Jeśli nic nie zrobi się w tej sprawie, to malinówkę, papierówkę, żyfartkę, panienkę i wiele innych gatunków flory będzie można oglądać jedynie w atlasie botanicznym. Po prostu wyginą. Nie służy im cywilizacja, a często moda. Problem dotyczy także fauny.
O gatunkach roślin i zwierząt, które już trudno spotkać na co dzień, opowiadała w poniedziałkowej Gastrofazie Izabela Byszewska z Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego, znawczyni najbardziej wyszukanych polskich smaków. Gościem Pawła była nie po raz pierwszy (KLIK). Poprzednim razem omawiała oryginalne produkty regionalne, dzisiaj – gatunki roślin i zwierząt, zagrożone wyginięciem. Grozi im zagłada - z powodu przemysłu, zanieczyszczenia środowiska, z powodu tego, że nie zostały otoczone odpowiednią ochroną.
Można powiedzieć, że jednak coś ‘drgnęło w rajstopach’ i nie musi być tak źle, jakby się mogło wydawać. Smaki produktów, które są sporządzane z dawnych odmian roślin, zbóż, owoców oraz ze starych ras zwierząt są odkrywane na nowo. I dobrze się dzieje. Kiedyś w polskich lasach dużo było dziczyzny, ale okazuje się, że niewiele gatunków zachowało się. Dlatego zakładane są specjalne fermy, na których te przetrzebione zwierzęta są hodowane dla mięsa. Tak jest chociażby z żubroniami (krzyżówka żubra z krową) czy danielami. Zdaniem gościa Gastrofazy, bardzo trudno jest złowić i zjeść ryby, które jeszcze 30 lat temu żyły na wolności – suma, miętusa i inne. Wydawać by się mogło, że obronną ręką wyszły z tej sytuacji owoce, ale nie do końca tak jest. Zachowały się klapsy i bergamutki, ale żyfartek i panienek ze świecą należy szukać, tak samo jak przepięknych w kolorze i bardzo smacznych malinówek, słodkich koszteli, idealnych do nadziewania kaczki szarych renet czy nawet... papierówek. Te stare, prawdziwie polskie odmiany zaczęto uważać za niemodne, nieefektywne, mało atrakcyjne jeśli chodzi o wygląd. Przyszła moda na duże, zintegrowane (cokolwiek miałoby to znaczyć) sady z odmianami sprowadzanymi z zachodniej Europy i Ameryki. Stare gatunki owoców zostały zastąpione nowymi modelami. To zupełnie tak, jak może zdarzyć się w życiu ludzkim...
Należy odkrywać więc stare smaki na nowo i przygotowywać z nich smakołyki, chociażby konfiturę z tataraku, zwaną w regionie, z której pochodzi – konfiturą z kalmusa. Możliwości są także w nalewkach – ze wspomnianego tataraku można przygotować całkiem ‘mocarną’ kalmusówkę, ustępującą mocy procentowej jedynie śliwowicy łąckiej. Jedną i drugą pije się ponoć dobrze, tylko... trudno po nich wstać.
Temat wzbudził ogromne zainteresowanie słuchaczy. Pani Izabela Byszewska została zasypana pytaniami, m.in. o miodne pszczoły i orkisz (występował już w Gastrofazie), który jest bardzo zdrowym zbożem, sięgającym tradycjami wielu wieków wstecz. Tak, tak... Ta odmiana pszenicy została wykopana przez archeologów. Z mąki orkiszowej można przygotować wszystko to, co robi się z normalnej mąki – naleśniki, makarony, pieczywo, ciasto. Z orkiszu wytwarza się również kaszę, płatki oraz smaczną kawę zbożową. Może to i moda, ale... zdrowa moda.
Czy można zrobić coś samemu dla zachowania ginących, rdzennie polskich, gatunków flory i fauny? Oczywiście, że można. W naszych ogrodach i na naszych działkach nie należy wycinać bzu, czeremchy, dzikiej róży, berberysu, pigwy i pigwowca i na to miejsce nie sadzić wysmukłych tui, które może są i piękne, ale to niemalże jedyna ich zaleta, poza tą, że nie wymagają dużej troski ze strony człowieka. Poza tym, z ogródka wyrzucić wątpliwej piękności gipsowe krasnale i żyrafy, a wpuścić do niego prawdziwe, żywe kury zielononóżki, świnkę rasy złotnickiej pstrej lub białej, owcę świniarkę czy... polską krowę czerwoną... Odwdzięczą się wspaniałym mięsem przedniej jakości i innymi produktami, z których będzie można przygotować wiele smakołyków.