Wiosna pełną gębą, nie da się ukryć. Pogoda idealna i sprzyjająca spędzaniu jak najwięcej wolnego czasu na świeżym powietrzu. Na pikniki i wypady za miasto z kocykiem lub leżakiem oraz gustownym koszykiem piknikowym pełnym smakołyków może jeszcze odrobinę za wcześnie, ale grilla na działce lub we własnym ogrodzie czy tarasie zdecydowanie można już rozpalić. Trzeba go tylko wcześniej wyciągnąć z czeluści komórek, czy innych zakamarków, oczyścić i... zrobić odpowiednie zakupy.
Grillować można nie tylko kiełbasy, kaszanki czy mięso, z którego najwdzięczniejsze, najlepsze i najsmaczniejsze kawałki do opiekania na ruszcie to udka i piersi kurczaka, karkówka, żeberka, wszystkie one zamarynowane uprzednio w jakiejś skomponowanej własnoręcznie aromatycznej marynacie. Na grill doskonale nadają się także ryby z dodatkiem ziół i cytryny, całe mnóstwo warzyw - bakłażan, cukinia, ziemniaki, papryka, kabaczek, a nawet owoce – jabłka, banany czy ananasy.
Jak grillowanie, to nie obejdzie się bez marynat, glazur, maczanek i dipów. Mięso zyskuje na smaku i jest bardziej soczyste, jeśli przed rzuceniem go na ruszt (a potem na 'ruszta'), poleży kilka lub kilkanaście godzin w marynacie lub zostanie posmarowane odpowiednio przygotowaną glazurą. Do marynat wykorzystuje się zazwyczaj jogurt, zioła, czosnek, oliwę z oliwek, sos sojowy, miód, a także mocny alkohol, piwo i czerwone wino. To ostatnie ma wpływ na kruchość mięsa, chociaż niektórzy uzyskują ją w marynacie z... przelotnego deszczu.
Warzyw zazwyczaj nie marynuje się przed grillowaniem, ale zarówno one, jak i mięso wymagają nieraz dodatków po ich upieczeniu na ruszcie, jakichś dipów i maczanek, przygotowanych zazwyczaj na bazie jogurtu naturalnego, serka homogenizowanego czy majonezu, z dodatkiem pachnących ziół, warzyw, czosnku, przypraw.
W drugiej godzinie Gastrofazy, za sprawą gościa Pawła – Adrianny Ewy Stawskiej - dziennikarki i pisarki, a jednocześnie miłośniczki wszystkiego, co z Podlasiem jest związane, to nie grill miał swoje pięć minut, a korowaj. Co zacz? To innymi słowy kołacz z ciasta drożdżowego (znany także i u innych narodów słowiańskich), tradycyjne ciasto weselne o kształcie kolistym lub owalnym, które dorobiło się własnego festiwalu - chociaż właściwszą nazwą tej imprezy powinien być ‘konkurs kulinarny’. Druga jego edycja odbędzie się w przyszłym tygodniu (3 maja) w Mielniku na Podlasiu, a organizatorką tegoż jest Adrianna Ewa Stawska.
Ktoś mógłby zapytać, cóż nadzwyczajnego jest w pospolitym placku drożdżowym, który w każdej chwili można sobie upiec, jak się ma na niego ochotę, że występuje na weselnych stołach na wschodzie Polski, obok tortów i sękaczy i jest bardzo ważnym elementem uroczystości zaślubin. Czy to chodzi o szczególne na nim zdobienia? A może to tylko tradycja z kuchni staropolskiej, która podtrzymywana jest w tym regionie Polski?
Hmm... Ano jest coś szczególnego w korowaju vel kołaczu i nie chodzi jedynie o podtrzymywanie dawnych tradycji. Najważniejsze w tym weselnym cieście drożdżowym są bogate (i symboliczne) jego zdobienia, które odgrywają bardzo ważną rolę - mają zwiastować powodzenie młodej parze. Zawsze występuje parzysta ich liczba, przybierają kształty ptaszków, kłosów zboża, kwiatków. Korowaje mogą przygotowywać jedynie kobiety, a przy ich wypieku nie mogą być obecni mężczyźni. Po prawdzie, nie każde kobiece ręce mogą wykonywać ozdóbki na korowaju. Muszą to być ręce mężatek, które mają szczęśliwe pożycie, a więc nie są wdowami czy też rozwódkami (hmm... swoiste rozumienie szczęścia w małżeństwie...).
Żeby spróbować tego tradycyjnego podlaskiego ciasta weselnego, a przy okazji posłuchać i obejrzeć występy zespołów regionalnych, należy pojechać w przyszłym tygodniu do Mielnika nad Bugiem na festiwal korowaja i przebogatej kultury kresowej. Czyli co? Gastrofazę na kłódkę i fiuuuu...