‘Człowiek Renesansu’ – tak zwykło określać się kogoś dość wszechstronnego, zajmującego się wieloma rzeczami, biegłego w różnych dziedzinach. Po prostu interesującego. Dzisiaj biesiadnicy zgromadzeni przy Stole Z Powyłamywanymi Nogami z taką właśnie ciekawą osobowością mieli szansę skonfrontować się, ‘rozgryźć’ ją nieco i posmakować. Jest osobą publiczną, a przez to powszechnie znaną - tak przynajmniej wydaje się milionom Polaków, którzy śledzą jej dokonania każdego dnia. Kto zacz? Kto przyjął zaproszenie Pawła i przycupnął przy Blacie? Oto ona – Anna Popek, dziennikarka i prezenterka telewizyjna.
Jej codzienny byt kształtuje Pytanie na śniadanie, program w telewizyjnej Dwójce, z którą związana jest od szeregu lat. Nie jest to oczywiście jedyna produkcja telewizyjna, którą przyszło jej prowadzić w medialnym życiu. Zanim trafiła do Warszawy, doświadczenie zawodowe zdobywała w lokalnych ośrodkach telewizyjnych – chociażby w Katowicach. Tam właśnie stawiała pierwsze kroki, patrząc jak w obrazek na Krystynę Loskę, której styl pracy oraz elegancja i sposób z jaką ją wykonywała, bardzo jej się podobały. Ze swojego życiorysu zawodowego bardzo chętnie wykreśliłaby parę lat. To te, w których pracowała jako prezenterka zapowiadająca zwiastuny filmów. Uważa je za... zmarnowane, bo - według własnej oceny - źle zagospodarowała wtedy swoje możliwości, za mało pracowała jako prawdziwy dziennikarz. Będąc li tylko ‘zapowiadaczką’, z parominutowymi wejściami antenowymi w ciągu dnia, blokowała swój rozwój, chociaż ma oczywiście świadomość, że młodzi adepci dziennikarstwa telewizyjnego na początku swojej kariery od tego zazwyczaj zaczynają.
Anna Popek to wulkan energii, co więcej - ciągle niespożytej. Nie lubi bezczynności, wciąż ją nosi. Poleżeć pod kocykiem z książką i poleniuchować – a i owszem, ale nie dłużej niż półtora dnia. Poza pracą w ‘żmijowisku’ na Woronicza, zajmuje się dziećmi, działalnością charytatywną i... ciągłym wynajdywaniem nowych wyzwań, w które mogłaby się zaangażować. Nie boi się nawet tych najbardziej karkołomnych czy wręcz ekstremalnych (trekking do Tybetu, na który właśnie zapisała się). Z tego względu - a na pewno nie dla koniunktury, poszła tańczyć na lodzie w programie, który przez wielu jest uważany za głupawy show - często z powodu ‘gwiazd’, które biorą w nim udział. Od występu w tym programie polubiła sport, aktywność, wizyty na siłowni. Zawsze ‘wejdzie’ w to, co nowe i wymaga wysiłku. Lubi sprawdzać swoją kondycję fizyczną, lubi się zmęczyć, lubi udowodnić samej sobie, że wszystkie jej mięśnie pracują jeszcze prawidłowo. To chyba też spowodowało, że wzięła udział w innym programie rozrywkowym, w którym należało wykazać się zręcznością – Fort Boyard.
Media to jej świat, chociaż miała w swoim życiu i niemedialny okres działalności. Niejako z nudów - bo w telewizji nie miała akurat co robić - przyjęła propozycję zostania... doradcą ministra finansów. Doradzała jak umiała, ale na szczęście nie w kwestii finansów publicznych sensu stricte - chociaż kto wie, może i w tym byłaby dobra. Jej zadanie polegało na tworzeniu właściwego image’u ówczesnego premiera i ministra finansów w jednym - Grzegorza Kołodki. Ona kierowała w jego stronę dobre rady, a on... i tak nie brał ich pod uwagę. Jak to rasowy polityk, który podobno tak się zachowuje...
Wyznając zasadę, że w życiu należy zmierzyć się z różnymi rzeczami, Anna Popek nie przyjmuje jednak bezkrytycznie wszystkich propozycji jak leci. Swojego czasu odmówiła choćby Playboyowi, chociaż perspektywa sesji zdjęciowej bardzo była kusząca i obiecująca. Nie każdy też temat z jej życia osobistego ma szansę zaistnieć publicznie. I bez tego, jako człowiek szoł-bizu jest ciekawym obiektem dla plotkarskich stron internetowych typu Pudelek, Lansik, Kozaczek.
Co przed Anną Popek? Przede wszystkim pokłon Kresom – ma już pomysł na reportaż albo film dokumentalny o tym regionie. A poza tym, dalsze, bezustanne rozwijanie swoich pasji.
Dzisiejszy odcinek audycji jest możliwy do odsłuchania TU.