Dzień Kobiet trwa, także na Alternatywy 4. A wiadomo, że panie odgrywały ważną rolę w tym niecodziennym bloku.
Na początek Tomek Kin ogłosił, że dziś w kolejce facetów nie chce widzieć, same kobiety nagrody otrzymują. W trakcie programu odczytał też parę maili, w których chwalony był za wyjątkowe dopieszczenie swoim programem płci pięknej z okazji ich święta. Na szczęście potem zaczęliśmy już regularne spotkanie z lokatorami naszego ulubionego bloku.
"Gołębi" ciąg dalszy, a w nim na początek Kolińska strasząca swoim głosem mieszkańców. Wyśpiewywała wysokie tony w taki sposób, że zlecieli się wszyscy mieszkańcy zastanawiając się, czy to mordują człowieka, czy raczej zarzynają krowę. A w domu u Kolińskich też niewesoło. Pani domu potknęła się o wystającą klepkę, za co od razu dostało się mężowi, który musiał natychmiast naprawić usterkę. Zrobił to tak sprawnie, że rozebrał cały parkiet.
Kobieta, w tym wypadku Ewa Majewska, okazała się nieoceniona, gdy w trakcie wizyty dzieci Balcerków u wynalazcy Mansa, u jednego z dzieci wystąpił "śmierdzący problem". Manc zupełnie zgłupiał w tej sytuacji, chciał dać dziecku coś do zabawy, na szczęście pod ręką była pani Ewa, która zajęła się chłopczykiem (tym małym, nie Mancem) i odstawiła go owiniętego w koc do Balcerków.
U Balcerków z kolei zrobiło się niewesoło. Anioł spreparował wezwanie Balcerka na obowiązkowy odwyk, a przy okazji wmówił mu, że to nie będzie zwykłe leczenie, a hipnoza, po której do wódy będzie czuł wstręt jakiego sobie nie wyobraża. Teraz to się Aniołowi udało! Przerażony Balcerek wręcz błagał ciecia, aby go wyciągnął z tych tarapatów. W zamian zgodził się grać, śpiewać, sprzątać, opowiadać dowcipy. Wszystko, byle nie iść na to odwykowe piekło.