Za sprawą gościa Pawła, dzisiaj niejako specyficzny savoir-vivre... od kuchni, bon tony na ostrzu i widelcu, generalnie - wysoka półka w Stole Z Powyłamywanymi Nogami. Nie mogło być inaczej skoro zaproszenie do programu przyjął i przybył do studia AntyRadia osobisty kucharz ambasadora Australii w Polsce - Marcin Piotrowski.
Wielce ciekawa i na swój sposób intrygująca to postać. Wbrew temu co powyżej - w sensie, że najbardziej prawdopodobnym miejscem, gdzie go można spotkać na co dzień jest kuchnia ambasadzka, skoro dogadza przede wszystkim pani ambasador kraju miśków koala, krokodyli i torbaczy – bywa w miejscach, gdzie zalegają zwykli śmiertelnicy. Nie dość, że bywa w nich, to jeszcze z chęcią dzieli się swoją rozległą wiedzą i pokazuje, co potrafi przygotować do jedzenia. A potrafi dużo – pomimo tak młodego wieku. Żaden, nawet najbardziej oryginalny i rzadko spotykany produkt, nie jest w stanie wpędzić go w osłupienie, a nawet jeśli na początku stanowi dla niego tajemnicę – szybko go rozkminia.
Na kotleta czy stek przerobi krokodyla bądź kangura, z kraba królewskiego (na marginesie - stojącego najwyżej w hierarchii tych żyjątek ze względu na jakość mięsa i... cenę) zrobi suflet, układając go na ‘kawiorku z soku mandarynkowego’, ugotuje ‘gazowaną zupę z ananasa’, którą poda z syfonu (sic!), metodą ‘sufajdową’ obrobi miecznika, panierowanego wcześniej w tłuszczu kakaowym (ten też ze względu na cenę pisany jest prawie wyłącznie szejkom arabskim, chociaż w mikroskopijnych ilościach używają go także cukiernicy), wyrzeźbi w owocach i warzywach najróżniejsze cudeńka - co by nimi jedzenie udekorować (carving to jego pasja), a na deser zrobi pralinę smakującą jak malinowa guma do żucia. Potrafi nawet przygotować napój o dwóch temperaturach w jednej szklance! Geniusz, czy co? Na wszelki wypadek, klękajcie narody!
Kuchcikowe szlify zdobywał w elitarnych i modnych restauracjach Warszawy, ale nie tylko. Pracował też za granicą – w knajpach, w których bywają wielcy tego świata (jego dań próbowała chociażby Madonna), a że zdolny i utalentowany, a przy tym nie pozbawiony gustu i smaku – to szybko przyswajał to, co należy (czytaj: trendy), żeby móc wdrożyć w swój warsztat pracy. Ubogaca się także wertując zagraniczne wydawnictwa kulinarne. Polskie są dla niego zupełnie pozbawione wartości, no może z wyjątkiem tych... sprzed setek lat. Tylko te mogą stanowić dla niego inspirację do działania z kuchnią staropolską, ale w nowoczesny sposób.
Jeszcze kilkanaście lat temu, jako absolutny panczur, chodził zbuntowany po ulicach Warszawy z irokezem na głowie. Dziś - ugrzeczniony ze względu na charakter pracy, swoje zamiłowanie do wyrrrazistości, jaką ma w sobie muzyka rockowa słuchana wówczas namiętnie, Marcin Piotrowski odtwarza na... talerzu. To co komponuje i podaje musi mieć zapach, smak i moc – jak pewnym siebie głosem sam przyznaje. Jest przedstawicielem rodzących się osobowości kulinarnych, rozpoznawalnych wszem i wobec – nie tylko dzięki ekranowi TV i programom o charakterze kulinarnym, w których z przyjemnością występuje. Odżegnuje się przy tym od tego, że jest gwiazdą szoł-bizu, nie chciałby być tak kojarzony. Te spadają, a to nie jest miłe uczucie. Przyjmuje zaproszenia do ‘tiwi’ (jest kolegą naszego Pawła po chochli w Pytaniu na śniadanie, z jego m.in. udziałem był program Olgi Bończyk SmaczneGO), bo lubi prezentować innym swoje umiejętności, a nie po to, aby mieć swoje kolejne ‘pięć minut’. Parcia na szkiełko nie ma, gwiazdorstwo go nie kręci, nie jest showmanem. On jest po prostu naturalny w tym, co robi – jak uparcie twierdzi.
Kojarzony jest z kuchnią na wskroś nowoczesną, określaną mianem molekularnej oraz kuchnią artystyczną. Utalentowany, utytułowany, wybitny (świadom jest tej wybitności - trochę od niej napuchł, to było słychać). Ma specyficzne podejście do tego co robi i co mu przychodzi lekko, łatwo i przyjemnie: nie nazywa tego pracą, która mogłaby męczyć, a czystą przyjemnością. Hmm... Tylko pozazdrościć.
Długo jeszcze można byłoby snuć rozważania, ale... można też odsłuchać, co miał do powiedzenia Marcin Piotrowski. Nagranie tego odcinka Blatu, jak i poprzednich, dostępne jest TU.