kutyna, reprezentująca zupełnie inny typ kobiety (nurt chłodnej piękności i elegancji – jak określił to Paweł) też lubi ruch i taniec, od dancehallu nie odżegnuje się, ale brak czasu nie pozwala jej oddać mu się w takim stopniu, w jakim dawkuje go sobie jej współbiesiadniczka przy Pawłowym stole bez nóg. Jest tak zapracowana (Panorama, TVP Info), że nie ma nawet czasu sama sobie coś ugotować. Jej lodówka jest pusta, a jedno co można w niej znaleźć, to karma dla kotów. O ruch jednak dba, na siłownię chodzi, przynajmniej stara się. Spędza w niej parę godzin tygodniowo.
Obie panie, przedstawiające sobą zjawiskową urodę i nienaganną sylwetkę, blablały dzisiaj razem z Pawłem o kobiecości, która - nie oszukujmy się – może być czymś zupełnie różnym w różnych przypadkach. Przyznały, że o swoją kobiecość muszą dbać (chociaż natura szczodrze je wyposażyła w odpowiednie jej atrybuty – przynajmniej te w męskim rozumieniu), bo... takie czasy, bo trzeba ją subtelnie podkreślać. Dietami się nie katują, odżywiają się zdrowo i rozsądnie, słuchając się swojego organizmu – w sensie dostarczają mu tego, czego on chce. Komplementy lubią – a jakże i nieraz je przyjmują. Nie zawsze, a nieraz, bo to jest krępujące. Z facetami radę sobie dają, chociaż ci zazwyczaj nie lubią (lub boją się) ładnych kobiet, które poza urodą mają odpowiednią pozycję, pomysł na rzeczywistość zawodową, stoją mocno na nogach - czyli generalnie są paniami swojego życia. Aha, i żeby nie było: doły, chandry i deprechy też je dopadają. W tym względzie uroda nie ma nic do powiedzenia.
Kto miałby życzenie posłuchać jeszcze raz, jak o kobiecości rozmawiają kobiety – niech kliknie TU.