…i inne kanapki, niekoniecznie o tak sugestywnych nazwach, zaistniały dzisiaj na stole z powyłamywanymi nogami. Tak to już bywa w postmodernistycznym paśmie poszukiwaczy przygód. Wczoraj – coś dla ducha, czyli spotkanie z maestro Bogusławem Kaczyńskim oraz jego zaczarowanym światem opery i operetki, dzisiaj z kolei - coś dla ciała.
Paweł zaprosił biesiadników na małą wyżerkę w postaci kanapek z całego świata. Zaprosił nie bez kozery. Od pewnego czasu bardzo intensywnie żyje nimi. Przez parę miesięcy zgłębiał dokładnie tę oczywistą oczywistość codziennej rzeczywistości, jaką jest skibka chleba lub bagietki (albo wręcz cała bułka) z przeróżnymi dodatkami i dekoracjami, nisko pochylając się nad nią. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że bez kanapki trudno byłoby sobie wyobrazić zabiegany i pracowity dzień. Jej zalety docenia każdy pod każdą szerokością geograficzną.
W mrówczej pracy zbierania pomysłów na te ‘wynalazki’ pomagała Pawłowi Adrianna Ewa Stawska, autorka wielu publikacji na tematy kulinarne – w tym książki (o kuchni Podlasia – to tak na marginesie). Ich wspólne zainteresowanie (się) kwestią kanapkową, niby prozaiczną i banalną w swojej wymowie, przyniosło wymierny efekt. Już za parę dni na półkach księgarskich pojawi się książka ich autorstwa o tytule Atlas kanapek świata. Znajdzie się w niej 155 kompozycji małego co nieco, które można radośnie przyswajać – w celu oszukania głodu lub wręcz zaspokojenia go – na śniadanie, lunch i kolację. Każdy pomysł (czytaj: przepis) na kanapkę, sandwicha, wrapa czy tapasa opatrzony jest kolorową fotką, co już niewątpliwie może doprowadzić ślinianki do szaleństwa…
Tytułem wstępu do tego, co może dać sobą wspomniane wydawnictwo – poza chęcią natychmiastowego wejścia w jego posiadanie, Paweł przedstawił parę propozycji z niego pochodzących. Przeleciał się odrobinę po Europie, proponując kanapki z udziałem frutti di mare, reprezentowanymi przez krewetki koktajlowe (tytułowa kochanica Neptuna), ogonów rakowych (raki mayojaja), twarożku ze świeżymi warzywami (sezon nowalijkowy tuż-tuż). Odwiedził Szwajcarię i ściągnął stamtąd kanapki z pieczonym mięsiwem, które wyróżniają się wśród innych im podobnych tym, że są pokryte mięsną galaretką. Nie zabrakło także hiszpańskich tapasów z obowiązkową jamón ibérico i kiełbasą chorizo, a także ogórkowych kanapek do popołudniowej herbaty (cucumber sandwiches) rodem z Wielkiej Brytanii. Kanapkową podróż po Europie zakończyła lama z… warszawskiego Dworca Centralnego, będąca kompozycją ciemnej bułki z ziarnami, w którą wetknięty został ser camembert, marynowana czerwona papryka oraz czarna oliwka.
W Stanach Zjednoczonych też jadają kanapki, a na dowód tego jedna z nich - bardzo typowa dla tej szerokości geograficznej, oryginalna w smaku - zaistniała w dzisiejszym Blacie. Nutter flutter - bo o niej to mowa, jest kompozycją dwóch tostów, które zostały potraktowane słonym masłem orzechowym (peanut butter) i przełożone słodką pianką marshmallow.
Ciąg dalszy kanapkowych peregrynacji za tydzień. A póki co można odsłuchać to, co wybrzmiało dziś. Wystarczy kliknąć TU.