Mięsny czy wegetariański? Dzisiaj powinien być raczej wegetariański, bo w dzień taki jak dziś – Światowy Dzień Wegetarianizmu, ustanowiony kilkanaście lat temu dla promocji tego stylu i filozofii życia – wypadałoby może, żeby taki właśnie był.
Ale w końcu nic na siłę. Kto nie chce jeść kotleta ‘z sałaty’, nie musi. Może w zamian pałaszować schabowego na cały talerz, bez żadnego skrępowania i – co wydaje się być mimo wszystko ważne – poczucia winy, że dołożył zwierzątkom i spowodował, że cierpiały. Bo wegetarianizm nie może być modą (a tak często jest), a jego uprawianie li tylko z powodu empatii do pomykających na czterech lub dwóch nogach, jest śmiesznością. Żadnego fanatyzmu, żadnego naginania i przeginania. To ma być świadomy wybór. Niech każdy robi to, co uważa za słuszne i co mu własne podniebienie dyktuje.
Tą drogą poszedł niejako Paweł, rzuciwszy na pożarcie… dywagacje czy dzień ten jest i powinien być celebrowany i czy w ogóle wegetarianizm jako ruch i styl życia, uważany przez jego zagorzałych zwolenników jako jedynie słuszny, (bo wyjątkowo zdrowy) ma sens. Odgrzany kotlet – bo nim jest każda tego rodzaju dyskusja o wyższości wegetarianizmu nad mięsożerstwem lub wręcz przeciwnie o zdecydowanej zasadności tego drugiego stylu życia nad roślinożerstwem, pokazał co miał pokazać – w przyrodzie niestety tak już jest, że wszyscy zżeramy się nawzajem.
A po lekuchno burzliwej ‘pyskówce’ w AntyRadiu pojawił się gość, który dał się poznać z tego, że bardzo lubi kuchnię sarmacką, hmm… zapewne nie wegetariańską. Był nim Kamil Kotarski rodem z Lublina, kuchcik z zamiłowania, nie związany zawodowo z szeroko rozumianym ‘przemysłem gastronomicznym’, wychowany kulinarnie na smakach galicyjsko-podkarpackich. Sprawdza się maksyma, że ‘Boh trojcu lubit’. Gość Pawła postawił kropkę nad ‘i’ i dopełnił swoją obecnością… tryptyk lubelski, rozpoczęty dwa tygodnie temu.