 Aktor – jak najbardziej dyplomowany – był dziś gościem Pawła w Gastrofazie, rozpoczynając w ten sposób kolejny tydzień spotkań ze smakiem.
Przynależący do młodego pokolenia Marcin Chochlew (rocznik 1977) - bo o nim to mowa - jest jednym z bardziej zauważalnych aktorów. Kojarzony bywa przez wielu jako telenowelowiec, ale ma na swoim koncie szereg udanych ról w spektaklach, granych na deskach scenicznych, w tym w przedstawieniu dla dzieci. W tej chwili, poza filmem (telewizyjnym tasiemcem - Na Wspólnej) występuje w radomskim teatrze w sztuce według dramatu Ajschylosa, Sofoklesa i Eurypidesa – Siedmiu przeciw Tebom. Bardzo lubi grać w tym przedstawieniu, gdyż sztuki współczesne trochę mu się przejadły.
W Warszawie występuje przed bardzo wymagającą, dziecięcą publicznością, w muzycznej bajce Król Ból. To przedstawienie z morałem, z którego wynika, że należy dbać o zęby, myć je codziennie, a wtedy nie będą bolały. W granej przez siebie roli królewicza pokazuje swoje wszechstronne umiejętności – tańczy, śpiewa, recytuje, zupełnie jak klasyczny, zawodowy aktor. W błędzie jest ten, kto sądzi, iż występowanie przed publiką dziecięcą jest łatwiejszym zadaniem, niż granie przed dorosłymi. Wręcz przeciwnie – jak się niedobrze zagra i jak się nie zainteresuje dzieci swoją postacią na scenie, zrobią wszystko, aby przeszkodzić w przedstawieniu.
Od kilkuset odcinków zadowala także pasjonatów serialu Na Wspólnej. Nie gra w nim od samego początku, przystąpił do ekipy później – gdzieś tak po roku i wszystko na to wskazuje, że jeszcze się nie opatrzył scenarzystom tasiemca. Wydaje się, że jego rola wyjątkowo teraz nabiera wyrazu i tempa. Ma zostać szczęśliwym ojcem...
Podobno nie lubi gotować, w żadnych warunkach – nawet, gdy jest zaproszony do programu kulinarnego w telewizji. Wtedy to lubi być w roli co najwyżej podkuchennego – krojącego, siekającego i podsypującego przypraw. Jeśli chodzi o jedzenie, czuje się bardziej ekspertem ds. konsumpcji niż przygotowania potraw, a jest niezłym znawcą jedzenia – jak przyznaje, bo lubi jeść. Często jada poza domem (i nie chodzi tutaj o catering na planie filmowym li tylko). Był okres, kiedy miał gastrofazę na sushi i surowe ryby jadał codziennie, ale jak długo można opychać się dzień w dzień zawijańcami z surowej ryby i ryżu! Nie gotuje, ale od czasu do czasu grilluje i rozpala ognisko – szczególnie w Ciechanowcu, gdzie ma działkę. Nie raz była ona świadkiem wielce interesujących imprez.
Marcin Chochlew ma niesamowitą pasję – uwielbia śmigać po łące i... ach!... grzmocić robakom w twarz. Bez obaw – krzywdy im nie robi, chodzi tutaj tylko o lampę błyskową, a nie inny przedmiot służący do bicia. Przy pomocy fleszu do swojego profesjonalnego aparatu fotograficznego daje robakom po oczach. Nie ukrywa, że bardzo lubi fotografować, a natura, robaczki, leśne ścieżynki i inne temu podobne obiekty, są najprzyjemniejszymi bohaterami jego fotek. Gołych bab nie zdejmuje, uważając, że akty kobiece są trudną dziedziną sztuki, którą nie wie, czy byłby w stanie ogarnąć. Filmuje też komórką – i jak sam przyznaje – od pewnego czasu robi to regularnie. Postanowił dokumentować swoje życie. Zdjęcia robaczków jego autorstwa można spotkać na stronach internetowych, z filmami natomiast nic nie robi poza ich archiwizowaniem w swoim laptopie. W nim też ukrywa swój pamiętnik... Kto by przypuszczał?
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK. |