Jak sama przyznała, podróżuje mało, a zdjęcia z wojaży odbywanych przez znajomych i przyjaciół, które przyjdzie jej oglądać, nie wciągają ją za bardzo. Zarówno one same, jak i opowieści im towarzyszące wydają jej się takie zwykłe, normalne, niewnoszące sobą nic ciekawego. Przewidywalne w jakimś stopniu i stereotypowe. Co innego z podróżą, którą sama odbyła niedawno. Tę zalicza do wielce interesujących i wręcz fascynujących. Należy podejrzewać, że nie tylko z tego względu, iż celem jej peregrynacji była Afryka dzika, a dokładnie Harare, stolica Zimbabwe.
O kim mowa? Kto i po co pokonywał tysiące kilometrów, aby dostać się na Czarny Ląd? Oto wyjaśnienie sprawy całej: Kazimiera Szczuka, krytyczka literacka i filmowa, dziennikarka radiowo-telewizyjna, wojująca feministka – wszystko w jednym, czyli dzisiejsza gościówa Pawła. Dała się zaprosić na spotkanie w AntyRadiu, aby przybliżyć co nieco ten jeden z najbiedniejszych krajów świata, do którego pofrunęła na dwa tygodnie w ważnej sprawie. Była nią ósma edycja jedynego w Afryce kobiecego festiwalu filmowego – International Images Film Festival for Women (IIFF).
W rozmowie z Pawłem nie ukrywała, że ‘rzecz’ wywarła na niej duże wrażenie, z różnych zresztą powodów. Przede wszystkim miała okazję obejrzeć wiele wspaniałych filmów - głównie dokumentalnych, bo w tej właśnie kategorii (Najlepszy Dokument) zasiadała w jury, będąc nawet jego przewodniczącą. Były to filmy prawdziwie ‘afrykańskie’ – z afrykańskim uczestnictwem ich twórców, czyli bądź to z mocną bohaterką w roli głównej, bądź dotyczące problematyki kobiecej, albo też robione przez kobiety. Było w czym wybierać do nagrody głównej i to mogło naprawdę dawać satysfakcję.
Fascynacja Zimbabwe w wykonaniu dzisiejszego gościa Pawła to także możliwość zetknięcia się z kobietami, które tam działają na niwie bliskiej jej sercu... wojującej feministki. Wbrew temu co można byłoby zakładać, wychodząc niejako z mylnego założenia, feminizm w tym kraju istnieje i ma się dobrze... na ile dobrze może się mieć ze względu na specyficzną sytuację polityczną i gospodarczą oraz dyktatorską władzę prezydenta, krytykowanego w świecie za mnóstwo rzeczy. Co prawda w Zimbabwe kobiety nie mają tak poważnych problemów, z jakimi spotykają się mieszkanki islamskiej części Afryki, ale mimo wszystko lekko im nie jest. Tak jak zresztą wszystkim mieszkańcom tego kraju, żyjącym często-gęsto w skrajnej nędzy, pozbawionym zarówno własnego dachu nad głową i śpiącym w parku na gołej ziemi, jak i środków do życia czy też jakiejkolwiek opieki ze strony państwa - w tym chociażby w odniesieniu do ochrony zdrowia czy edukacji.
Tematów do omówienia było całe mnóstwo, a czasu stanowczo za mało, bo tylko godzina. Zrozumiałą rzeczą jest, że nie sposób było poruszyć wszystkie kwestie, jakie chciałoby się zgłębić, mając na to zaledwie cztery wejścia. Co by nie było, należy stwierdzić, że Zimbabwe widziane oczyma Kazimiery Szczuki jawi się ciekawym i pięknym (przyrodniczo) krajem, w którym jednakże widać i biedę, i beznadzieję i usilne próby pokonywania tej sytuacji - bez względu na wzgląd. Ludzie w nim mieszkający w takim samym stopniu spragnieni są chleba, co sztuki, czego namacalnym przykładem był festiwal.
Więcej szczegółów odnoszących się do dzisiejszego odcinka Blatu można znaleźć w nagraniu audycji, które dostępne jest TU.
|