Dziś w świat ruszamy prawdziwą machiną! Panowie Przemysław 'Jah Jah' Frankowski i Witold 'Vito' Odrobina wzięli "na warsztat" dziś już obciachowego, ale z drugiej strony kultowego Komara. To wszystko za sprawą artykułu w listopadowej Machinie.
Przez pierwszą godzinę w przypominaniu niektórym starych czasów, a innym odkrywaniu historii pomagał Maszynistom Rafał, znawca motorowerów oraz szczęśliwy posiadacz osiemnastoletniego Ogara 200 (próbka z prawej). Ale Ogar to już wyższe stadium ewolucji, początki wyglądały trochę inaczej...
Ktoś kiedyś wpadł na pomysł, żeby do znanego już roweru dołączyć silnik spalinowy. W ten sposób powstał moped łączący napęd motorowy i za pomocą pedałów. Natomiast pierwszym polskim motorowerem był Ryś, skonstruowany w 1957 w Zakładach Metalowych we Wrocławiu-Zakrzowie, udoskonalony potem do wersji Żak. Bardziej znane są jednak produkty firmy Romet. Tu w końcu lat 50. powstał słynny motorower Komar (jego pierwsza wersja widoczna z lewej). Jego kolejne modyfikacje to motorynka Pony i właśnie Ogar, posiadaniem którego szczyci się nasz gość. Takich kultowych obiektów westchnień na dwóch kółkach było oczywiście więcej, starczy wymienić tu takie konstrukcje, jak WSK, Jawa, Simson, czy Ural.
I o ile posiadaniem tych ostatnich można się spokojnie chwalić nawet dziś, to popisywanie się Komarem może wywołać raczej uśmiech politowania. Nawet nasz gość mówił, że swoimi motorami jeździ raczej po leśnych drogach i nie próbuje podrywać dziewczyn pod dyskoteką metodą "na Komara" (no i dwóch osób to on nie udźwignie). A kiedyś był to sprzęt powszechnie używany i kojarzony z listonoszami, kominiarzami, a także wędkarzami, którzy na motorowerach chętnie jeździli po trudnodostępnych drogach. Chociaż teraz, jeśli by się zebrało więcej ludzi z pasją, to możnaby spróbować założyć coś w rodzaju, jak to Jah Jah okreśłił, Hells Angels.
A co trzeba tak właściwie umieć, żeby jeździć motorowerem? Rafał twierdzi, że przede wszystkim trzeba umieć lać paliwo, lać olej. No i przede wszystkim (u)mieć sprawny sprzęt, napisał bowiem Maciek, że posiada czerwonego Komara, ale niestety niesprawnego. Tu nasz gość jako podstawowe usterki wymienił brak paliwa i zalane lub zwarte świece. Może warto się przyjrzeć swojej maszynie, Maćku, i spróbować odrestaurować swój zabytkowy sprzęt? :)
Łezka w oku się kręci, stare czasy się przypomniały naszym redaktorom... i słuchaczom, bo w drugiej godzinie nawet nie trzeba było prosić, bo sami przysyłali swoje historie związane ogólnie z jednośladami. Ola pisała, że wybrała się kiedyś Komarem na wycieczkę i tak ją deszcz zmoczył, że dziś jako stateczna dwudziestka (!) dwa razy by się zastanowiła, zanim by się wybrała. Kasia z kolei pisała, jak to jej ojciec szalał emzetką, aż mu spod tyłka wyskoczyła. Wtedy się na motor wkurzył i go sprzedał, czego dziś Kasia żałuje. Robert pisał, że jego kolega spawał bak pełen benzyny. Oczywiście buchnęło, a kolega pobiegł gasić to wodą. Bak rozdęło, ale właściciel mimo wszystko dalej używał tego samego, mieszczącego już więcej benzyny, baku.
Były też zwierzenia rowerowe. Dominik opowiadał jak to tata odkręcił mu kółka pomocnicze przy jego rowerku i pierwszy raz próbował pojechać samodzielnie. Po paru upadkach wreszcie się udało i pobiegł do domu pochwalić się. Wbiegł do domu ze słowami "Mama, tata, patrzcie jak zapier*****!". Do dziś mu to wypominają. Słuchacz Grzesiek natomiast opisywał swojego Rometa Kadeta (przykład z prawej), którego dostał od wujka. Żal mu było, żeby tak stał i niszczał, więc oczyścił go i odmalował.
Czas wypełniły także informacje techniczne jak eksploatować naszego Komara, które można znaleźć na stronie KOMAREK.prv.pl. Inne strony warte obejrzenia, to http://romet-serwis.ovh.org/ oraz http://www.romet-motors.pl/. A jeśli ktoś chciałby sobie kupić taki motorek, to niech się przygotuje, że ceny odnowionych motorynek sięgają kilkuset złotych!