Szemrany światek przy stole z powyłamywanymi nogami? A czemu nie! Tym bardziej, że chociaż kryminalnie, to ze wszech miar było bardzo kulturalnie.
Odchamiania poprawiny w dzisiejszym wydaniu Blatu, gdyby ktoś nie wpadł na to sam! Wczoraj teatr, widowiska muzyczne i musicale w chorzowskim Teatrze Rozrywki, dziś za sprawą gościa Pawła – tudzież jego kochanych aniołków, które zgromadziły się przy stole nóżek pozbawionym i podjęły ożywioną dyskusję – jeden z popularniejszych odchamiaczy, czyli książka. Jako taka i jako jedna z konkretnych. Tę drugą – Był sobie złodziej – poczynił Jacek Skowroński, najprawdziwszy z prawdziwych kryminalistów, debiutujący co prawda dopiero w fachu, ale idący jak burza. Właśnie on dał się zaprosić na spotkanie w postmodernistycznym paśmie poszukiwaczy przygód, aby trochę poblablać na ten temat - w sensie opowiedzieć o wydarzeniu, jakie przyszło mu przeżyć. Wydarzeniu noszącym znamiona przygody... literackiej, którą niejeden lubiący przelewać swoje myśli i wynurzenia na papier, marzący nawet po cichutku o zostaniu pisarzem pełną gębą, chciałby w swoim życiu doświadczyć.
Co nią było? Ano debiut wydawniczy gościa Pawła. Popełnił był on całkiem niedawno swoją pierwszą książkę, w której za bohatera robi przedstawiciel złodziejskiego fachu, utrzymujący się – jak to w szemranym światku bywa – z przestępstwa. Nic w tym stwierdzeniu nie ma odkrywczego w gruncie rzeczy, bo w końcu niczym innym, jak ‘kryminałem’ kradzież nie jest. Tak czy siak, bohater Jacka Skowrońskiego chociaż kradnie bezpardonowo, to stara się przy tym nie czynić nikomu krzywdy. Wszystko na to wskazuje, że… Matko Przenajświętsza… wzbudza nawet wśród czytelników swoją osobą sympatię! Cała historia w książce przedstawiona jest bardzo realna i wiarygodna. Realna do tego stopnia, że praktycznie mogłaby ona wydarzyć się w każdym miejscu i w każdej chwili. Inspiracją dla jej autora nie były jednak wcale kroniki kryminalne, a… samo życie – bo to ono pisze najciekawsze historie. Życie i oczywiście wyobraźnia. Tę Jacek Skowroński ma raczej bogatą.
Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Naszemu dzisiejszemu zadeklarowanemu kryminaliście to wychodzi – i to nawet nieźle, żeby nie powiedzieć, że bardzo dobrze. Pisze przy tym z największą przyjemnością. Uczepił się takiej, a nie innej tematyki oraz takiego gatunku literackiego wychodząc z założenia, że każdy pisze to, co chciałby sam czytać, to co lubi przelecieć wzrokiem od czasu do czasu. Pióro ostrzył parę lat, wprawiając się w opowiadaniach kryminalnych, zamieszczanych w magazynie Alfred Hitchcock poleca. Prawda taka, że pisarzem nie zostaje się z dnia na dzień. Nie da się usiąść ot tak sobie i napisać książkę. Pewnych rzeczy, stanowiących o warsztacie pisarskim, trzeba się nauczyć, a to trwa parę lat.
Pierwsza książka Jacka Skowrońskiego zalega jeszcze gdzieniegdzie na półkach księgarskich, a tu okazuje się, że gość Pawła to… recydywista, który ponownie dopuścił się ‘przestępstwa’. Tak, tak… Jego kolejna książka leży już u wydawcy, bo ostatnia w niej kropka jakiś czas temu została postawiona. I czy jest przesada w stwierdzeniu, że nasz dzisiejszy kryminalista idzie (przez życie) jak burza? Żadna.
Dzisiejszy odcinek Blatu powinni odsłuchać ponownie (jeśli mają oczywiście takie życzenie) przede wszystkim pisarze in spe, którzy poszukują ‘recepty’ i porad typu „jak to się robi, żeby zrobić”. Nagranie znajdą TU.